Słooodki

Mały Monster Truck od jutra sam w domu. Jak widać sika w pieluchę. I jeszcze się wstydzi za bardzo. Pół roku jeszcze w domu ze mną „posiedzi”.
Reszta zaczyna rok 15/16.
Jak ja sie cieszę, że już po wakacjach!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Nareszcie sobie odpocznę.

Dziś prawdziwy ukrop: 36 stopni. Jutro podobnie.

Obrazy

 
 
Przez ten obraz chodzę dziś na rzęsach. Zachciało mi się wczoraj malować, więc odczekałam aż wszyscy pójdą spać i o 21 zabrałam się za malowanie. Skończyłam około północy, a że malowanie jest zajęciem bardzo pobudzającym i koncentrującym kolejną godzinę zajęło mi usnięcie. O 6 rano Ignaś mnie zwlekł z łóżka. Resztę dnia łatwo sobie wyobrazić…
 
No, ale patrzę i stwierdzam, że było warto. Te marne zdjęcia nie oddają ani charakteru, ani uroku, ani tym bardziej barw obrazu. Mimo wszystko zamieszczam je tutaj, bo to jedyne miejsce na świecie, w którym mogę się pochwalić swoją pracą. Może też zostanie po tych obrazach jakaś pamiątka na przyszłość – jeśli nie dla mnie, to przynajmniej dla moich dzieci.
 

 
 
Nina ze słonecznikiem to wielkie płótno, pierwsze malowane tak lekko, bez wysiłku, by było jak najbardziej zbliżone do rzeczywistości. Jest tu gdzieś fotka na blogu, na podstawie której malowałam, można porównać.
 
Bardzo lubię oba obrazy. 
 
 
 
 
A tutaj obraz, który cudem uniknął zamalowania. Bo nie podoba mi się. Ot, taki eksperyment, z sepia i z malowaniem bez szkicu. Eksperyment nieudany w mojej ocenie. Ocaliłam mu życie tylko ze względu na Emilkę, która powiedziala, że jest to jej ulubiony obraz. Nie wiem, czy jej wierzyć, czy tylko nie mogła znieść myśli o „stracie”. W każdym razie został. Jest malutki, więc niech się tu gdzieś skryje.
 


A to przedwakacyjne płótno. Wielkie. Komiksowe, graficzne, upraszczające detale. W kolorystyce ciepłej. Przedstawia pare niemieckich hipisów, mieszkańców komuny, rodem z lat 70tych. Malowałam z maleńkiej, czarno – białej fotki z albumu („Kronika. Kobieta”), wiec musiałam użyć swej wyobraźni więcej niż to robię zazwyczaj. Efekt jest taki. Czy lubię ten obraz, czy mi się podoba? Teraz już nie. Mniej niż zaraz po namalowaniu. Właściwie zaraz po, następnego dnia, zaczęłam mieć wątpliwości, które rosną z dnia na dzień coraz większe.

I na koniec, moje chłopaki. Takie roześmiane i zadowolone nie były dziś wcale. Wręcz odwrotnie. Ale zdjęcie z przedwczoraj, gdy byli całkiem zadowoleni z życia:

Lato się kończy

To było gorące lato. Upały trwały i trwały, nieprzerwanie przez prawie miesiąc. Od rana grzało, smażyło, nawet cień jabłoni nie dawał wytchnienia. Teraz, jak to dziś rano w rmfie określono – już po wakacjach – jest znacznie chłodniej, przyjemniej i nawet na słońcu można się grzać. Dzieci i koty z pokorą przyjmowały letnie temperatury, często siedząc w domu – ciężko bylo je wygonić na ogród, który przypominał nagrzaną patelnie. Kąpaliśmy się w Rabie do znudzenia – mam dość letnich atrakcji aż do następnego lata. Tego lata często odwiedzały nas koleżanki dziewczynek – to też całkiem duża zmiana od czasu przyjazdu z UK.
Odwiedzili nas emigranccy znajomi – Skoczylasowie, a ponieważ Dawid (tata) jest doświadczonym”skałkowiczem” wziął nas na wspinaczkę. Odpowiednio spięci linami, w kaskach i bez żadnego doświadczenia wspięlismy się wszyscy na sam szczyt wielkiej skały (prócz Ignasia i Romka, który wyszedł tylko kilka metrów do góry). Nie wiem jak było wysoko, ale było bardzo wysoko! Może 6, może 7 piętro! Wrażenia niezapomniane. Chciałabym powtórzyć to doświaczenie.
Razem z dziewczynkami zrobiłyśmy sobie tego lata dziurki w uszach. Nina swoje pierwsze (po raz drugi, bo tamte zarosły), a Emilka i ja po trzeciej dziurce w prawym uchu.
 
 
 

Kamping w Dolinie Będkowskiej, u znajomych:

Po spotkaniu, po raz kolejny poczułam, że najbardziej w Polsce brakuje mi towarzystwa rodzin WIELODZIETNYCH. Jacy ci ludzie są wyluzowani, jaki mają do siebie, do życia i do posiadania potomstwa DYSTANS. I problemy te same. I to doświadczenie zdobyte wychowywaniem wielu dzieci… No kurcze, brakuje mi tego w tych rozhisteryzowanych, trzęsących się nad każdą kupką i zupką rodzicach jedynaków. Poza tym, jeszcze jedno jest udarzające: nasi polscy znajomi mają taki fajny wyluzowany stosunek do posiadania, do kasy, do „kariery”, do status i pozycji, do tych wszystkich „ogonów pawich”. Jeżdżą starym gratem, dzieciaki w starych ciuchach, brudne i szczęśliwe, wszyscy robią co chcą, mają mnóstwo czasu, luzu, mają pasje, zainteresowania. Jakie to odmienne od polskiej klasy średniej.

Emilka:

Ninka:

Ninka na szczycie:

Romek:

Ja i Grzesiek też się wspięliśmy na sam szczyt, ale zdjęcia dopiero nam doślą po wakacjach.

Kreatywne zabawy domowe:

50 krzaczków poziomek w naszym ogrodzie:

Mam 2 dziurki w uchu, ale będę szaleć z kolczykami:

Prezent od sąsiada – ogrodnika:

Płaczący klaun, wczorajszy obraz (a właściwie obrazeczek, bo jest malutki):