Zlosliwy akumulator

Mowi sie o zlosliwosci rzeczy martwych. Dzisiejsza sytuacja to ksiazkowy wrecz przyklad tego jak przedmioty moga pokrzyzowac plany (lub prawie pokrzyzowac…)
Wsiadam rano do auta, a ono ani me ani be. Milczy, nie rusza, nawet swiatla awaryjne nie dzialaja. Totalne zero, zupelne nic, zadnej reakcji. Moja diagnoza jest jedna: AKUMULATOR SIE ROZLADOWAL. Sprawdzam, czy swiatel przypadkowo nie zostawilam na cala noc wlaczonych. Nie! Nic z tych rzeczy. Rozladowal sie tak po prostu, pierwszy raz w zyciu i to akurat dzisiaj. Akurat wtedy, gdy mam jechac na wakacje.
Jutro bladym switem mamy byc na lotnisku w Leeds. Zaplacony parking, a jakze. Drugie auto nie nadaje sie do jazdy (noca!), bo nie ma z przodu swiatla…
Przypuszczam, ze autobusy o tej porze tez na lotnisko nie jezdza…
Wyjsc z sytuacji bylo kilka. Uratowal nas znajomy, tata Zosi (i reszty dzieciakow), ktory przetransportuje nas na lotnisko. Jestem mu bardzo, bardzo wdzieczna za pomoc. Gdyby sie nie zgodzil, musialabym prawdopodobnie jechac jeszcze dzis w nocy (ostatnim autobusem) i czekac na jutrzejszy lot do 6 rano. Istna meka dla Emilki. Tak wiec ogromne DZIEKI!

Czwartek tez sloneczny!

Te poranne pobudki na samolot sa dramatyczne. O 3 rano (po 3 godzinach snu) ciezko wykrzesac entuzjazm. Nam, doroslym. Dzieci podekscytowane i szczesliwe. Dzis Ninka i Romek wyruszyli z tata do Wloch. Ja i Emilka musimy zostac do soboty. Emilka miala dzis bardzo wazny wystep.





Ta dziewczynka w zielonej bluzeczce to Emilka.

Naskarzyl

Romek dzis (pierwszy raz w zyciu) naskarzyl na Nine. Poszedl w ogrodku za szope, pokazal na ziemie i powiedzial: „Nina tu siku !”

Czy ktos moze mi powiedziec co sie stalo w Anglii??? Od 5 dni jest slonce. I ani jednej chmury!

Lato marcowe

W punkcikach dzis, bo zebrac mysli nie mam czasu:
1. Niespodziewanie nadeszlo na dni kilka lato. Cala dobe spedzamy poza domem. Trzeba wykorzystac to slonce nadzyczajne, niebieskie niebo i cieplo. Za kilka dni lecimy na wakacje. Jest radosnie i szczesliwie.
2. Namietnie i przykladnie cwicze codziennie joge. Jestem absolutnie zachwycona. Dlaczego nie odkrylam tego wczesniej???
3. Romek ma w domu dwojke rodzicow. Szczesciarz z niego. Gada jak najety. Buzia mu sie nie zamyka, chociaz trudno czasem dojsc o co mu chodzi. Najwieksze klopoty ze zrozumieniem maja niedomownicy.


4. Odwiedzila nas dzis Agnieszka z niespelna trzy tygodniowa coreczka Iza. Obie niezwykle fotogeniczne kobiety tutaj:


5. Duzo ostatnio robie portretow. Fotografuje znajomych glownie. Zaglebiam tajniki portretowania. Duzo sie ucze. O swietle, o pracy z modelem. Wieczorem pracuje nad rezultatami sesji.
6. Romek bal sie swinki morskiej tak:


7. Nastepny wpis (byc moze) po wyjezdzie.

Zle wiadomosci?

Gdybym pisala tego posta wczoraj nie byloby znaku zapytania przy tytule. A dzis jest, bo pewna juz nie jestem, czy to, co sie nam przytrafilo wczoraj jest jednoznacznie negatywnym wydarzeniem…
Grzesiek stracil prace wczoraj. Z dnia na dzien zostalismy praktycznie bez srodkow do zycia, z trojka dzieciakow na utrzymaniu, na emigracji, z wielkim kredytem na dom i wielka rata miesieczna. Nic tylko zalamac rece. I rzeczywiscie, w pierwszej chwili czuje sie ogromny stres, bo pieniadze, w swiecie, w ktorym za wszystko – procz oddychania – sie placi sa czyms, co daje podstawowe poczucie bezpieczenstwa.
Ale ja nie lubie sie plawic we wlasnym nieszczesciu. Nie chce stawiac ani siebie, ani nikogo z mych bliskich w roli ofiary. Po pierwszym szoku przychodzi czas na refleksje. Ze po pierwsze, tragicznie jednak nie jest. Po drugie, taki kopniak w dupe od zycia hartuje i dodaje sily na przyszlosc. Koniec jest poczatkiem. A po burzy wychodzi slonce (moze nie koniecznie tutaj, ale sa miejsca na swiecie, gdzie jest to teza prawdziwa…)
Wczoraj po obiedzie wyszlismy do parku na rower. Wszyscy. Czuje sie jakbysmy odzyskali Grzeska dla naszej rodziny – do tej pory byl ojcem i mezem po 18tej i w weekendy. Pozostaly czas mijal mu na byciu niewolnikiem biura architektonicznego. Moze to wlasciwy czas by sie wyzwolic?

Zdjecia prawdziwe


Klisze odebralam, troche zdjec z zaleglego czasu. Pierwsze 3 z mych wiosennych, zamglonych porankow z Romanem. Na kolejnym Nina czyta. A potem seria z trawiastego weekendu, gdy sie bawilismy kosiarka i grabiami. Na ostatnim moj i corek spacer rowerowy (one jechaly, a ja bieglam).




div>

Origami i inne odkrycia wiosenne

Jest slonecznie, cieplo, prawie, prawie zielono. Czuje chec na zmiany i nowosci. I troche ich juz jest. Wiec zaczynajac od dzieci: nowa moda i nowy szal zapanowal u nas w domu. Na zyczenie Emilki kupilam na amazonie ksiazke do origami. Dokupilam tez do tego blok kolorowy i skladamy papierowe zwierzatka, domki, pudeleczka i inne cuda calymi dniami. Jest to fantastyczna zabawa, polecam kazdemu, wyksztalca sprawnosc ruchowa malych raczek, nauke koncentracji i czytania instrukcji origami. A po skladaniu zostaje jeszcze mnostwo nowych papierowych zabawek, ktore tworza domowe zoo, domowa farme lub inny domowy zwierzyniec.

U mnie tez wielka zmiana i mega wielkie odkrycie. Tak wiec kochani, po wielu latach chodzenia obok, przymierzania sie do oraz obiecywania, ze kiedys jak bede miec wiecej czasu to sie tym zajme, w koncu odkrylam joge! Cwicze dopiero 3 dni, ale juz wiem, ze jest to cos dla mnie, cos czego od tylu lat mi brakowalo w zyciu, forma ruchu fizycznego, filozofia zyciowa i droga samorozwoju. Jestem pod wielkim wrazeniem efektow odczuwalnych juz po pierwszym treningu! Cialo staje sie przyjacielem, kazda komorka jest dotleniona, wypoczeta. A ja sie czuje pelna energi i zapalu do zycia. Konczac trening medytacja juz nie moge sie doczekac kolejnego! Wspaniala rzecz i rowniez godna polecenia doslownie kazdemu! Ja, juz po tych kilku dniach cwiczen wiem, ze znalazlam w zyciu cos rownie waznego jak fotografia i psychologia, czuje, ze wlasnie odkrylam kolejna wielka pasje, ktora mnie pochlonela bez reszty.

Sen

Poniewaz przez ostatnich kilka lat zrzedzilam, ze jestem niewyspana, wiec teraz dla odmiany pochwale sie, ze wyspalam sie dzis za wszystkie czasy. Zamknelam oczy o 20:30 i obudzilam sie o 7 rano. To sie nazywa odpoczynek!

Szczescie (czyli 2 dni slonca!)





Troche wstecz pisze, ale byla tak fantastyczna niedziela, ze szkoda by bylo nie uwiecznic jej na blogu. Nie dosc, ze cieplo, to jeszcze slonecznie. Ogarnal mnie ogrom szczescia. Caly dzien spedzilismy na ogrodzie, trawe cielismy, bawilismy sie, grillowalismy, skakalismy na trampolinie. Wspanialy dzien, wiecej takich poprosze!