ikeowski weekend


Do dzisiejszej niedzieli nie mielismy jeszcze w domu lamp. Smetnie wisialy z sufitu zarowki, a w niektorych pomieszczeniach lampy po bylej wlascicielce. Ruszylismy wiec w bojowych nastrojach do ikei i jak zawsze wyszlismy z zakupami hurtowymi – 10 lamp! Dziesiec! Dzis Grzes wieszal je przez prawie caly dzien. Potem mordowali sie z Romkiem nad przykreceniem bramki przy schodach, bo Ignas caly czas czmycha na stopnie, a ze chodzic nie umie, z rownowaga i rozumowaniem tez u niego krucho, wiec schody sa szalenie niebezpieczne. Bramka na gorze i bramka na dole jest, wiec o tyle dom stal sie bezpieczniejszy, a zycie latwiejsze. Poza tym najmlodszy ma katar i placze z tego powodu niemalze non stop. Budzi sie rowniez bardzo czesto, bo oddychac sie nie da z zapchanym nosem, wiec rety, zmeczenie wielkie znow powraca… do mnie 🙂