Wolinscy i Niekorsyka

Dlugo oczekiwani goscie pojawili sie wreszcie u nas. I rownie szybko jak sie pojawili – znikneli. Dlaczego czas tak pedzi? Dobrze, ze sa chociaz zdjecia z tych kilku milych chwil spedzonych razem. Pojechalismy wypoczac nad rzeke, dzieci usmazyly kielbaski na ognisku, wieczorem dorosli kilka ciderkow wypili, wspolne sniadanie, kilka rozmow i poczucie niedosytu. To juz? Koniec? Smutno. 
 
 

A tutaj, kapie sie rowniez Gosia. Nie widac?

Gorace kielbaski:

Potem pojechalismy nad jezioro. Piekna woda, ciepla jak na Korsyce! A o ile tansza niz Korsyka…
Ignasiowo bardzo podobala sie kapiel. Dziewczyny nurkowaly, ja i Grzes plywalismy na Kryspinowie, jak za dawnych, dobrych czasow delektujac sie wspanialym jeziorem, sloncem i cieplem. I przypomnielismy sobie, ze na pierwsza randke umowilismy sie wlasnie tam, nad jeziorem, 15 lat temu.
Cudowny mamy czas. Piekne jest TO lato.

A na koniec namowilam wszystkich na czekoladowe rozki.
Ps. Jutro tez tam jedziemy.