Z biletem w jedna strone

W srode wyjezdzamy do Polski. Zostaniemy jak najdluzej sie da, czyli do konca sierpnia. Bedzie to nasza pierwsza podroz samochodem na tak dalekiej trasie. Mamy zaplanowane 2 noclegi, zeby nie zajechac siebie, ale – przede wszystkim – dzieci na amen… Mysle, ze w piatek wieczorem bedziemy juz w Krakowie. Mielismy wyjechac na Mazury, ale zmienilismy plany i cale wakacje spedzimy w gorach, w domku letniskowym tesciow. Grzesiek wroci do Sheffield do pracy i czekac na nasze paszporty. Jak tylko bedzie mozna je odebrac przyleci do nas na jakas (mam nadzieje, ze dluga) czesc wakacji.
Bedziemy medialnie odcieci od swiata. Zero internetu, moze jakies radio.
Mamy zamiar nacieszyc sie pogoda, sloncem, cieplem, wsia, rzeka, lasem, gorami, Polska. Ciesze sie, bo miejsce do ktorego jedziemy bardzo dobrze mi sie kojarzy, mam z nim zwiazane mile wspomnienia i zawsze bardzo tam odpoczywalam.
Wlasciwie powinnam nadrobic zaleglosci blogowe, bo mnostwo zmian u nas, i to bardzo waznych, ale nie mam ochoty pisac. Pewnie wroce do bloga po wakacjach. Nie nadrobie czasu, ale byc moze uda mi sie kontynuowac zapiski tutaj. W koncu to tyle lat juz!
Milych wakacji wszystkim!

Leje

Leje i leje. Budze sie rano i nie moge uwierzyc, ze znow leje. Caly czas deszcz. Czekam na wakacje, by wyjechac z tego koszmarnego miejsca. Najchetniej ucieklabym stad na zawsze.