Wielkanoc, urodziny i ferie

Nasze ostatnie swieta w Anglii – Wielkanoc – troszke nietypowe, bo w sniegu. Cala reszta juz do przewidzenia: bylo domowo, leniwie, spacery dlugie, kilka spotkan.

Ninka i Romek obchodzili swoje urodziny (jednego dnia zorganizowalismy tort, swieczki, prezenty). Nina dostala wymarzone zwierzatka z buteleczkami do karmienia – caly dzien slychac w domu mlaskanie i cmokanie oraz odglosy zwierzat domagajacych sie butelki. Romek natomiast jechal do sklepu, by wybrac prezent – wymarzone autko zdalnie sterowane. Wrocil z helikopterem. Nagle zmienil zdanie i chcial helikopter.

A teraz mamy 2 tygodnie ferii. Zapowiada sie calkiem dobrze. Jest coraz cieplej, za tydzien moze byc nawet kilkanscie kresek powyzej zera – NARESZCIE. Dzis bylo slonce i po raz pierwszy „zaliczylam” karmienie Ignasia na swiezym powietrzu. Przyjemne to to nie bylo (plecy podwiewa mimo kurtki), ale znaczy to tyle, ze wiosna nadchodzi. A wraz z nia, takie jak dzis, spacery kilkugodzinne.

Bylismy dzis rowniez na grupie, gdzie Emilka i Ninka odkryly lepienie z gliny. Przez 2 godziny z zapalem godnym nasladownictwa tworzyly jakies stworki i koszyczki, ktore jutro trzeba bedzie tylko jeszcze pomalowac. Romek nudzil sie w trakcie tych zajec troche – polepil, polepil i zaraz szukal lepszego zajecia, najlepiej, zeby mialo ono 4 kolka i jezdzilo.

Ignas zrobil sie jeszcze bardziej „kumaty” – przewidywalne sa jego zachowania, duzo spi, je pieknie, jest bardzo spokojny i przestal tak czesto plakac – wydaje mi sie, ze juz sie nauczyl, ze zmiana pieluszki, to nie tragedia i ze chwilka chlodu, bez pieluszki i spiochow nie oznacza, ze zamarza na smierc. No i jest ogolnie takim spokojnym maluszkiem, lubi pospac na spacerach, w aucie, w nosidle, wszedzie. Sam usypia, bez marudzenia. Kochany niemowlaczek 🙂