Wiosna na Wiosennej

Chorujemy po trochu, na zmiane, turnusami. Nienajgorsze to przeziebienie, ale jak widac zarazliwe cholerstwo, bo kazdego sie czepilo. Nowoscia w naszym domu jest sobotni, chyba moge juz  powiedziec, ze zwyczaj (bo jak sie juz 2 razy cos zrobilo, to chyba jest zwyczajem?), wiec sobotni zwyczaj wychodzenia rodzicow na randke. Juz nawet mi sie nie chce przypominac w pamieci KIEDY to ostatni raz bylam w kinie, restauracji, na piwie, d.y.s.k.o.t.e.c.e. itepe, bo by jakies zenujace liczby powychodzily. Tak mi sie tylko przypomnialo, ze w knajpie z mezem, to jakies 10 lat temu bylam. Wiec z tego powodu zaczelismy chodzic w soboty gdzies, wieczorem, bez dzieci, do ludzi i do swiata. Okazuje sie, ze jest to jedyna okazja by sie ubrac ladnie, uczesac. Juz nawet w szafie nie mam takich ubran, ktore wieczorem sie naklada. Wszystko funkcjonalne, sportowe, bawelniane, nie do prasowania. Ale to blahostka jakas.
 
Z nowosci innych: Emi totalnie sie nakrecila kosmosem. Chce leciec w kosmos. Czyta, uczy sie i wpatruje wieczorami w gwiezdziste niebo nad Ochojnem.
Ninka natomiast jest prymuska w klasie. Ostatnio przyniosla szostke w serduszku od pani Szczurkowej. Kto zna pania Sz. wie co to znaczy. BARDZO WIELE TO ZNACZY.
Troche zdjec codziennych zamieszczam. Trawnik nadal Greg robi. Romek mu dzielnie pomaga, ja odpadlam, za ciezka to dla mnie robota.  
 

 Duuuzo skarpetek. A to nawet nie polowa z tego, co mamy. Najciezej jest je posortowac do odpowiednich szaf:

 Kotleciki na obiad. Jeden obiad.

 Kolendra wiosenna rosnie: