Obiecane zdjecia

Zamiast szyc siadam do komputera. Nakupilam dzis worek pieknych tkanin na jesienne stroje dla dzieci i dla mnie i tak mi sie one podobaja, ze az boje sie cokolwiek z nich szyc. Chodze kolo tego worka, spogladam, dotykam i znow odchodze, a potem znow sprawdzam jakie to cudenka dzis do domu przywiozlam. No i nie mam odwagi ich pociac. Musze sie namyslec. Musze naogladac inspiracji i dopiero potem zaczne.
Narazie kilka zdjec najswiezszych.
Ignas w trakcie posilku, w bluzce z absolutnych resztek resztek, to znaczy z resztek z moich 2 koszul nocnych (prawie nie uzywanych). Calkiem oryginalny t-shirt mi wyszedl.
 

 

Hipsterska Nina. Nie ma co prawda brody, ale za to bluzke jak prawdziwa trendsetterka. Rowniez z odzysku, z 2 moich za cisnych od zawsze koszulek:

Romek i Kicinska (czy jak ja tam zwal) dzis o poranku w pelnym sloncu:

Piekna!!!

Spoko! Chlopaki sie tak bawia:



Przedszkole

Romek byl dzis pierwszy raz w przedszkolu. Bardzo mu sie podobalo! Rano troszke sobie poplakal ze stresu, a potem dzielnie piszedl z tata na pierwsza, krotsza sesyjke. Jutro znow 2 godzinki, a od poniedzialku do poludnia. Chyba jest fajnie. Przedszkole prywatne, niewiele dzieci, warunki komfortowe, a sam Romek jest juz duzym chlopcem. Widzielismy, ze w domu juz mu sie troche nudzi, ze brakuje mu kontaktow z rowiesnikami i ze brakuje mu jego wlasnego („prywatnego”) swiata, w ktorym mialby swoje zainteresowania, aktywnosci, tajemnice. Jutro zdjec kilka, bo jest tuz przed 23 i ide spac. Szycie wieczorne zajmuje mi caly czas, ktory mialam kiedys na bloga.

Miss Kotowska

 
 
Kazdy chce kotke nosic, przytulac i zabawiac. Ona sama jest swietna! Lubi ludzi, jest bardzo „domowa”, zeby nie rzec wrecz „rodzinna”. Emilka nazwala ja Psotka, ale nikt jej tak nie wola. Raczej przyjelo sie nazywac ja per Kotowska, albo Kiciorowska (to wymyslil Grzesiek), wiec pewnie reagowac bedzie na kici, kici.
 


Lato minelo rozczarowujaco szybko! Tyle rzeczy nie zdarzylam zrobic. Za malo bylo slonca i w ogole wszystkiego za malo, a tu juz zimniej, deszcz i chyba o kapielach  w jeziorze mozna zapomniec. Troche myslimy juz o szkole. Za krotko tych wakacji dzieci maja, stanowczo za malo wolnego.

Po kapieli, „czas na bajki”, dzieci jedza domowy placek ze sliwkami:

Wszystkie:

Ignas nosi tez kotka, a kotek mu na to pozwala:

 A dzis dzieci nocuja u drugiej babci. Ignas jedynakiem na 2 dni. Znow pusto, cicho i… czysto!

Len

No taki mnie len ogarnal, ze nic mi sie pisac nie chce. Zdjec masa z wakacji, a dodatkowo caly czas przybywa nowych. Musze jednak, mimo lenia, ogarnac sie na chwile i pochwalic nowym czlonkiem rodziny, ktory dolaczyl do nas wlasnie dzis. Oto ona, narazie bezimienna, bo dzieci u babci, a to one maja nadac imie. Jest przesliczna, przestraszona potwornie i bardzo lagodna: