Wiosna na Wiosennej

Chorujemy po trochu, na zmiane, turnusami. Nienajgorsze to przeziebienie, ale jak widac zarazliwe cholerstwo, bo kazdego sie czepilo. Nowoscia w naszym domu jest sobotni, chyba moge juz  powiedziec, ze zwyczaj (bo jak sie juz 2 razy cos zrobilo, to chyba jest zwyczajem?), wiec sobotni zwyczaj wychodzenia rodzicow na randke. Juz nawet mi sie nie chce przypominac w pamieci KIEDY to ostatni raz bylam w kinie, restauracji, na piwie, d.y.s.k.o.t.e.c.e. itepe, bo by jakies zenujace liczby powychodzily. Tak mi sie tylko przypomnialo, ze w knajpie z mezem, to jakies 10 lat temu bylam. Wiec z tego powodu zaczelismy chodzic w soboty gdzies, wieczorem, bez dzieci, do ludzi i do swiata. Okazuje sie, ze jest to jedyna okazja by sie ubrac ladnie, uczesac. Juz nawet w szafie nie mam takich ubran, ktore wieczorem sie naklada. Wszystko funkcjonalne, sportowe, bawelniane, nie do prasowania. Ale to blahostka jakas.
 
Z nowosci innych: Emi totalnie sie nakrecila kosmosem. Chce leciec w kosmos. Czyta, uczy sie i wpatruje wieczorami w gwiezdziste niebo nad Ochojnem.
Ninka natomiast jest prymuska w klasie. Ostatnio przyniosla szostke w serduszku od pani Szczurkowej. Kto zna pania Sz. wie co to znaczy. BARDZO WIELE TO ZNACZY.
Troche zdjec codziennych zamieszczam. Trawnik nadal Greg robi. Romek mu dzielnie pomaga, ja odpadlam, za ciezka to dla mnie robota.  
 

 Duuuzo skarpetek. A to nawet nie polowa z tego, co mamy. Najciezej jest je posortowac do odpowiednich szaf:

 Kotleciki na obiad. Jeden obiad.

 Kolendra wiosenna rosnie:

Literrrka "rrrrrrrr"

Chyba mam juz duze dziewczynki w domu! Po pol roku zajec korekcyjnych z logopeda szkolnym Emilka i Ninka nauczyly sie wymawiac polskie „r”. Nie ma juz Jomka, jowejka, tjawy, tjaktoja w wykonaniu dziewczecym. Jak przystalo na nuworyszki przy kazdej okazji poprawiaja Romka, ze zle wymawia slowa z „r”.

Jest sliczna wiosenna pogoda. Wielkie slonce, kilkanascie stopni w cieniu, Grzesiek ma kilka dni wolnych od obowiazkow zawodowych, Ignacy pieknie zaczal chodzic, wiec robimy trawnik w ogrodzie. Grabie, lopaty, kilofy, motyczki i taczki poszly w ruch. Oj, gdyby to one same poszly sobie w ruch, byloby dobrze. Niestety musi byc autor tego ruchu – wszystko boli, a juz najbardziej rece… Nawet polowy jeszcze nie zgrabalismy. Moze jutro bedzie polowa. Ale jak juz wszystko bedzie gladkie i bez chwastow i darni, to wtedy posiejemy trawe. I bedziemy czekac na trawnik.

W niedziele bylismy w Dolinie Bedkowskiej. Swietna wycieczka, wspanialy dzien w ogole, wielka radosc z czasu spedzonego w lesie, na spacerze, razem. Oto kilka zdjec:

Boze, zeby ida

Wytrzymac sie nie da. Zeby malemu hurtem ruszyly i jest strasznie. Placz, ryk, wycie, spazmy, bol, rzucanie sie na podloge, zlosc, gryzienie przedmiotow… Pomaga jedynie nurofen.
Dalam Ignasiowi wczoraj po raz pierwszy czekolade, dwa kawalki. Tak zeby mu ten marny zywot oslodzic. Oto relacja foto:

 
 
 

Niech zyje bal przebierancow

Wystepuja:
 
Romek – Lisek
Ninka – Myszka
Emilka – Kotek
 
 
Kostiumy szyla: Mama
 
 
Miejsce akcji: Remiza w Ochojnie
 
 
Okazja: Ostatki
 

Przez kilka dni poprzedzajacych impreze bylo wielke podniecenie i niecierpliwosc. Poczatek okazal sie byc bardzo rozczarowujacy: dla Romka bylo za glosno i musial wyjsc, a dziewczynom nie podobalo sie, ze zamiast sie bawic organizowane sa konkursy i znow ktos stawia je w wyscigu szczurow, tym razem po cukierka. Cale szczescie, glupi dorosli dali dzieciom w koncu spokoj i pozwolili sie bawic do woli i jak kto chcial. Dziewczyne sie wytanczyly. I o to chodzilo!