Luty jest do dupy

Czas pędzi, zegarek tyka, wydarzenia po sobie następują, zdjęcia się mnożą. Od dłuższego czasu nie mogę się zabrać za nic. Zwalam wszystko na przesilenie zimowo – wiosenne, chociaż w głębi duszy wiem, że to przemęczenie moje. Ciało daje o sobie znać chorobami ciągnącymi się łańcuchowo, ledwo z jednej wyjdę, zaraz w drugą wpadam. Po kilku dniach zdrowia, kolejna infekcja. Więc właściwie funkcjonuję w trybie rezerwowym: robię tylko to, co absolutnie konieczne. A blog i malowanie do takich nie należą, więc mam obecnie przerwę w tych aktywnościach. Liczę jednak, że pod koniec tego tygodnia uda mi się uporządkować zdjęcia, filmy i wspomnienia – wtedy powinien pojawić się post zbiorczy z lutego. Zresztą, luty zawsze był do dupy.