self – confidence

W swojej wędrówce po zagadnieniach związanych z funkcjonowaniem człowieka w świecie kilkakrotnie natrafiałam na tematykę asertywności. Nigdy jednak nie przeczytałam książki, która byłaby przewodnikiem i poradnikiem dotyczącym pewności siebie. Teraz mam taką książkę w ręce i czytając ją, co chwila mam ochotę krzyknąć: nie zgadzam się!

Nie będę się tutaj bawić w recenzowanie, bo ani się do tego nie nadaję, ani nie uważam tego bloga za właściwe miejsce ku temu. Chcę jedynie napisać kilka własnych spostrzeżeń dotyczących tej tematyki. 
We współczesnym świecie istnieją pewne zagadnienia, co do których większość ludzi jest zgodna. Na czele wartości, które przeważająca ilość rodziców uważa za ważne do wpojenia swoim dzieciom jest pewność siebie. Asertywność zrobiła tak przeogromną karierę, że właściwie nikomu by do głowy nie przyszło kwestionowanie jej. 
To takie ważne obecnie: być pewnym własnych sądów, być pewnym własnych czynów, być pewnym własnej racji w sporach, być pewnym własnej drogi. Być pewnym siebie! 
Znałam kiedyś małżeństwo, ale nie jako parę, raczej jako osobno jego, osobno ją. Przechodzili bardzo poważny kryzys. Każde z nich, osobno, szukało pocieszenia w zwierzaniu się mi z problemów w związku. Każde było bardzo pewne własnej racji w sporach. W monologach każdego z nich nie znajdywałam nawet cienia niepewności własnych racji, żadne z nich nawet przez chwilę nie zawahało się, nie zwątpiło w słuszność własnych sądów. Są razem do tej pory, kryzys zażegnali dopiero w momencie, w którym utracili niezachwianą asertywność, gdy zaczęli dopuszczać do głosu wątpliwości co do trafności własnych spostrzeżeń, osądów, obrazu świata. Pozbyli się owego mitycznego, tak bardzo obecnie gloryfikowanego „wiem lepiej!” na rzecz pokory: „może to ja nie mam racji, może się mylę, może nie jest tak, jak mi się wydaje?”
Ludzie uwielbiają mieć rację. Potrzeba ta jest tak silna, że do perfekcji opanowali sztukę samookłamywania się. Pomijają istotne fakty przeczące ich poglądom, z toku informacji wybierają jedynie te, które potwierdzają ich założenia, co więcej: faktom stojącym w zgodności z ich tokiem myślenia nadają większe znaczenie, inne umniejszając. Nie chcą być uświadamiani, nie lubią, gdy się im wskazuje ich pomyłki, błędy w rozumowaniu, gdy się im wręcz w toku logicznego myślenia i w obliczu faktów udowadnia, że się mylą. Historia ludzkości obfituje w przykłady, katastrofalne, takiej pewności siebie. Eufemistycznie nazywa się te dowody na brak pokory błędami. Ja bym nazwała taką asertywność bardziej dobitnie. Głupotą. Po prostu. 
Co zatem jest w owej wspaniałej pewności siebie, że tylu ludzi o niej marzy, że wydawane są książki pomagające ją zdobyć, że stoi ona na czele wartości rodzicielskich, których wpojenie własnym latoroślom wydaje się być tak ważne?
Czy pewność siebie pomaga przejść przez życie? Tak, myślę, że pomaga. Pomaga zdobyć władzę (popatrzcie tylko na tych pewnych siebie starszych panów i panie – polityków – jak oni niezmącenie wierzą we własne słowa!). Pomaga również zdobyć pieniądze. Pomaga też na rynku matrymonialnym.
A w czym przeszkadza? Moim zdaniem w ogólnie pojętym zdobywaniu mądrości życiowej. Mądrość życiowa to pokora. To ciągłe wątpienie, sprawdzanie, czy rzeczywistość jest taka jaką się wydaje. Mądrość jest poszukiwaniem. Odpowiedzi nie są oczywiste i dogmatyczne. Żeby przyjąć postawę życiową odkrywcy należy najpierw pokornie przyznać, że nie jest się pewnym. I po prostu taką niewiedzę, niepewność zaakceptować.
Zaakceptować brak pewności siebie.
Często pojęcie pewności siebie bywa mylone z poczuciem własnej wartości. I myślę, że w tym szczególe tkwi sedno sprawy. Pewność siebie i poczucie własnej wartości nie są tożsame! Każdy człowiek na świecie wchodząc w życie zasługuje na wysokie lub (jak to się ostatnio przyjęło mówić) dostatecznie wysokie poczucie własnej wartości. Jest nim wewnętrzna akceptacja dla siebie takiego jakim się jest. Z zaletami i wadami. Na poczucie własnej wartości nie musi się niczym zasłużyć, nie jest ono zależne ani od zamożności, ani od wyglądu, ani od wykształcenia. To taka miłość do siebie samego, akceptacja siebie samego i radość z tych kilku chwil życia, które każdy z nas ma przed sobą.
Myślę, że gdyby ludzie posiadali dostatecznie wysokie poczucie własnej wartości, to nie musieliby odgrywać pewności siebie. Nie potrzebna byłaby ta maska, która najczęściej skrywa zagubioną, niedowartościowaną, zakompleksioną i nie kochaną istotę. Nie powstawałyby również książki na temat tego jak udawać na zewnątrz coś, czego we wnętrzu brakuje.

A na koniec pokornie zapytam: może to ja się mylę?

In my travels on issues related to the functioning of people in the world, I came across the subject of assertiveness several times. However, I have never read a book that would be a guide on self-confidence. Now I have such a book in my hand and reading it, every now and then I want to shout: I disagree!

I will not review it because I am not suited for this, nor do I consider this blog to be the right place for it. I just want to write some of my own insights on this subject.

In the modern world there are some issues that most people agree on. At the forefront of the values ​​that an overwhelming number of parents consider important to instil in their children is self-confidence. Assertiveness has made such an enormous career that no one would even think of questioning it.

It is so important now: be sure of your own judgments, be sure of your own deeds, be sure of your own reasons in disputes, be sure of your own way. Be confident!

I once knew a marriage, but not as a couple, rather as apart, separately. They were going through a very serious crisis. Each of them, separately, sought consolation in confronting me with problems in their relationship. Each was very confident in his arguments. In the monologues of each of them I did not even find a shadow of uncertainty of their own reasons, none of them even for a moment hesitated, did not doubt their own judgments. They have been together so far, the crisis has been averted only at the moment when they lost unwavering assertiveness, when they began to allow doubts about the accuracy of their own observations, judgments, the image of the world. They got rid of this mythical „I know better now”. for humbleness: „maybe I’m wrong, maybe it’s not as it seems to me?”

People love to be right. This need is so strong that it mastered us in lying to ourselfs. People omit important facts contradicting their views, they choose only those that confirm their assumptions from the course of information, and what’s more: facts that are in harmony with their way of thinking give more importance, diminishing other. People do not want to be made aware, they do not like it when they are shown their mistakes, mistakes in reasoning, when they are in the course of logical thinking and in the face of facts prove that they are wrong. The history of mankind is full of examples, catastrophic, such self-confidence. Euphemistically people call this lack of humbleness – mistakes. I would call such assertiveness more clearly. Stupidity. Just.

What is so special about that great confidence that so many people dream about it, that there are books that help acheve it, that it is at the forefront of parental values, which instilling in her own offspring seems so important?

Does self-confidence help you get through life? Yes, I think it helps. It helps to gain power (look only at those self-confident older gentlemen and ladies – politicians – how they unmistakably believe in their own words!). It also helps to get money. And helps on the matrimonial market too.
And what’s bothering you? In my opinion, in the general understanding of acquiring life wisdom. The wisdom of life is humility. It’s a constant doubt, checking if reality is what it seems. Wisdom is a search. Answers are not obvious and dogmatic. To accept the life of the discoverer, one must first humbly admit that nothing is for sure. And just accept such ignorance, uncertainty.

Accept lack of self-confidence.

Often, the concept of self-confidence is sometimes confused with self-esteem. And I think that this is the core of the matter. Confidence and self-esteem are not the same! Every man in the world, when he comes into life, deserves to be high or (as it has recently been said to say) sufficiently high self-esteem. It is an internal acceptance for oneself as it is. With advantages and disadvantages. For self-esteem, you do not have to deserve anything, it depends neither on wealth, nor on appearance or education. It is kind of love for yourself, acceptance of yourself and joy of those few moments of life that each of us has before us.

I think that if people had a sufficiently high self-esteem, they would not have to play self-confidence. You would not need this mask, which usually conceals a lost, undervalued and unloved being. There wouldn’t exist a book about how to pretend something outside that is missing inside.

Finally, I will humbly ask: maybe I am wrong?