Duze burze

Burze codziennie. Wszyscy sa zachwyceni – dzieciaki ogladaja pioruny i piszcza, gdy slysza grzmoty. W UK nie bylo burz wcale (deszcz za to lal non stop), wiec sa to dla dzieci prawdziwe cuda natury. Rosnie nam od tego deszczu codziennego piekna angielska trawa. Dzieci zaliczyly lekki katar, teraz ja jestem troche chora, ale funkcjonuje wlasciwie jak zawsze. Duzo wieczorami szyje, ogarnela mnie mania szycia sukienek dla corek i spodenek dla synow. Sobie jakos nie umiem nic sensownego uszyc, wiec nie probuje nawet. Moze musze jeszcze wiecej umiejetnosci zdobyc?
Wszyscy juz troche wakacjami zyjemy – letnie temperatury sprzyjaja marzeniom o biwaku. Zajadamy sie truskawkami pod kazda postacia. Swieze ziemniaczki z koperkiem i maselkiem. Mlody kalafiorek. Ignas zaczyna niesmialo gadac. Umie powiedziec slowo „dzieci” oraz slowo „mama”. Jakos mnie wybor tych akurat slow nie dziwi… Chyba mu slabna juz leki separacyjne, pozwala mamie wyjsc do innego pokoju, wiec jest duza poprawa. Chyba powoli dorasta do swiadomosci, ze on i mama, to jednak dwa odmienne byty i ze moja nieobecnosc nie oznacza konca swiata.
Ninka szczerbata az milo!
Troche nieskladnie pisze, ale glowa boli od tego przeziebienia. Zrobil sie z tego bloga fotoblog, ale mam nadzieje, ze sie to jednak za jakis czas zmieni. Ze wiecej bede pisac.

Zamek w Tenczynku i skamieliny

Bylismy dzis na ruinach zamku w Tenczynku. Panuje u nas w domu ostatnio dziwna moda, ktora zapoczatkowala Emilka, a mianowicie „goraczka” poszukiwania skamielin. W tym celu wybieramy takie miejsca na rodzinne wycieczki, by wszyscy byli zadowoleni: dzieci, bo moga sobie poszukac skamilin, a my, bo mozemy sie przespacerowac z dala od tlumow i z dala od placow zabaw.
Wyprobowalismy w terenie nasz nowy gadzet dzieciecy – nosidlo gorskie. Zabieramy je na wakacje. Idealne rozwiazanie dla chcacych powalesac sie po terenach bez asfaltowych sciezek. Ja niestety nie daje rady  nosic Ignasia na plecach, ale za to tata nie narzeka wcale, a Ignas jest po prostu superzadowolony, bo siedzi taaaak wysoko jak krol!

 
 
 

Szpak podlot

Znalezlismy dzis w ogrodzie rannego ptaszka. Postanowilismy mu pomoc – wygladalo, ze mial zlamana nozke, albo skrzydelko. Najpierw dzwonilismy do weterynarza, ten nas odeslal do zoo, z zoo dostalismy jakis numer, ktory nie odpowiadal. W koncu udalo sie namierzyc „pogotowie” dla ptakow. Okazalo sie, ze miesci sie ono w mieszkaniu w bloku wielkoplytowym w Hucie. Trafilismy do bardzo dziwnego miejsca – do mieszkania pelnego (chorych) ptakow, w kuchni jakas pani robila posilek dla ptakow, drobila nasiona. W sloiku (na blacie kuchennym) staly jakies robaki (stonogi?) dla wiekszych glodomorow. Ptakiem, ktory okazal sie byc mlodym szpakiem, zajela sie jakas zapalona milosniczka tych zwierzatek. Mamy nadzieje, ze mu pomoze!

 

Potem trafilismy do Parku Jordana, gdzie przy okazji placu zabaw zalapalismy sie na piknik wojskowy. Posluchalismy orkiestry, ogladnelismy koniki, a nawet zjedlismy prawdziwa wojskowa grochowke.

 

Po wielkich, raptem trzydniowych deszczach zapowiadaja wspaniala pogode. W czwartek ma byc 27 stopni!!! No i slonce non – stop. Juz szalejemy z radosci i wymyslamy atrakcje na swiezym powietrzu na najblizszy tydzien.

Fluorescencyjna trawa

Ulewy na mysl przywolujace Sheffield trwaja od kilku dni. Na naszym suchym klepisku zazielenila sie trawa – cieszy mnie deszcz, wiec chyba jest we mnie troche duszy rolniczej?
Maszyna pracuje co wieczor – szyja sie sukienki letnie dla naszych pannic. Romek teskno spoglada na swoje lopaty, grabie, gumiaki. Grzesiek przeczesuje internet szukajac informacji o himalaizmie. Ninka ma nowy pamietnik i nim obecnie zyje. Obie z Emilka caly wolny czas poswiecaja rysowaniu. Ignas stara sie wywalczyc wiecej wladzy dla siebie – wyrywa zabawki, usiluje wymuszac placzem.
I chyba tyle w duzym skrocie.