Własny (s)pokój

Czy dzieci potrzebują mieć własne pokoje? Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Bo odpowiedź wydawała mi się jasna: nie potrzebują. Skoro tak fajnie się nam ułożyło, że są 2 dziewczynki i 2 chłopców, o różnicy wieku do trzech lat (więc bardzo niewielkiej), to mogą dzielić pokój. Na dodatek dziewczynki są ze sobą tak bardzo zżyte i tak bardzo się kochają i lubią, więc w ogóle myślenie o oddzielnych pokojach traktowałam jak fanaberię. Ostatnio jednak Emilka i Ninka zgłaszają pewną poprawkę do mojego myślenia. Zatęskniły za intymnością, za byciem odpowiedzialnym za swój bałagan (one oczywiście zarzekają się, że będą miały wzorowy porządek we własnych czterech ścianach), zatęskniły za swoim królestwem. I porównawszy te roszczenia z lekturą książek o nastolatkach wydaje się to być na miejscu i na czasie pragnienie. Ponoć w wieku kilkunastu lat dzieci zaczynają mieć apetyt na prywatność. I u mnie, u moich nastolatek to się sprawdza. Tak więc mamy mały problem do rozwiązania. Bo pokoi dla dzieci mamy 2. A dzieci 4. Pragmatycznie nie tęskniłam za wielkimi metrażami w domu przeczuwając, że więcej pokoi równa się więcej sprzątania (dla mnie), ale teraz, wobec tęsknoty za intymnością, trochę jednak odczuwam brak tych dwóch pomieszczeń. Wygłówkowaliśmy na razie, że zrobimy tak: ocieplimy strych i przystosujemy go do zamieszkania przez Emilkę. Ninka w ten sposób zyska własny pokój. Problem tkwi jeszcze w tym, że chłopcy również chcą własne pokoje… Więc oddamy im naszą sypialnię. A sami przeniesiemy się do salonu. A salon przeniesiemy… nie wiem gdzie… do ogrodu? No chyba nie jest to najgorszy pomysł. Można dobudować jeden pokój, na salon właśnie. Taki jest plan wstępny. Być może na następne lato (z tym budowaniem), bo przecież trzeba uciułać na te wydatki. Całe to myślenie o domu, wnętrzach, ich brakach i niedostatkach nakierowało naszą uwagę na sprawy materialne, a konkretniej mówiąc – remontowe. Popatrzyliśmy wokół siebie i ze zdziwieniem zgodnie uznaliśmy, że chyba trzeba odświeżyć nasze lokum. Długi weekend majowy spędziliśmy malując ściany i drzwi. Kuchnia wygląda ślicznie w tej świeżej bieli. A stare drzwi (te z szybkami) nabrały dostojności dzięki grafitowej barwie. I jak to w takich sprawach bywa, potoczyło się lawinowo: na odmalowanie czeka jadalnia, salon, pokoje dzieci i przedpokój. Posadzka i schody też już drażnią, więc szukamy co by i jak by i kiedy by z nimi zrobić.
Mam w domu farby, pędzle, wałki oraz całe przedpołudnie czasu. Kusi mnie by pomalować ściany zamiast zaplanowanych obrazów. Tak czy siak, to pewne – jutro rano maluję!