Kolonia

Dziś rano wyprawiłam dziewczynki na pierwszą w ich życiu kolonię. Radość, podniecenie, zniecierpliwienie trwały już od wczoraj. Obie bardzo się cieszyły i nie mogły doczekać, aż w końcu usiądą w autobusie. Pojechały razem z koleżanką z Krakowa, rówieśniczką Ninki, Martą. Wiem, że są wszystkie trzy razem w pokoju, że bardzo im się podoba na miejscu. Zaraz po wyjeździe dostałam od nich sms’a, że chcą do domu, bo „pani jest niemiła”. Ale potem wysłały jeszcze jednego, że miły jest pan i że tamta pani pewnie była niemiła, bo się denerwowała wyjazdem. Mądre dzieci są z nich! A potem, totalny pech! Zepsuł mi się telefon! Oddałam na gwarancji do naprawy (będzie za 2 tygodnie), ale kontaktu z nimi na razie nie mam. W razie co, mogą dzwonić do Grzesia na komórkę angielską, ale właściwie to koniec z sms’ami i relacjami z wyjazdu. Zrobiłam im fajne zdjęcie przed wyjazdem jak siedzą na walizkach przy autobusie, ale umieszczę je tutaj dopiero jak odzyskam telefon.
Romek bardzo żałował, że nie jedzie z nimi i było mu smutno, że one wyjeżdżają, nawet się trochę popłakał.
A w domu cisza od 19tej, bo obaj mali panowie poszli spać zmęczeni wrażeniami i trochę znudzeni brakiem sióstr.
Cieszy mnie jedno bardzo: ostatnio widzę prawdziwe ocieplenie w relacjach dziewczyn z Romkiem. Sama nie wiem, czy to przez to, że trochę dorósł do nich i staje się powoli partnerem do rozmowy i zabawy. W każdym razie cieszy mnie, gdy widzę, że razem bawią się lego, albo rysują lub po prostu grają w coś. Szczerze powiem, że straciłam nadzieję na jakąkolwiek współpracę, a tu proszę, taka niespodzianka, sama z siebie.
Lato się rozkręca. Temperatura rośnie. Jest pięknie wszędzie.