pierwszy marcowy post

 W marcu jak  w garncu. Ale z przewaga dni zimnych. Kilka razy udalo sie nam wyjsc do ogrodka, piasek przywrocic do lask, kawe na ogrodzie wypic. Dzieciaki rosna, duzo sie dzieje, Ignas coraz wiecej mowi, Emi i Ninka dostaly nagrody szkolne (tzw michalinki) – Ema za angielski, Ninka za edukacje artystyczna. Nie zmienia to faktu, ze dzis Ninka stwierdzila, ze szkola psuje jej zycie i ze byloby tak fajnie, gdyby szkola nie istaniala. Zdjec dziewczynek nie mam, one za to calymi dniami kreca filmy (pozyczylam im swoja kamere) i calkiem fajnie im to wychodzi. Romek przezywa fascynacje tata. Najwazniejszym rodzicem jest teraz dla niego Grzes. Wydaje sie, ze odkryl rowniez radosc plynaca z jazdy na rowerze. Rok temu, gdy przesiadl sie na swoj pierwszy rower z pedalami roznie to bywalo, lzy rozpaczy polaly sie czasem, gdy hamulce i kierownica odmawialy wspolpracy.

Zrobilam dzis kilka zdjec swoich obrazow. Jak znow pojawi sie swiatlo, to sfotografuje reszte, a narazie tylko tych kilka:

1. Gondole weneckie:

2. Autoportret z Ignacym:

3. Kobieta w ciazy w trakcie kapieli:

 4. Ignacy na kamingu:

5. Martwa natura z bananami:

6. Sheffield noca:

7. Rodzina sloni:

8. Papugi:

Moj towarzysz dzis wygladal tak:

Spodenki oraz bluza made by mummy:

Przedszkolny amant:

Cieplejszy marzec:

Nowa fryzura:

Zdjeciowo to chyba tyle. Zajeta jestem obecnie szyciem bardzo. Szykuje letnia garderobe dla siebie.