Ciemność

Dziś był chyba najciemniejszy dzień tego roku. Od obiadu świeciliśmy w domu światło, nad nami wisiały stalowe chmury, potem się ochłodziło i zaczął padać lekki śnieg. Miałam wielkie plany na początek tygodnia, na pierwszych kilka dni, ale już w nocy zrozumiałam, że planować to ja sobie mogę, a życie jest życiem i czasem wyznacza inny rozkład dnia. Noc fatalna, jak przy niemowlaku. Po godzinie snu pobudka na 2 godziny, potem od 2 w nocy do 6 sen przerywany 4 razy przez Ignaśka. Kaszlał, gorączkował, coś go bolało, właził mi na głowę, przytulał się, odkrywał, charkał, chrząkał, postękiwał, chciał pić, ściągać koszulę, potem spodnie. No i zaraz budzik: dzieciaki do szkoły trzeba wyprawić. On został w łóżku i spał do 10tej. Obudził się z gorączką. Więc miałam dzień taki jak i noc. Jedno mi w głowie kołatało: niech to się już skończy, niech nastanie noc i będę mogła odespać.
Młody zostaje w domu jutro też. Aż do zupełnego wyzdrowienia.
No i chyba sprzedał się jeden obraz z wystawy. Dostałam dziś zapytanie, czy jest dostępny i czy dam zniżkę. Dałam 10%. Ale w głębi duszy czuję, że nie powinnam. Jakoś mnie to denerwuje, że ludzie w sklepach na iPhony nie proszą o zniżkę, a ode mnie tak. Mam poczucie, że te obrazy sprzedaję już właściwie po kosztach. Żebym nie była tak niezadowolona następnym razem muszę dać cenę troche wyzsza, by był jeszcze margines na targowanie. 
Człowiek się na błędach uczy.