Sobota?

Od rana mam wrazenie, ze jest sobota. Najpierw dwie kawki w tempie weekendowym, pogaduszkami dobilismy do pory obiadowej, a potem byl spacer w lesie – przyjemny, bo temperatura plusowa. Dzieci sie wyszalaly, spiewaly na cale gardlo, Nina przemoczyla buty i wrocilismy akurat na herbatke z herbatnikami. Piatek jak sobota!

Nuce: the wheels on the bus go…

Przejazdzka autobusowa byla wielka frajda. Romek gadal jak najety, a najbardziej dziwily go 2 rzeczy: dlaczego nie ma pasow w autobusie i dlaczego kierowca co chwile sie zatrzymuje i otwiera drzwi. Wyjasnilismy sobie tez slowo „przystanek” oraz przepracowalismy troche temat „czekanie na autobus” oraz „cierpliwosc trzylatka”.
Ignacy cala droge przespal.

Jeszcze marcowo

Byla zima. I to nawet sniezna. Trwa do teraz, choc mnie to wcale nie cieszy – tesknie za wiosna. Nie pisze, bo wieczorami padam z nog i choc do pisania potrzebne raczej inne konczyny, to w moim przypadku jedynie poranki sa w miare tworcze. Dzis jest wyjatek, bo duza czesc dnia  odpoczywalam, a Ignasiem zajmowal sie tata, albo… hustawka. No i bylam na basenie z corkami – wymasowalam sie w jacuzzi, troche plecy mniej bola.
Co nowego? I duzo i malo. Rosniemy, rosniemy, rosniemy. Troche mniej spimy, wiecej czuwamy. My, to znaczy Ignas, ale ze towarzysze mu bardzo intensywnie w jego aktywnosciach, to mi sie tak podwojnie napisalo. Nocki bez zmian, pobudki co 2 godziny. A ja sie chyba oduczylam zycia ze spaniem – jakos mi to nie przeszkadza, ze spie w interwalach dwugodzinnych. Dziwne.
Jutro ostatni dzien szkoly – swieta i ferie zaraz. Ciesze sie bardzo! Bedzie gwarno, rodzinnie, wesolo. Dziewczyny odpoczna.
Zyjemy powrotem do Polski. To juz tak niedlugo. Czas obecny to juz takie wielkie i prawdziwe pozegnanie z Anglia. Mnostwo uczuc sie kotluje, mnostwo mysli. Wielkie pytanie: jak to sie stalo, ze spedzilismy tutaj 8 lat? JAK? Duzo podsumowan, takich „raportow koncowych”… Kawal zycia za nami, teraz czeka nowe, tak bardzo wytesknione. Postanowilismy, ze wracamy juz pod koniec czerwca. Chcemy jeszcze spedzic cale lato w Polsce, chcemy nacieszyc sie sloncem, cieplem, swiezymi owocami 🙂
Dom juz sie remontuje, maluje. W maju Grzes leci kupic meble, poskladac je, zwiezc nasz dobytek sprzed emigracji, no i przede wszystkim zrobic dla mnie zdjecia domu, bo go jeszcze nie widzialam dobrze!
Cieszymy sie bardzo i tak nieprawdopodobnie niecierpliwimy! Jak widac marzenia sie spelniaja.
A jesli o marzeniach mowa: jutro spelni sie marzenie Romka – jedziemy na grupe AUTOBUSEM! Mlody z podekscytowania az skakal. To bedzie jego (chyba?) pierwszy raz w publicznych srodkach lokomocji.
To moze zdjec kilka, co?
Oto zima, w pelnej krasie, trwalo to krotko, bo temperatura okolo zera ciagle krazyla i topnialo na przemian z przymarzaniem.

 
A tu juz nowy usmiech Emilki. Babciu, ale dlaczego ty masz takie wielkie zeby?

 
Ha, niewiele widac, ale widac chyba najwazniejsze. Wiem, wiem, obiecywalam sobie, ze kolejnego dziecka nosic nie bede, ze plecy, ze kregoslup, zeby oszczedzac, ale… nie moge inaczej, nie potrafie i nie chce. Wiec nosze Ignasia w takim oto, supernosidle, zakochalam sie w nim od razu, wygodne nie do opisania.

 
No bo nasz maly Igi (ulubiona ksywka Emilki) uwielbia spac u mnie.

 
Zeby choc troche ksieciunia oszukac sprawilismy mu hustawke. Podoba sie:

 
A w weekend moj kochany maz rozpiescil mnie kulinarnie. Nie dosc, ze ugotowal barszcz, to jeszcze zrobil wypasione drugie, a na deser moje ukochane gofry z owocami i bita smietana.  

 
Mr. Trabka (ksywka taty) zdziwiony lekko wyglada tak:

 
Ksieciunio zezuje na zabawki:

                                                            Z rodzenstwem dzis:

 
 


Aktywnie

Wszystko mnie po dzisiejszym dniu boli. Najpierw zaliczylismy dlugi spacer w lesie, a potem, na dokladke, wybralam sie na pierwsza od czasow sprzed ciazy wycieczke rowerowa. No i padam. No i jestem dotleniona. No i jestem przeszczesliwa. Jest mocne postanowienie czestszych wypadow, by sie tak solidnie zmeczyc.
Trojka najmlodszych dzieci juz od 19tej chrapie. Emilka jeszcze Harrego Pottera czyta – z racji bycia starszakiem dostala dodatkowa godzine.

Zmyslone

Romek wszedl w faze fantazjowania – calymi dniami wymysla „co mu sie snilo”. Opowiada niestworzone historie, a pod koniec zawsze pyta „wiesz?” jakby chcial sprawdzic, czy sie mu wierzy, czy raczej nie.

Usmiech

Zdjecie po lewej: prawie 3-letni Romek z miesiecznym Ignasiem.
Zdjecie po prawej: 2,5-letnia Emilka z dwumiesieczna Ninka.
Deja vu?

Tak, jestem pewna, dzis po raz pierwszy Ignas sie do mnie usmiechnal. Trwalo to sekund kilka, ale i tak wystarczylo, bym uznala, ze jest to najslodszy usmiech swiata. Chce wiecej! Chce czesciej!

Misz – masz tresci i zdjec

Chyba wychodzimy z chorob! Ja wlasnie skonczylam antybiotyk, Grzes ma jeszcze tydzien brania peniciliny, ale juz goraczki nie ma, wiec dzis pracuje normalnie. Ignasia zarazilismy, przez co spedzilam w piatek 4 godziny w szpitalu czekajac na decyzje, czy go zostawiaja, czy do domu puszczaja. Stanelo na tym, ze jednak jedziemy do domu i dobrze, bo juz nastepnego dnia byla duza poprawa. Maluchy to jednak maja metabolizm zupelnie inny niz my i tak szybko sie czasem „zbieraja” z roznych chorob. Przy okazji dowiedzialam sie ile Ignas wazy (bo juz mu miesiac zycia stuknal i warto takie rzeczy sprawdzic przy okazji) – 4,600 kg.
Poza tym: ZIIIMNOOOOO. Strasznie, paskudnie, okropnie i ohydnie. Nie da sie z domu wyjsc. Dzis probowalismy z Romkiem spacerowac – po 30 minutach ucieklismy do domu. Wieje tak, ze glowe odrywa. Jakies sniegi prusza, jakies sople z dachu zwisaja. Co to jest?
Troche zdjec dzis dam. Wlasnie maly spi u mnie na rekach, wiec kaleko  to wszystko sie odbywa, ale jak sie go odklada, to drzemka skraca sie do 30 minut max. Jak spi u mnie, to moze nawet i 3 godziny chrapac bez zajakniecia. Nocki juz (po chorobach) duzo lepsze. Budzi sie 3 razy, wiec jak dla mnie, to po prostu fantastyczny wynik. Wiem, moze to dziwne, ale taka ilosc snu mi obecnie wystarcza. Chyba nauczylam sie juz zycia na „niewyspaniu” i narzekac nie moge.
Wiec oto rysunki dzieciakow. Dla Ninki zostalam supermama, potrafie latac, a w oczach mam gwiazdy, a wyglada to tak:

Romka interesuja inne rzeczy, rowniez latajace. Oto jego rakieta, uwielbiam ja!

 I na koniec Emilkowy ptaszek. To juz zupelnie inna „klasa” rysowania. Taka dojrzala. Tez jeden z moich ulubionych rysunkow z tego weekendu:

No i z racji tego, ze ja malutko zdjec robie i malo corek ostatnio na blogu, umieszczam ich podobizne wykonana przez Ninke:

 A tu juz Romek, dzis o poranku, gdy podziwialismy opady sniegu polaczone z wyjsciem slonca:

 A na sam koniec moje szycie, na pierwszy rzut bluzka z dzianiny, z wykroju z burdy:

Tutaj spodnica dla mnie, widac, ze bardziej jestem myslami w lecie niz w zimie… Oj, przyda sie, przyda tego lata! Bez wykroju szyta:

No i jeszcze jedna bluzka (po ciazy nic mi w szafie fajnego nie zostalo, a poza tym biust mam w rozmiarach gigantycznych, wiec stare bluzki nie nadaja sie do noszenia. No!)

 I rekawek od innej, letniej bluzki, ktora zle na wieszaku wyglada, wiec tylko ciekawy rekaw pokaze:

Rekord

Chyba pobilam rekord w dlugosci chorowania. W niedziele bylam juz zdrowa, tydzien zapowiadal sie aktywny i bardzo mily, a w poniedzialek znow powtorka z rozrywki. W srode skapitulowalam i poszlam do lekarza po antybiotyk. Kolejny tydzien w domu. Dobrze, ze chociaz tylko ja choruje, a reszta czuje sie dobrze. Ignas ma resztki kataru, ale ogolnie jest ok.

I kilka zdjec najnowszych. Dzieciaki w kolejki sie ustawiaja do trzymania na raczkach Ignasia. Kazdy chce choc chwilke przypilnowac malucha. Ninka mowi, ze chcialaby, zeby on byl jej przytulanka, bo jest taki milutki, cieplutki, delikatniutki.

Choc wiadomo, ze najczesciej Ignas spi u mnie:

A tu juz Romek w polarku uszytym przeze mnie pewnego wolnego wieczoru. Mam juz 2 zamowienia na podobne sweterki z polarkowymi kotkami, zgadnijcie od kogo?

No i proba generalna lezaczka. Ignas w nim „tonie”, ale nawet, nawet podobalo mu sie na minut 5: