Brexit i cała reszta

To już powoli zaczyna się robić tradycją -Grześ wylatuje do Anglii, a Ignacy choruje.  Znów złapał jakieś zapalenie gardła. Gorączkuje, kaszle, śpi w dzień.
Jutro wyjazd dziewczyn na kolonię. Spakowane, przygotowanie wszystko, aby ja się stresuję mimo wszystko, że nie zdążymy na zbiórkę. Chcę mieć to już za sobą.
Weekend był gościnny, John, a u nas Natalka. Grzesiek wyjechał na Roztocze z dziadkiem, my bawiliśmy tutaj. Natalia narzekała na starych, ja musiałam to słuchać, nie komentując, nie dając dobrych rad, ale rozumiejąc w 100% co ma na myśli. Znam te historie z autopsji, aż za dobrze znam. Myślę, że dzieje się tam w domu źle, ale wiem, że sami muszą się z tym uporać.
Wczoraj przy nakładaniu Ignasiowi koszulki natknęłam się na tshirt z angielską flagą i aż mnie od niej odrzuciło. Miejsce, które poza Polską jest moim najbliższym miejscem na świecie wydaje mi się po brexicie tak obce, wrogie  i odrażające. Czuję do Anglików żal, że okazali się być tak bardzo ograniczonym bucami. Oczywiście największymi przegranym są oni sami, ale jest mi po prostu żal, bo sądziłam, że tam się populizm nie przyjmie. Najwidoczniej wszędzie na świecie ludzie chcą wierzyć w proste tłumaczenia świata. Wczoraj reporter bbc w świetny, ironiczny sposób skomentował porażkę Anglików na euro 2016. Kto jest jej winny? Oczywiście Polacy! Nic dodać nic ująć.