Halloweenowa sobota

 W pieknym jesiennym sloncu tata i dzieci zabrali sie za wycinanie lampionu dyniowego.

W tym samym czasie mama zajela sie tworzeniem slodkosci. Na zdjeciu lizaki domowej roboty (identyczne z tymi jakie serwuja w Starbucksie), na bazie marshmallows, polane czekolada w kolorowej obsypce:

 Dynia gotowa!

 Kazdy chce miec z nia pamiatkowa fotke:

A tak oto powstawala. Najpierw konieczny byl projekt. Wykonany na moim brzuchu, bo ksztaltem najbardziej przypomina dynie, chociaz w rzeczywistosci jest duzo wiekszy:

Po dyni nadszedl czas na ozdabianie czekoladowych muffinkow motywami halloweenowymi. W tym celu zabarwilismy marcepana na kolor czarny:

 Oraz pomaranczowy:

Gotowe muffinki, kazdy inny, kazdy wyjatkowy:

Cukiernicza zabawa zajela nam cale przedpoludnie:

Kazdy chcial sie pochwalic wlasnym dzielem:

Oto najstraszniejsze chyba pomysly na ciasteczka – straszydla, tutaj w wykonaniu taty, muffin, ktory wlasnie stracil oko: 


 



Po obiedzie zaczely sie przebieranki:

Nie tylko dzieci mialy zabawe:

Grzes twierdzi, ze w takiej charakteryzacji podobny jest do swojej mamy. Mysle, ze troszke przesadza:

Romek zobaczyl to zdjecie, prawie sie rozplakal i stwierdzil, ze to jest pani, a nie mama. Sila metamorfozy! Niewazne czy korzystnej, czy nie:

A tu juz rodzina Adamsow w komplecie:

Szczesliwy tatus i jego pociechy wygladaja tak: