Liverpool

Od dłuższego czasu rozpisuję się tutaj na temat swojej fascynacji wsią i życiem wiejskim. Życiem bliskim natury, przyrody, tej całej wspaniałej roślinności i przestrzeni. Uwielbiam, gdy wzrok nie napotyka na przeszkody, na dzieła ręki ludzkiej, na jakiekolwiek ślady obecności człowieka na Ziemi. Gdy w kadrze widać jedynie to, co stworzone przez naturę. Naszą przeprowadzkę w nowe miejsce doświadczyłam mocniej jako przeprowadzkę do miasta ze wsi niż jako przeprowadzkę do innego kraju. Ciężko mi było przywyknąć do przewagi betonu i asfaltu, do przewagi aut, do ciasnej miejskiej zabudowy, dużej ilości ludzi, braku drzew, trawy i do odgłosów miejskich, które zastąpiły pianie kogutów i śpiew ptaków o poranku. Jednak gdzieś tam głęboko we mnie tkwi wielkomiejski potwór, który uwielbia klimat jaki tworzą duże ośrodki miejskie. Chodzenie (w butach na obcasach!) po sklepach i kawiarniach, plątanie się po muzeach i wystawach, ten cały błyszczący, pachnący i pełen jasnych neonów sztuczny świat. Kurcze, to też lubię!
W weekend odwiedziliśmy Liverpool. Miasto ma tak wiele do zaoferowania, że nie była to nasza ostatnia wycieczka tam. Spełniłam swoje marzenie i odwiedziliśmy muzeum sztuki współczesnej Tate Gallery. Warhol, Kandinsky, Pissarro, Mondrian, Braque – widziałam ich dzieła na żywo!
Zdążyliśmy jeszcze wejść na godzinkę do Muzeum Niewolnictwa. Liverpool był jednym z głównych portów, w którym rozgrywał się dramat handlu ludźmi. Rozmawialiśmy z dziećmi na ten temat. Chcę, żeby wiedziały co się działo tutaj, w Ameryce i Afryce jeszcze tak niedawno. Chcę, żeby wiedziały jakie to wszystko ma podstawy i rodowód, że nic się nie dzieje bez przyczyny.

For a long time I am writing here about my fascination with the village and rural life. A life close to nature and all this wonderful space. I love it when the eye does not encounter obstacles and the works of the human hand or any traces of human presence on Earth. When only the things created by nature can be seen in the frame. I experienced our move to a new place more as a move to a city from a village than as a move to another country. It was hard for me to get used to the concrete and asphalt, to the car traffic, to tight urban housing, large numbers of people, lack of trees, grass and to the urban sounds, which replaced the crowing of cocks and the singing of birds in the morning. However, somewhere deep inside me there is a big city monster who loves the atmosphere created by large urban centers. Walking (in shoes with heels!) in shops and cafes, tangling in museums and exhibitions, this whole shiny, fragrant and full of bright neon lights, artificial world. Damn, I like it too!
We visited Liverpool on the weekend. The city has so much to offer that it was not our last trip there. I fulfilled my dream and visited the Tate Gallery contemporary art museum. Warhol, Kandinsky, Pissarro, Mondrian, Braque – I saw their works live!
We managed to come an hour to the Museum of Slavery. Liverpool was one of the major ports in which the drama of human trafficking was taking place. We talked with children about it. I want them to know what has been going on here and in America and Africa not so long ago. I want them to know that nothing happens without a reason.