Goracy tydzien

Goracy tydzien sie zapowiada. Nie pogodowo oczywiscie, tutaj to raczej niemozliwe. Goracy, bo prawdopodobnie sprzedamy dom. Dostalismy juz jedna oferte, ale czekamy tez na propozycje innych zainteresowanych: kto da wiecej, ten bierze chalpe!
Aaaa, i jeszcze auto nowe kupilismy! Wielka siedmiomiejscowke. Cacuszko! Dziewczyny byly niepocieszone – napisaly piosenke pozegnalna dla Almery i narysowaly rysunki z zaplakanym samochodem (jak znajde to tu wkleje).

Telegraficzny post

Jestem bardziej niz optymistycznie nastawiona do sprzedazy domu. Tydzien temu trafil na rynek poprzez agencje i od tamtej pory mielismy juz 5 wizyt rodzin zainteresowanych kupnem. W poniedzialek kolejni przychodza ogladac. Wiaze sie to z pewna niedogodnoscia – dom musi byc wysprzatany, a rzeczy poukladane. Powiedzcie to mojej czworce dzieci!
Tak wiec w sprawie domu dobre wiesci.

Romek wrocil z przedszkola i powiedzial: dzisiaj zmusili mnie, zebym spiewal! Ha, ha, proces socjalizacji przebiega zatem prawidlowo, przystosowujemy sie do zasad i regul panujacych w grupie 🙂
No i juz nie narzeka, ze mu sie nudzi.

W glowie dwie dominujace mysli: wracamy do Polski. NA ZAWSZE! I radosc wielka.
A druga sprawa, to wakacje. Planujemy w drugiej polowie sierpnia ciekawy wyjazd. Nie pisze wiecej, by nie zapeszyc, bo wczesniej jest jeszcze przeprowadzka do Ochojna i nie wiem ile nas to bedzie kosztowac i czy starczy na wyjazd. Ale bardzo bym chciala! Pomarzyc lubie o podrozach. Planowac.
Auto duze musimy kupic. Najlepszym rozwiazaniem bylby autobus. Ewentualnie van. A najlepiej kamper.

Naplodzilo sie cos tych postow kwietniowych! Wydarzen wiele. Wczoraj pierwszy dzien Romka w przedszkolu – od 9 do 15tej nasz malutki (jaki malutki???) Romek spedzil SAM. Udawalam przed nim, ze nie, ale tak, tak, martwilam sie, czy sobie poradzi, czy bedzie (intuicyjnie bardziej niz rzeczywiscie) rozumial czego od niego wszyscy chca, czy zapnie kurtke na wietrze, czy zje lunch, czy trafi do ubikacji (i nie zapomni o sikaniu), czy nie bedzie tesknil za nami. I czy dzis, drugiego dnia, bedzie w ogole chcial powtorzyc tamto zdarzenie i jeszcze raz pojsc do przedszkola.
Zupelnie bezsensownie sie martwilam. Romek poradzil sobie ze stresem, z nowym wyzwaniem pieknie. Wszystko poszlo gladko i tak, jakby do przedszkola chodzil juz co najmniej rok. Nie wiem, czy to przyklad starszych siostr? Czy to fakt, ze jest wychowywany przez dwojke rodzicow? Czy to jego osobowosc? Czy moze ogolne „dorosniecie” do przedszkola? Moze wszystko po trochu… W kazdym razie idzie mu swietnie! Jest pelen zapalu, checi, radosci, entuzjazmu i w podskokach LECI do przedszkola.
Ignas natomiast przepoczwarza sie – rosnie mu glowka, rysuja sie rysy twarzy, juz prawie, prawie sie chichra (no bo usmiechac, to sie juz dawno usmiecha!), ale teraz juz kilka razy ryknal smiechem, gdy cos go rozbawilo (najczesciej tym „czyms” jest Emilka). No i spi juz ladniej w nocy. Usypia o 19tej, po kapieli i pierwsze budzenie ma o 1 w nocy, czyli potrafi przespac ciurkiem juz 6 godzin! To, jak dla mnie, jest bardzo dlugo! Potem budzi sie juz co 2, 3 godziny, no ale ten pierwszy sen jest swietny. Wykorzystuje to jak moge, czyli sama klade sie spac o 21, zeby choc 4 godziny przespac bez pobudek. Pomaga. Ale tez ma swoje koszty – musialam cale swoje zycie odwiesic na kolku. Zero szycia. Zero czytania. Zero „Charakterow”. Zero ksiazek. Zero fotografii. Zero rozmow. Zero, zero, zero. Tylko spanie. Szkoda. Pocieszam sie, ze jeszcze tylko troche potrwa taki idiotyczny stan, ze nie robie dla siebie, dla swojego rozwoju (czytaj: zdrowia psychicznego) wiele. Musze sie teraz wyspac – niestety, first things first…
Dziewczyny jutro ida na pierwsze zajecia z choru. Jestem przekonana, ze sie im spodoba. Dopytuja juz do kilku dni kiedy sie zacznie. Troche im to przelamie rutyne dom – szkola.
Pogoda nadal do niczego. Wieje huraganowy wiatr. Jest troche slonca. To dobrze. No i widzialam pierwsze, niesmiale paczki na drzewach. Byc moze w maju beda pierwsze listki, kto wie?

Kocham cie Syropie

Po raz setny w tym roku zlapalam jakies chorobsko. Widac, starosc nie radosc – bezsenne noce nie dla mnie i nie dla mojego systemu immunologicznego. Mecze sie z krawawiaca rana na gardle, mecze i mecze, az tu nagle przypomina mi sie Syrop z Cebuli. Googluje, czytam o wlasciwosciach i juz wiem, ze jesli chce uniknac antybiotyku musze sie z nim przeprosic, sprobowac chociazby kuracji. I kurcze, nie wiem jakim cudem, pije to cholerstwo dopiero dobe i czuje sie o niebo lepiej, zdrowieje, bol przechodzi. Bol, na ktory nie dzialal juz paracetamol, ani nurofen. Wiec kocham Cie Syropie z Cebuli! Cmooook!

Przedszkole

Dzis pierwszy dzien Romka w przedszkolu. Mielismy spore watpliwosci (nadal zreszta je mamy!), czy go w ogole posylac tutaj do przedszkola – nie bardzo sie to oplaca, bo zaraz wyjezdzamy, ani sie nie zadomowi tutaj, ani nie skorzysta wiele, ale ostatecznie poszedl. Poszedl i zobaczymy co dalej. Wczoraj przez pol dnia slyszalam: maaamooo, mi sie nuuudziiii. Wiec skoro sie  nudzi, to bedzie kilka bodzcow, ktore ta nude przelamia 🙂 Cieszyl sie rano bardzo pelen zapalu. Dzis tylko godzinka z tata, jutro godzinka samemu, a w pon, wt caly dzien i sroda do 12:30. Jesli wytrzyma te cale dni…

Spioch wielki

Ignasiek jest ogromnym spiochem. Cale dnie przesypia. Drzemka poranna trwa do 14tej (oczywiscie z przerwami na karmienie, po ktorym od razu usypia). Potem chwilka aktywnosci i znow spanko. Najlepiej spi mu sie na swiezym powietrzu, wiec, gdy tylko nie leje ubieram go odpowiednio i wyprowadzam w wozku do ogrodka.
W nocy Ignas spi u siebie w lozeczku, co jest nowoscia w naszym domu, bo kazde dziecko spalo z nami. Jemu jest dobrze u siebie, wiec nie musze go do nas zapraszac.
Jak nie spi, to pieknie sie usmiecha, oglada karuzelke, lezy na macie i husta jak szalony w hustawce. I wszystko go cieszy, wszystko bawi. Jest takim zlotym dzieckiem, kochanym niemowlaczkiem…
Co jeszcze? Lubi lezec na brzuszku i cwiczyc szyje, powoli zaczyna odkrywac istnienie wlasnych rak, lubi laskotki w stopy, nasze wspolne rozmowy, gaworzenie oraz wodzenie oczami za zabawkami, ktore maja oczy i buzie.