Grecja

 Upały greckie mnie powaliły – wracając do domu wieczorami miałam nadzieję napisać kilka słów na blogu, zdjęcia chociaż wkleić. Nic z tego! W klimatyzowanym mieszkaniu padałam na łóżko i odpoczywałam obiecując sobie, że jutro coś napiszę. I tak codziennie.
Już jesteśmy w domu. Tu też upalnie, ale nie aż tak bardzo.
Więc wracam pamięcią do Aten. Po pierwsze, bardzo nam się spodobało to miasto. Nawet ciężko uchwycić dlaczego, jakieś takie odczucie, że tam mieszkałoby się fajnie. Nie w tym życiu, które wiodę teraz, bo wiadomo, że miasto i dzieci, to sprawy wykluczające się. Ale życie singla w takim miejscu chyba jest przyjemne. Wszędzie knajpy, ogródki, kawki… I atrakcje turystyczne, i sklepy, i zabytki, i morze wspaniałe…
Po drugie, Grecy. Bardzo mili, kulturalni ludzie, którzy na dodatek porozumiewają się po angielsku.
Po trzecie, zabytki starożytne i muzea. Emilka pierwszą rzeczą jaką zrobiła po powrocie było czytanie „Mitologii” Parandowskiego.

Muszelki i mercedes jeszcze w Albanii.

O tak, cóż to za uczucie poczuć się analfabetą w moim wieku. Jak tu wyprać bawełnę kolorową?

Łuk Hadriana w centrum:

Gdy zwiedzaliśmy Akropol było 39 stopni w cieniu. Aż strach pomyśleć ile było w słońcu. Na górze, w słońcu. Pewnie 50! W każdym razie było to doświadczenie ekstremalne. Daliśmy radę.

Woooda, relaks, cień:

Muzea.

 Sofokles:

Maska Agamemnona: