Ferii cd

Kolejny dzien w calosci spedzony poza domem. Bylismy na grupie, byly lekcje spiewu, potem malowanie glinianych figurek, ktore powstaly wczoraj, a na koncu lunch. Slonce bylo piekne, humory dopisywaly, dzieci byly najedzone, wiec jeszcze poszlismy do parku i na dobitke na plac zabaw. Tata zrobil nam obiad. Teraz graja wszyscy w Piotrusia, kartami, ktore przyszly dzis w paczce od babci Marysi. Mily, aktywny dzien! Pani prowadzaca lekcje spiewu podeszla po zajeciach do mnie i doslownie poprosila, by Ninka chodzila na zajecia z choru koscielnego. Byla zachwycona jej glosem, wyczuciem muzycznym i tym, jak bardzo Ninka angazowala sie w zajecia. Dla nas nie jest to zadna nowosc – Ninka jest wyjatkowo muzyczna i wlasciwie mozna powiedziec, ze jej talent, to cos do czego ma wyjatkowy dryg, zostal dosc wczesnie odkryty. Wiemy w czym ja wspierac i w ktorym kierunku pomagac rozwijac skrzydla. Muzyka to cos dla niej!
Fajnie jest spedzic tak duzo czasu z wlasnymi dziecmi. Rozmawialismy dzis o bezdomnosci – na chodniku lezal bezdomny i dzieci dziwily sie dlaczego. Romek byl przerazony, ze ten pan nie ma domu, ale optymistyczna Emilka trzezwo zauwazyla, ze przynajmniej ma spiwor! Roman nie dawal za wygrana i z zalem stwierdzil, ze co prawda ma spiwor, ale nie ma koldry.
Rozmawialam z nimi rowniez o tym, co to jest adopcja i domy dziecka (a wzielo sie to z tego, ze Emi chciala wiedziec kim jest Brad Pitt). Gdy jej powiedzialam, ze byc moze i my kiedys adoptujemy dziecko stwierdzila, ze to zly pomysl i ze (cytuje) „zniszczyloby to nasza rodzine”.
Ciekawe te rozmowy nasze, ciekawe dzieciaki.