Pablo

Sprawiliśmy sobie psa. Adoptowaliśmy psie dziecko, niemowlę chyba, ma 6 tygodni. W nasze życie wstąpiło szczęście, nadzieja, młodość. Młodość i radość w ilości wielkiej, hurtowej niemalże. Nagle poczułam się 20 lat młodsza. Silniejsza, ładniejsza nawet! I łażę tak cały dzień i analizuję ten fenomen… Dlaczego tak jest?

I wpadłam na dwa tropy. Pierwszy z nich prowadzi do mojej silnej potrzeby opiekuńczości. Jestem stworzona, a może wychowana jedynie(?) do opiekowania się innymi. Uwielbiam to po prostu. Daje mi to poczucie sensu, spełnienia życiowego. Nic nie buduje mnie bardziej i piękniej niż opieka nad innymi. I mając pieska małego (i dużego też!) mogę tę swoją potrzebę realizować…nawet wtedy, gdy dzieci już duże i mamy tak bardzo nie potrzebują.

A druga odpowiedź na pytanie o wielkie szczęście, które do mojego życia wprowadził Pablo, prowadzi do bardziej ogólnych, może nawet ogólnoludzkich, wniosków. Otóż szczęście może dać tylko i wyłącznie druga istota. Nie przedmiot. Nie rzecz. Nie kasa. A życie. Inne, drugie, osobne życie. I widać, nie ma znaczenia, czy jest to życie ludzkie, czy zwierzęce. Chodzi o życie po prostu. Samo w sobie. Cud życia, który jest nie do podrobienia, nie do zastąpienia niczym innym.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *