Telewizja po 20 latach przerwy. 20 years break in watching tv

Czasami myślę, że przypadek naszej rodziny byłby doskonałym materiałem badawczym dla naukowców. Bezwiednie zrobiliśmy na sobie eksperyment, który trwał około 20 lat. Mniej więcej przez tyle lat nie oglądaliśmy telewizji. A nie oglądać telewizji we współczesnym świecie, to trochę tak, jakby zamieszkać na odludnej wyspie, do której nie dociera prawie nic. Narracja współczesnego życia społecznego odbywa się na ekranach telewizorów. Programy informacyjne, publicystyczne, naukowe, rozrywka oraz przede wszystkim reklamy opowiadają milionom o teraźniejszości, a co jeszcze ważniejsze, poprzez tą opowieść kształtują ją. Co się dzieje z ludźmi, którzy dostępu do tego nie mają? I co się dzieje, gdy po 20 latach dostęp odzyskują? Jak odbierają przekaz?
Oczywiście, żeby było od początku jasne: w międzyczasie powstał internet, telefon i komputer w pewnym stopniu zastąpiły telewizję. Informacje docierały do nas innymi kanałami, więc porównanie z odludną wyspą nie do końca jest właściwe. Jednak między przekazem serwowanym przez telewizję, a przekazem internetowym istnieje jedna, zasadnicza różnica. W przypadku internetu, to ja sama tworzę narrację, poszukuję informacji według własnego klucza, wybieram treści, z którymi chcę obcować. Nikt nie narzuca mi tematów, o których danego dnia będę rozmyślać. Przykładowo, jeśli tej dzisiejszej środy zafascynuję się malarstwem Modiglianiego, to przez cały dzień będę poszukiwać informacji na jego temat, będę oglądać jego obrazy, zobaczę dokument na you tubie o tym malarzu, sprawdzę, w których muzeach w Europie mogę zobaczyć jego dzieła na żywo. Tak więc dzień ten poświęcę zagadnieniu, które mnie interesuje, które ja wybrałam. W przypadku, gdy korzysta się z telewizji, to program ustalony przez kogoś innego będzie pisał mój dzień i decydował, czym zajmować się będzie mój umysł. Zobaczę program o remontach mieszkań, dowiem się, że w okolicy był pożar, następnie przeniosę się do kuchni jakiegoś sławnego kucharza i oglądnę, jak przygotowuje brokuły i gulasz, potem zmartwię się widząc górę plastikowych śmieci na Oceanie Indyjskim, by tuż przed snem doświadczyć traumy II wojny światowej. Przede wszystkim jednak dowiem się w ciągu dnia o tym, czego w moim życiu brakuje, czego nie mam, do czego mam dążyć i o czym marzyć. Oglądnę niezliczoną (chociaż pewnie zliczoną przez badaczy mediów) ilość reklam. Oponent powie tak: możesz przecież zmieniać kanały i sama wybierać co oglądasz, a co nie. Prawda. W teorii prawda. W rzeczywistości zazwyczaj ogląda się „co leci”. Nie znam nikogo, kto z długopisem i notatnikiem w ręku planowałby oglądanie tylko wybranych programów. Tak to nie działa. Nie wspominając nawet o natrętnych blokach reklamowych, które doszczętnie zohydzają telewizję.
Kolejną sprawą są neurony lustrzane, małe struktury w naszych mózgach dzięki którym widząc człowieka śmiejącego się, również się uśmiechamy, widząc kogoś rozpaczającego odczuwamy jego smutek, widząc zabójstwo czujemy strach. Tu nie chodzi tylko o empatię, której poziom każdy z nas ma inny. Chodzi tu o funkcjonowanie naszego mózgu, który w toku ewolucji wytworzył niezwykle pożyteczne społecznie mechanizmy współodczuwania, a które jednak równocześnie wprowadzają nasze mózgi w błąd. Jeśli widzimy w filmie scenę gwałtu, to dla naszego mózgu oglądanie takich rzeczy jest równoznaczne z braniem udziału w tej sytuacji. Mózg na poziomie neuronalnym nie rozróżnia oglądania przemocy na ekranie telewizora od oglądania przemocy na żywo. Przyznam, że dla mnie samej dowiedzenie się o tym fakcie było szokującą informacją. Stres, jaki przeżywamy „jedynie” oglądając morderstwa w tv jest ogromny. Nawet jeśli świadomie nie zdajemy sobie z tego sprawy. Nawet jeśli zaprzeczamy. Nawet jeśli wypieramy. Dlaczego o tym piszę? Bo nie oglądając telewizji przez niemalże 2 dekady i stykając się teraz z tym medium doświadczam ogromnego wpływu wywoływanego na człowieka. Mam na myśli sferę emocji oraz to jak bardzo, jak mocno, jak intensywnie czuje się oglądane programy. Dla mnie oglądnięcie jednego odcinka serialu o przemytnikach narkotyków („Narcos”) wiązało się z pięcioma pobudkami w nocy. Za każdym razem przed oczami miałam okrutne morderstwa, rozstrzelania, krew, ciała zabitych. Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze trudności z zaśnięciem. Nie tylko spowodowane naładowaniem emocjami takimi jak strach, przerażenie, obrzydzenie. Myślę, że w przypadku problemów z zaśnięciem chodzi również o „naświetlenie” niebieskim światłem pochodzącym z ekranu telewizora i zachwianie rytmu okołodobowego poprzez ograniczanie wydzielania melatoniny w mózgu. Do tej pory przed snem czytałam, malowałam, robiłam na drutach, szyłam, a czasem też, owszem, przeglądałam internet na telefonie. Nigdy nie doświadczałam w swym życiu problemów z zasypianiem. Nigdy. Teraz bardzo, bardzo często. Jest na to jedno remedium, ale o tym napiszę później.
W domu, w którym jest obecna telewizja zanika również rozmowa. Nie całkowicie oczywiście. Ale gdy migają kolorowe obrazki (wielkie!) i mówi ktoś z głośników – wszyscy milkną. Obserwuję własne dzieci, które po prostu zamrażają się, nieruchomieją, sztywnieją. Ich de facto nie ma w pokoju, tylko ciała ich obecne są na sofie, a one myślami i całym swym jestestwem gdzieś odpływają. Czuję wtedy smutek. Po oglądnięciu swojej sesyjki „bajek” są agresywne, nerwowe, popychają się, kłócą, dokuczają sobie. Czuję wtedy złość na siebie. Że poszłam na łatwiznę, że znów za długo gapiły się w ten ekran, że może jakieś niewłaściwe filmy oglądnęły. Przygnębia mnie to.
Po dwudziestu latach nieoglądania telewizji obserwuję również u siebie inną, ciekawą reakcję. Jest nią nadmierna uwaga w trakcie oglądania przekazu, brak odpowiednich filtrów w mózgu do odsiewania tego, co jest medialnym śmieciem od tego tego, co ważne. Początkowo oglądając reklamy traktowałam je nazbyt serio, na poważnie, zapamiętując zawarte w nich informacje nadmiernie. Nie wiem dokładnie jak to opisać, by być zrozumiałą. Chodzi o to, że każda pseudo – informacja z reklamy traktowana była przez mój mózg jak informacja. I to na dodatek bardzo ważna. To trochę tak, jakby oglądać reklamy jak serwisy informacyjne. Wzmożona koncentracja, dokładne wsłuchiwanie się w treść i formę przekazu. Kobieto! Nie tak! Tego się tak nie ogląda, nie słucha tak dokładnie. Reklamy mają przez człowieka przelecieć jak biegunka.
A zatem, czy zauważam coś dobrego w oglądaniu telewizji po tych 20 latach abstynencji? Oczywiście, że tak. Mając tyle lat ile mam, jestem już świadoma, że mnóstwa rzeczy nigdy nie zobaczę na żywo. Rzeczy, które chciałabym widzieć. Zrobili to za mnie inni ludzie. Z kamerą docierają tam, gdzie mnie nie będzie. A być bym chciała. Ich oczami docieram w miejsca niedostępne. I cieszę się tym. Przeżywam, dzięki neuronom lustrzanym, ich dobre, piękne emocje, radości, wzruszenia, ciekawość, zachwyt oraz troskę o świat, o innych, o nas wszystkich. Wczoraj wieczorem na przykład pływałam po Oceanie Indyjskim oglądając jeden z wspaniałych odcinków programu Simona Reevsa na BBC I-player. I znowu to samo: to był mój wybór, moja decyzja, czym będę żyć wieczorem, co zabiorę ze sobą do łóżka na noc, które emocje i obrazy będą mi towarzyszyć w czasie snu. Nie budziłam się w nocy wcale. To dobry znak. Albo się nauczyłam właściwie oglądać telewizję, albo ona nauczyła mnie tego. I to jest to remedium na bezsenność, o którym wspominałam wcześniej. Właściwy wybór treści.

Sometimes I think that our family case would be an excellent research material for scientists. We unknowingly made an experiment that lasted about 20 years. More or less, we have not watched television for so many years. And not to watch television in the modern world, it’s a bit like living on a deserted island that almost nothing can reach. The narrative of modern social life takes place on television screens. Information, journalistic, scientific programs, entertainment and, above all, advertisements tell millions of the present, and what is even more important, they shape it through this story. What happens to people who do not have access to it? And what happens when access is recovered after 20 years? How do they receive the message?
Of course, let’s make it clear from the beginning: in the meantime, the Internet was created, the telephone and the computer were to a certain extent a substitute for television. The information reached us through other channels, so the comparison with a secluded island is not exactly right. However, there is one major difference between the message provided by the television and the internet transmission. In the case of the Internet, I myself create a narrative, I am looking for information according to my own key, I choose the content with which I want to commune. Nobody imposes on me topics that I will reflect on a given day. For example, if I’m fascinated with the painting of Modigliani this Wednesday, I will be looking for information about him all day, I will see his paintings, I will see a document on You Tube about this painter, check in which museums in Europe I can see his works live. So this day I will devote to the issue that interests me, which I chose. If you use television, a program set by someone else will write my day and decide what my mind will do. I will see a program about renovations of flats, I will find out that there was a fire in the area, then I will move to the kitchen of some famous chef and watch how he prepares broccoli and goulash, then I will worry about seeing the top of plastic garbage in the Indian Ocean and experience trauma of  the II World War just before I go to sleep. Above all, however, I will find out during the day about what is missing in my life, what I do not have, what to aspire for and what to dream about. I will see countless ads (though probably counted by the media researchers). The opponent will say: you can change channels and choose what you watch and what you do not. Truth. In the theory it is truth. In reality, you usually watch „what’s going on”. I do not know anyone who would plan with a pen and a notebook to watch only selected programs. Yes it does not work. Not to mention the intrusive advertising blocks that completely devour the television.
Another matter are mirror neurons, small structures in our brains that make us smile while a watched man is laughing, or seeing someone who is desperate we feel his sadness, and we feel fear when we see the murder. This is not just about empathy, whose level each of us is different. It is about the functioning of our brain, which in the course of evolution has created extremely useful social mechanisms of compassion, which, however, at the same time lead our brains into error. If we see a scene of rape in a film, for our brain viewing such things is tantamount to taking part in this situation. The brain at the neural level does not distinguish between viewing violence on the television screen and watching violence live. I admit that for me to find out about this fact was shocking information. The stress we experience „only” by watching murders on tv is huge. Even if we do not consciously realize it. Even if we deny it. Even if we’re crowding out. Why am I writing about it? Because not watching TV for almost 2 decades and now touching this medium, I experience its huge impact on myself. I mean all the sphere of emotions and the intensity of watched programs. For me, watching one episode of the drug smugglers series („Narcos”) was associated with five wake-up calls at night. Each time I woke up I had cruel murders, shots, blood, bodies of the dead before my eyes. To all this, I experience difficulties with falling asleep. Not only due to charging with emotions such as fear, horror, disgust. I think that in the case of problems with falling asleep, it is also about „lighting” the blue light coming from the TV screen and disturbing the circadian rhythm by limiting the secretion of melatonin in the brain. Until now, at bedtime, I read, painted, knitted, sewed, and sometimes, yes, I was browsing the internet on my phone. I have never experienced problems falling asleep in my life. Never. Now very, very often. There is one remedy for this, but I will write about it later. 
In a home where television is present, the conversation is also lost. Not completely of course. But when colorful, huge pictures are flashing and someone speaks from the speakers – everyone else is silent. I watch my own children who just freeze, stand still, stiffen. They are not present in the room, only their bodies sit on the sofa, and they swim away with their thoughts and their entire being. I feel sadness then. After watching the session of cartoons they are aggressive, nervous, push, argue, tease each other. I feel anger at myself then. That I went on the easy way, that they were staring too long at this screen again, that maybe some inappropriate films they were watching. It depresses me. After twenty years of not watching TV I also observe another interesting reaction. It is excessive attention in watching the message, the lack of proper filters in the brain to sifting out what is media junk from what is important. Initially, watching the ads I treated them too seriously, remembering all the information contained in them. I do not know exactly how to describe it, to be understandable. The point is that every pseudo-information from the advertisement was treated by my brain as the information. And additionaly like a very important information. It’s a bit like watching advertisements like it was a news program. Increased concentration, accurate listening to the content and form of the message. Woman! Not so! Don’t watch it like this, don’t listen so closely. Advertisements have to pass through man like diarrhea.
So, do I notice something good in watching TV after these 20 years of abstinence? Yes of course. With as many years as I have, I am already aware that I will never see a lot of things in my life. Things that I would like to see. Other people have done it for me. With the camera they reach where I will not. I can see the world that is inaccessible to me through their eyes. And I’m happy about it. I experience, thanks to mirror neurons, their good, beautiful emotions, joys, feelings, curiosity, delight and concern for the world, for others, for all of us. Yesterday evening, for example, I was swimming in the Indian Ocean watching one of the great episodes of Simon Reeves’ program on BBC I-player. And again the same: it was my choice, my decision, what would I experience that evening, what I would take with me to bed for the night, which emotions and images will accompany me during my sleep. I did not wake up at night. It’s a good sign. I either learned to watch TV properly or TV taught me that. And this is a remedy for insomnia, which I mentioned earlier. The right choice of content.