***

Tydzien minal blyskawicznie. Grzes i dzieci wyszli na caly dzien do parku. Obiadu dzis nie robie, mam wiec mnostwo czasu, by nadrobic zaleglosci blogowe, rozrywkowe, ksiazkowo – gazetowe. Snuje sie przez caly dzien w pidzamie, popijam herbatke mietowa, skubie migdaly (to jako profilaktyka zgagowa) i delektuje cisza, o ktora obecnie, przy rozgadanym Romku bardzo trudno. Za oknami nasza (moja i Grzesia) ulubiona pora roku na Wyspach. Slonce wyszlo, jeszcze troche zoltych lisci na drzewach, niebo blekitne z dramatycznie stalowymi chmurzyskami. Juz lekka tesknota za przymrozkami i pierwszym sniegiem sie oddzywa, ale do grudniostycznia da sie z tym zyc. Potem zimowe klimaty budza frustracje w krainie wiecznej jesieni.
W minionym tygodniu Emilka wyrwala sobie kolejnego mleczaka – ma teraz w buzi mala katastrofe, dziaslami ciezko sie gryzie jablka, mieso, czy twarda skorke od chleba. Ale widac, ze juz blizej niz dalej do pieknego usmiechu jak z reklamy colgate. Ninka zarobila w szkole pierwsza uwage za gadanie. Przezywala to strasznie – wybiegla po lekcjach z placzem wielkim, nastepnego dnia nie chciala isc do szkoly, ale skonczylo sie tylko na lekkiej traumie, ktora zmniejszyla sie zupelnie po dniu wczorajszym, gdy jej nablizsza przyjaciolka Yvette zarobila 3 uwagi w ciagu dnia i Ninka rezolutnie stwierdzila, ze jedno „warning” nie znaczy jeszcze nic…
Uklad sil w domu ulega powoli destabilizacji: do wspolnych zabaw wkroczyl Roman i odkad zaczal sie skutecznie komunikowac z reszta towarzystwa zyskal punkty jako kompan i niezly sojusznik. Raz wiec bawi sie z Ninka w kroliczki, a Emilka cierpi z tego powodu, bo ja takie „dziecinne” zabawy nudza, innym razem uklada z Emilka klocki i buduje ukochane garaze, a Nina narzeka na brak towarzystwa. Czesto tez bawia sie w trojke, ale widze na ich przykladzie, ze trojkaty raczej sprzyjaja tworzeniu sie sojuszy dwuosobowych. Ciekawa to dla mnie obserwacja, a dla nich lekcja. Jesli wierzyc rachubom uklad taki (trojkowy) ma jeszcze trwac 79 dni. Do tego czasu bede zameczac caly swiat swoimi objawami ciazowymi, a dolaczyly do nich ostatnio prawdziwe ataki glodu. Jestem teraz jak niemowle: co 2 godziny musze cos zjesc. Nie jest to duzo, wystarczy kilka suszonych moreli, jogurt, jablko, ale jesli tego zabraknie, to kreci mi sie w glowie i od razu atakuje mnie zgaga. Po tym jak odkrylam, ze dramatycznie brakuje mi w organizmie zelaza i zaczelam je uzupelniac suplementami witaminowymi czuje sie wysmienicie. Jak reka odjal przeszly bole i skurcze brzucha, kregoslupa, lydek. Mam duzo wiecej sily i ochoty na zycie. Odkrylam tez (kurcze, co chwila to odkrycie!) sposob na „przezycie” tych ostatnich, ciezkich i trudnych miesiecy ciazy: dwa razy w tygodniu chodze na basen. Nie plywam za bardzo (sa przeciwwskazania), ale juz samo przebywanie w wodzie, masowanie biczami wodnymi plecow i siedzenie w jacuzzi daje wielki relaks i zastrzyk endorfin. Dzieci sa przy tym rownie zadowolone co rodzice, bo moga spedzic z nami czas na wspolnej zabawie i popisach. Nina i Romek plywaja w skrzydelkach, Emilka bez. O ile Ema nie ma najmniejszych oporow przed wyglupami w wodzie, o tyle Nina nie lubi jak jej sie naleje woda na glowe, albo twarz, wiec chroni sie okularkami do nurkowania. Roman natomiast nie zna najmniejszego starchu przed woda i skacze, nurkuje i wariuje na calego. Czasem zaluje, ze nie mozna tych zabaw nagrac na pamiatke!
Zdjec jakis rewelacyjnych z tego tygodnia nie mam. Wrzucam wiec tylko jedno. Jesli nie zapomne, to udokumentuje fotograficznie wyczyny mojego meza na karate: wrocil wczoraj do domu z podbitym (fioletowym!) okiem. I jeszcze go to cieszy… dziwni sa faceci, to taka konkluzja na koniec.

 

Jedna myśl na temat “***

  1. 😀 Dobrze,ze tylko z podbitym okiem a nie z wybitymi zebami np;) Ja mam podobne spostrzezenia na temat rozkladu sil przy trojce rodzenstwa. Zosia przewaznie sama sie bawi bo chlopacy trzymaja sie razem. Ciekawa jestem jak bedzie gdy Agatka podrosnie…

Możliwość komentowania jest wyłączona.