Szary sweterek

Dzis obiektyw najbardziej pokochal Ignasia. Zrobilam mu chyba ze 150 zdjec! On jest tak cudny i uroczy, a poza tym mial na sobie najnowszy sweterek, ktory mu uszylam raniutko. Przez te szarosci wydawal mi sie taki duzy, dorosly prawie, a przynajmniej powazniejszy… Jak juz sie dorwe do aparatu, to zachwycam sie naszymi dzieciakami i nie moge przestac. A potem wieczorem, gdy juz samcznie spia  w lozeczkach, to ogladam ich zdjecia.
Przepieknie dzis bylo w Ochojnie. Caly dzien u siebie. Cicho. Cieplo. Slonecznie. Wspaniala jesien, chociaz jeszcze niezlota. Z rzeczy waznych: nazbieralismy jablka  z naszej jabloni. Brzydkie bardzo, ale jakie smaczne! Trzeba tylko pozbyc sie skorki, bo odstrasza. Ogladalismy piekne motyle, ktore przylecialy najesc sie jablek. Upieklam chipsy tortilla. Zjedlismy obiad na ogrodzie. Gralismy w pilke i badmintona. Pranie sie suszylo. Poziomek malo bylo. Podziwialismy rowniez ilosc slonca w naszej odnowionej jadalni (okno – drzwi widoczne kilka zdjec nizej). No i tyle chyba z waznych spraw weekendowych.

 
 
 

Tych jablek nie jemy!

Dom z nowymi oknami (widac metki, bo jeszcze nie umyte…)

A od wewnatrz taka jasnosc zapanowala: