Niespodzianka! Mamy snieg!

Nic nie zastapi tego uczucia, gdy wstaje sie o poranku, czlapie do wc i katem oka zauwaza za oknami SNIEG! I to wielkie huuuuuraaaa! Uwielbiam snieg i zime. Dzieci oszalaly ze szczescia.

Dziewczynki o poranku przymierzaja nowe, wczoraj uszyte spodenki:

A tutaj spiworek do spania dla Ignasia:

szycie jest piekne

Codziennie czekam na wieczor, na 20-ta, jak dzieci juz spia. Wyciagam swoja piekna, nowiuska maszyne do szycia i szyje. Przerwe mialam wieeelka, ale nowe materialy mnie zmotywowaly. Uwielbiam szyc. Mam spiworek dla Ignasia, a dzis wieczorem pobilam absolutny rekord i uszylam 3 pary spodni pidzamowych dla dzieci. Spiaca jestem juz, wiec zdjecia zrobie jutro. Oj rety, krotki ten czas po osmej, a tu ksiazki czekaja nietkniete trzy… Szkoda, ze trzeba spac. Poczytalabym.

Unplugged

Takich „atrakcji” sie nie spodziewalam. Przez calutki dzien nie bylo pradu. I niby ok. Ale to jest zabawne tylko do jakiegos momentu. Jest ciemno, nie ma wody (bo mamy pompy!), nie ma grzanej wody (bo piecyk gazowy tez potrzebuje pradu), nie da sie palic weglem (bo wiatrak!), nie ma internetu (wiec bajek tez nie ma). Zmywarka i pralka swojej roboty nie zrobily, wiec syf narasta blyskawicznie. O 18tej laskawie wlaczyli prad i nastala swiatlosc, jasnosc i lacznosc ze swiatem. A jak jej nie bylo, to dzieci bardzo sie ekscytowaly z powodu swieczek:
 

W porze bajek sprytna mama wpadla na pomysl, by wykorzystac resztke baterii w laptopie i przypomniec sobie stare czasy, czyli nasze rodzinne archiwum filmikow z Sheffield:

I na koniec zjedlismy kolacje przy swiecach. Nie byla wykwintna, co chyba widac, ale za to bardzo smaczna:

Nastepnie Emi zaczela wszystkich straszyc, ze slyszy jakies glosy na gorze (brrrr). A potem, nie wiem do czego nawiazujac, zaczelam snuc swoja opowiesc o Czarnobylu i tsunami z 2004 roku. Zrobilo sie katastroficznie… i wtedy wlasnie wlaczyli prad. Czar prysl.

spiewak

To taki etap w rozwoju. Kazde z dzieci to przechodzilo, a my wraz z nim. Mam na mysli to, co sie wlasnie dzieje z Romkiem (i z nami przy okazji rowniez). Od bladego switu, przez dzien caly, az go sen nie zmozy Roman spiewa (lub gada) jak najety, non stop, bez przerwy. Miedzy jedna lyzka zupy, a druga potrafi jakis refren odspiewac. Myjac zeby spiewa. Zasypiajac spiewa. W aucie, sklepie, na basenie w wodzie, w samotnosci i w tlumie. Wszedzie. Caly czas. Oszalec mozna. Zwariowac. W wariatkowie wyladowac. To oczywiscie mowa o nas, bo on zadowolony, szczesliwy, rozspiewany az do zdarcia gardla. Nie zeby sie nam nie podobalo. Nie zeby falszowal. Ale doceniam cisze obecnie bardziej niz cokolwiek innego.
Ps. W sobote idzie z siostrami na zajecia z choru gospel.

ikeowski weekend


Do dzisiejszej niedzieli nie mielismy jeszcze w domu lamp. Smetnie wisialy z sufitu zarowki, a w niektorych pomieszczeniach lampy po bylej wlascicielce. Ruszylismy wiec w bojowych nastrojach do ikei i jak zawsze wyszlismy z zakupami hurtowymi – 10 lamp! Dziesiec! Dzis Grzes wieszal je przez prawie caly dzien. Potem mordowali sie z Romkiem nad przykreceniem bramki przy schodach, bo Ignas caly czas czmycha na stopnie, a ze chodzic nie umie, z rownowaga i rozumowaniem tez u niego krucho, wiec schody sa szalenie niebezpieczne. Bramka na gorze i bramka na dole jest, wiec o tyle dom stal sie bezpieczniejszy, a zycie latwiejsze. Poza tym najmlodszy ma katar i placze z tego powodu niemalze non stop. Budzi sie rowniez bardzo czesto, bo oddychac sie nie da z zapchanym nosem, wiec rety, zmeczenie wielkie znow powraca… do mnie 🙂 
 
 

Niny list

Nina to takie skromne, nieroszczeniowe i – przez to wlasnie –  szczesliwe dziecko: dzis pisali listy do  sw. Mikolaja. Emi nawymyslala kilka pozycji, Romek tyle samo, a Ninka poprosila o pamietnik z kluczykiem. Bo o nim marzy od wielu miesiecy. Bo mowila matce zapominalskiej juz kiedys i miala dostac. I nie dostala, bo matce wylecialo ze lba. A ona sie nie upomniala.

Drugi dlugi weekend

Zapomnialam juz jak to jest fajnie w Polsce z tymi dlugimi weekendami i swietowaniem przez caly tydzien! Mielismy drugi dlugi weekend w tym miesiacu, a miesiac trwa dopiero 11 dni. Po raz pierwszy od poltora roku odpoczelam sobie. Nie jakos na maksa, ale troszke. Dobre i to. Czas spedzilismy glownie leniuchujac, w domu sie w pidzamach do poludnia wloczac i pijac kawki mistrzowskie. Potem bylismy u jednej babci, a nastepnego dnia u drugiej. Wieczorem swietne filmy Larsa von Triera ogladajac. I weglem juz zaczelismy grzac, bo temperatura w domu do 13 stopni spadla. Moze padac snieg w tym tygodniu! Swietnie, czekamy bardzo niecierpliwie. 
 
 
 

 Dziaciaki graly w monopol:

Moje 3 chlopaki:

Ignas jest juz DUZY:

update na szybko

[youtube https://www.youtube.com/watch?v=azI1JQuWYew?version=3&f=user_uploads&c=google-webdrive-0&app=youtube_gdata&w=320&h=266]

To nagranie jest z marca lub kwietnia. Mialam je tu wstawic juz dawno. Ninka i jej klasa biora udzial w miedzyszkolnym konkursie tanca. Bardzo mi sie ten wystep podoba – bo dzieci maja wiecej frajdy niz umiejetnosci tanecznych, bo wszystko takie nieskoordynowane, nieporadne i wesole. Bo  dla dzieci i tworzone przez dzieci. I jak bardzo stoi to w kontrascie do polskiej akademii z okazji pasowania na pierwszaka! Gdzie wszystkie dzieci byly zestresowane, wytresowane i wyuczone tancow i popisow jak pieski w cyrku. Gdzie ponadgodzinny wystep byl przygotowany dla rodzicow, a nie dzieci.

A tu juz fotki z remontu.

Romek.

W kuchni mamy od dzis plytki. Zakochalismy sie w tej mozaice!

Reszta kliszy

Troche spacerow. Lasek wolski:
 
 

Podgorze, park o poranku:

Jesien nadeszla, cieple spiwory wyciagnelismy:

Kolejna obskurna knajpa (cukiernia w podgorzu), smaczne ciastka maja:

Chodniki w Krakowie, ulatwiaja zycie  mamom z wozkami:

Wisnia:

Na plazy nad Wisla, w tle Wawel:

Pasowanie na pierwszaka (idiotyzm! ale o tym pozniej):

Debowiec

 
 
 
 

Przegladajac pazdziernikowa klisze przypomnialam sobie, ze bylismy pewnej soboty w Debowcu – rodzinnej wsi tesciowej i miejscu, w ktorym Grzes spedzal wakacje, gdy byl dzieckiem.

 

Staralismy sie – na prozno – wejsc do sadu. Wszystko zaroslo tak bardzo, ze nie dalo sie przedrzec przez krzaki.

Po drodze zatrzymalismy sie w jakiejsc obskurnej przydroznej knajpce i zamowilismy placki ziemniaczane. A dostalismy to. Wyglada jak danie kuchni orientalnej. Smakuje podobnie. Zapraszamy Magde Gessler na degustacje.

 Fascynuja mnie takie wstretne lokale!!!

Zeby dostac sie na posesje babci sforsowalismy brame, bo Grzes nie bral kluczy od rodzicow. Chcielismy pojechac tam sami, a wiadomo, ze zrobilaby sie z tego niechciana wycieczka „rodzinna” w wiekszym gronie (tesciowa i tesciu).

 

Domek babci, projektu Jurka, „perla architektury wschodu”…