Troche zlych wiesci

O zdrowiu dzis troche bedzie. Raczej niezbyt dobre to beda wiadomosci. Byc moze wszystko dobrze sie skonczy, ale na razie jest niewesolo w temacie ciazy. Pisalam, ze mielismy usg dodatkowe – wszystko co mialo sie unormowac unormowalo sie, wiec jest ok, ale wyszly przy okazji dwa zupelnie nowe problemy. Pierwszy z nich, to wielowodzie, czyli namiar wod plodowych. Grozne dla matki bardziej niz dla dziecka, zakladajac, ze dziecko jest zdrowe, ale to mozna dopiero okreslic po porodzie. Przy okazji wyjasnila sie sprawa mojego megawielkiego brzucha, o ktorym juz pisalam wczesniej. Na tym etapie ciazy tak to wygladac nie powinno. A juz zwazywszy na fakt, ze ja malutko jem, rece i nogi mam takie jak przed ciaza, tylko ten ogromny brzuch rosnie i rosnie. Teraz juz przynajmniej wiem, ze to wody plodowe. W kazdym razie powiklanie ciazowe powazne, grozba powaznych komplikacji okoloporodowych wisi nad nami i jest calkiem realna.
No a druga sprawa to podejrzenie o cukrzyce ciazowa. Beda badania przed swietami, wyniki dopiero pewnie po swietach, czyli w sumie musze za ten temat zabrac sie jakos sama. Zawsze w cukrzycy po pierwsze jest dieta. I tu jest wielki problem, bo wlasciwie nie rozumiem nic a nic z tego co czytam na necie na temat cukrzycy. Dieta ta, to nie jak sie wydaje eliminacja jakis potraw, lub skladnikow – tak byloby najlatwiej! Mozna w zasadzie jesc wszystko (oprocz cukru), tylko, ze o dozwolonych porach, laczac ze soba tylko niektore skladniki, liczac ilosc „wymiennikow weglowodanowych” i po posilku sprawdzajac jaki sie ma poziom cukru, a dodatkowo zapisujac to wszystko w kajeciku. CZARNA MAGIA! Wlasciwie zadna informacja nie jest sprawdzona, kazdy pisze co innego, jedni banany zalecaja, inni absolutnie odradzaja, jeszcze inni polecaja 3/4 banana na dobe i tylko do 17tej… zwariowac mozna z mnogoscia i sprzecznoscia informacji. No, a na diecie trzeba byc, bo jesli nie, to komplikacje dla matki i dziecka rowniez sa bardzo powazne. Jak ktos ma ochote przezyc chwile trwogii, to polecam google i haslo: wielowodzie oraz cukrzyca ciezarnych.
A chyba najbardziej dobijajace jest to, ze oprocz obserwacji lekarskiej, na ktora tutaj nie mam co liczyc, nic sie konkretnego zrobic nie da. W Polsce polozyliby mnie do szpitala, lub zalecili czestsze usg oraz ktg potem no i mialabym jednak kontakt z lekarzem prowadzacym. Tutaj zadnego monitorujacego usg nie bedzie – jak sie cos zacznie dziac, to raczej bedzie za pozno na ratowanie ciazy i trzeba bedzie robic cesarke ratujaca zycie moje i dziecka. Lekarza tez nie zobacze – co najwyzej swoja polozna, ktora na oko zbada mi ilosc wod plodowych.
Tak wiec obiektywnie perspektywy nie sa fajne. Na razie mam przesyt tematem i nawet staram sie bagatelizowac to wszystko, myslac, ze gdyby nie dodatkowe usg nawet nie bylabym swiadoma tych dwoch problemow i pewnie oszczedzilabym sobie nerwow. I pewnie wszystko skoczyloby sie dobrze, czyli szczesliwym porodem, zdrowym dzieckiem i mna sprawna, w miare do uzytku przez kolejnych paredziesiat lat.
No nic, sa jeszcze inne tematy, ale dzis nie mam ochoty poruszac ich. Aczkolwiek sa bardzo mile.

Leniwy grudzien

Leniwy grudzien, leniwa ja. Nie moge sie zdecydowac, czy czas mi ucieka, czy sie wlecze. Brak wpisow na blogu wynika jedynie z lenistwa. Gruba jestem, mam wrazenie czasami, ze juz nigdy nie wcisne sie w te malusie bluzeczki sprzed ciazy, ze moge zapomniec o tych mikroskopijnych staniczkach i malusich majteczkach. Wszystko co na mnie pasuje w chwili obecnej jest szerokie, wielkie, gigantyczne. Z poprzedniej ciazy zostal mi plaszcz, w ktorym chodzilam do ostatnich dni – teraz (a do porodu jest okolo 60 dni) juz sie nie zapina… Co to bedzie? Co to bedzie?
Mimo to czuje sie nadzyczajnie dobrze jak na ten miesiac ciazy. Na pewno lepiej niz 8 tygodni temu. I wynika to chyba z zupelnie nienaturalnego jak dla mnie trybu zycia. Wlasciwie nie robie nic. Prawie wszystkie obowiazki domowe przejal Grzes. A ja odpoczywam, leze, siedze. Na spacery przestalam chodzic, bo czulam sie po nich zle. Jedyna forma ruchu jest dla mnie teraz basen – 2 czasem 3 razy w tygodniu. No i jem witaminy jak nigdy dotad. Mam wrazenie, ze wlasnie dzieki temu zaczelam sie czuc tak dobrze, przeszly mi wszystkie bole, skurcze i tego typu atrakcje ciazowe. Spie od 21 do rana, chociaz Romek funduje mi pobudki nocne i ciagle jeszcze przylazi do naszego lozka. Ustalamy w ciagu dnia, ze nie bedzie juz sie wkradal w nocy do nas, a i tak budze sie i widze, ze znow gdzies sie przykleil i smacznie spi z nami.
Najmlodszy jest juz calkiem duzy, czuje sie jakbym miala w brzuchu wielka osmiornice, w piatek mamy dodatkowe usg, podgladniemy go troche. Wszyscy sie go juz nie moga doczekac, jak wyglada, jaki bedzie?

 

Poza tematami ciazowymi, ktore jednak dominuja w mojej glowie grudzien idzie swym przewidywalnym tokiem – mikolaj byl, choinka jest, pierniczki jakies sie pieklo i zjadlo juz tez, w Polsce pierwszy snieg, u nas sniegu brak (dzis nawet 8 stopni na plusie), gora kartek swiatecznych wypisana, szerokiem lukiem omijam sklepy, bo do szalenstwa zakupowego nie moge, nie chce i nie potrafie sie przyzwyczaic… Wszystko po staremu.