Niedziela

Gotowałam dziś rosół 6 godzin. Ponoć tak dobrze. Ponoć tak trzeba, żeby wyszedł.
Psotka dostała dziś ze 20 zastrzykow. Ponoć tak dobrze. Ponoć tak trzeba, żeby z tego wyszła.
Nie bardzo wiadomo z czego dokładnie ma wyjść – w piątkowy poranek znalazłam ją przy garażu, obolałą, sparaliżowaną. Trafiła do szpitala zwierzęcego. Po dobie nikt nic nie wiedział na temat jej zdrowia. Przewieźliśmy ją tutaj do weterynarza. Zbadała ją. Może wpadła pod auto? Ma wylew wewnętrzny. Nie wiadomo, czy wyjdzie z tego.  Leży na dole, przykryta polarowymi bluzami po chłopcach, które miały iść na biedne dzieci. Obok grzeje ją termofor. Śpi. Mam nadzieję, że nie kona. Ten rosół to miał być dla niej. Właściwie mięso z niego. Ale ona nie je i nie pije. Grześ dał jej zastrzyki z glukozy. Martwi się, że ich nie zagrzał przed podaniem. Ponoć tak trzeba.