Choruje

Choruje, ale tak lekko: to mnie kichanie bierze, to atak kaszlu, to bol glowy oraz delikatny dreszcz – przeziebienie jesienne. W ramach przeziebienia uszylam ekspresowo polarek dla Ignasia z resztek (zdjecia ponizej. W ogole duzo szyje, ale malo fotografuje, bo wszyscy od razu wskakuja w swiezutkie ciuszki i mi gdzies umykaja…)
 
 
 
 
Zapanowala u nas ostatnio moda na dwie rzeczy: na klocki (te malutkie) oraz na gumeczki „loom bands”. Emi, Nina i Romek potrafia spedzic mnostwo czasu na tych zabawach. Ignas tez podlapal mode na klocki i udaje mu sie zbudowac piekne wieze z duplo. To spory sukces, bo jak do tej pory tylko niszczyl i rozwalal wszelkie konstrukcje. Nadal uwielbia bawic sie w gotowanie – wywleka prawdziwe garnki  z szafek kuchennych i tlucze sie nimi. Bardzo lubi ksiazeczki. Piaskownica, auta to rowniez jego ukochane hasla. Sporo slow umie juz powtorzyc, ale i tak ciagle operuje tylko jednym zdaniem: co to? Najwidoczniej teraz nie potrzeba mu z nami rozmawiac. Teraz slucha i zapamietuje.

A do mnie dociera powoli jedna konkluzja: ze w Polsce nie mamy zadnych znajomych! Zadnych! A juz o znajomych z dziecmi, w podobnej sytuacji zyciowej do naszej, to trudno jak o wode na pustyni… I zastanawiam sie, czy to juz tak bedzie zawsze?