What does painting mean to me

for English version please scroll down

Zdobywając pierwsze doświadczenia dziennikarskie cieszyłam się, że stoję po przeciwnej stronie obiektywu, że to ja pytam, a nie mnie odpytują, że nie widać mnie zbyt często i słychać z rzadka. Kończąc studia dziennikarskie nigdy nie przypuszczałam, że będzie odwrotnie – że to ja będę odpytywana. Udzielając pierwszego w życiu wywiadu jako artystka dłużej przystanęłam nad pytaniem w swej prostocie banalnym i genialnym jednocześnie: „Czym jest dla Pani malarstwo?”

Najprostsze odpowiedzi same cisną się na usta: malarstwo jest moją codziennością, czymś, co robię niemalże każdego dnia, pracą. Równocześnie jest też zabawą, co absolutnie nie stoi w sprzeczności ze zdaniem wcześniejszym. Jest radością, satysfakcją, czymś bardzo osobistym i egoistycznym. To trochę tak, jakby kupić ulubioną tabliczkę czekolady i zjeść ją w skrytości przed innymi (a w szczególności przed dziećmi). Ba, i jeszcze na dodatek nie mieć z tego powodu poczucia winy! Tak to jest tą moją radością z malowania.

A teraz trochę poważniej, bo zbliżam się do sedna. Maluję, bo nadaje to mojemu życiu sens – odrywa od codzienności, rutyny, nudy, przewidywalności, poczucia bezpieczeństwa. Miałam w swoim życiu moment smutnej refleksji, że wszystko co robię, nad czym wypruwam sobie flaki jest ulotne, trwa chwilę, a konkretniej: do wieczora. To całe mycie, sprzątanie, pranie, prasowanie, gotowanie i setka innych czynności kury domowej jest doczesne. Oczywiście niezbędne, by rodzina mogła istnieć, by dzieciom było dobrze, niemniej jednak zawsze dobijał mnie fakt, że pod wieczór znów dom jest w rozsypce, gary brudne, ciuchy w plamach, obiad strawiony. Wychodząc wieczorem z pokoju, w którym schnie mój najnowszy obraz cieszę się już z poranka, gdy go zobaczę znowu. I kolejnego dnia i następnego i jeszcze za tydzień. Jest ślad, jest dowód mojego istnienia. Jest sens. To dla mnie bardzo ważne.

Z uporem wracam do tematu radości płynącej z malarstwa. Siedzę na przeciwko obrazu i patrzę się na niego. Mogę tak długo, nie liczę czasu, tylko zawieszam się i studiuję każdy szczegół, albo też inaczej: wzrok nie widzi nic konkretnego, rozpływający się obraz migocze jedynie kolorowymi plamami. Widok z okna był i jest dla mnie bardzo istotny. Wpatrywanie się w roślinność, w bezkres, daleko, bardzo daleko, w pasma gór, czy bezkres morza dystansuje od codzienności. Identyczne uczucie towarzyszy mi, gdy wpatruję się w obrazy. Odrywam się od siebie, od życia, od cielesności.

Earning my first journalistic experience, I was glad that I was standing on the opposite side of the lens, that I am asking, and they are not asking me, that I don’t appear on the screen and can be heard rather rarely. When I finished journalism studies, I never thought that it would change – that I would be questioned. By giving the first interview in my life as an artist, I paused for a while in a trivial and brilliant question: „What does painting mean to me?”

The simplest answers go first: painting is my everyday life, something that I do almost every day, it is work. At the same time it is also fun, which absolutely does not contradict the previous sentence. It is joy, satisfaction, something very personal and selfish. It’s a bit like buying your favorite chocolate bar and eating it in secret from others (especially children). And, to top it all off, I do not feel guilty! Yes, this is my joy in painting.

And now a little more seriously, because I’m getting to the essence. I paint because it gives my life meaning – it breaks away from everyday life, routines, boredom, predictability, sense of security. I had a moment of sad reflection once in my life that everything I do, what I’m tearing out from myself is fleeting, lasting a moment, and more specifically: until the evening. All the washing, cleaning, ironing, cooking and a hundred other activities of the housewife are mundane. Of course, it is necessary that the family could exist, to make the children feel good, but nevertheless I was always beaten up by the fact that in the evening again the house is in disarray, there are dirty pots and glasses, soiled clothes, dinner is consumed. In the evening when I am leaving the room where my newest painting dries, I’m happy with the morning when I see it again. And the next day and the next and in a week time too. There is a trace, there is proof of my existence. It all makes sense. For me it’s very important.

I stubbornly return to the topic of joy flowing from painting. I’m sitting in front of the picture and I look at it. I can do that for a long time,but I do not count time, I just hang up and study every detail of the painting, or otherwise: the eyesight does not see anything specific, the fading image blinks only with colorful patches. The view from my house’s windows was and is very important to me. Looking at the flora, in the boundless, far, far away, in the mountain ranges or the vastness of the sea distances me from everyday life. The same feeling accompanies me when I look at the pictures I painted. I break away from myself, from life, from reality.

A co Ty sądzisz na ten temat?

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.