Zbiorówka

Rety, sama nie wiem, jak mi się udało przebrnąć przez tyle zdjęć i wybrać. Trochę niedowidzę na tych małych podglądach, więc wybierałam bardziej intuicyjnie i nie wiem, czy to te najlepsze fotki, szczególnie, jeśli chodzi o zdjęcia z Alp, ale dobrze, że są w ogóle.
Długo nie zaglądałam, bo było mi zbyt smutno i źle, żeby pisać. Dziś już chyba dam radę. I tak od razu z grubej rury: ktoś nam otruł wszystkie młode kotki. WSZYSTKIE: Czarnusię, Łatka i Rudka. Kotkę Psotkę trzymamy od tamtej pory uwięzioną w domu. Jak długo to potrwa nie wiem, może zawsze. Boimy się ją puścić na ogród. Domysłów kto i dlaczego to zrobił było mnóstwo. Sąsiad stracił kota, ponoć kilka domów dalej też 6 kotów ktoś otruł. Nie wiemy, czy były to zatrute myszy, na które koty zapolowały, czy może ktoś podrzucił jakieś jedzenie kocie z trutką… Nie wiemy dlaczego, skoro koty to takie pożyteczne zwierzęta. I co najważniejsze, ciężko się z tym wszystkim pogodzić. Ogród jest taki strasznie pusty. Mnie to się w ogóle przestało podobać to nasze Ochojno. Wydaje mi się takim miejscem wrogim, nieprzyjaznym.

Jak już pisałam: po drodze były ferie, były urodziny dzieci, trochę wiosny też. Dziewczyny grają na pianinie, chodzimy na wycieczki leśne, Romek uczy się pływać, ja maluję, wystawę na jesień organizuję, Grześ nowy program się uczy… czyli takie normalne życie się toczy.