Anomalia

No takie anomalia pogodowe to ja bardzo poprosze czesciej. Od 2 dni nie widzialam chmur, od 2 dni nie czulam deszczu, od 2 dni swieci slonce non stop i mamy cieplutkie 26 stopni. Anglia zwariowala, parki pelne porozbieranych do bielizny dziewczyn (swoja droga: czy mozna sie teraz jeszcze opalic?), radiowo – telewizyjnym newsem numer jeden jest „another amazing, sunny, dry day!”
Pieknie!

Lwie paszczki

Odwoluje tamten ostatni dzien lata. Dzis byl kolejny ostatni dzien lata – 23 stopnie i niebo bezchmurne. Nastroilo mnie to do wspominkow lat dzieciecych. Lwimi paszczkami tak sie bawilam kiedys i dzis:

Photobucket

Buntownik i gentelman

Buntownik i gentelman w jednym – o Romanie mowa. Po swojemu chce wszystko, na przekor w niemalze kazdej sytuacji. Ubranie butow, zmiana pieluchy, wytarcie nosa – wlasciwie o kazda rzecz trzeba „walczyc” lub sprytem i sposobem „namawiac”. 18 miesiecy to czas ciezki, glownie dla rodzicow, bo jemu, jak widze, krzywda sie zadna nie dzieje 🙂
Z drogiej strony rozbrajajaco grzeczny, chce sluzyc, byc potrzebny – przynosi pantofle, chowa buty do szafy, wyrzuca smietki do kosza, a nawet pelni funkcje glownego spluczkowego w domu. Biegnie do toalety i zanim zdarzysz czlowieku dokonczyc co zaczales Roman juz chwyta za spluczke i szszsz, woda leci…

I po wystepie

Wczoraj Grzes, dzis ja, ogladalismy wystep naszych dziewczyn. Pamiatkowe zdjecia mam. Tutaj przed City Hall, te dwie malutkie kropeczki na schodach to one:

A tutaj z wystepu:

Emi i Ninka byly podekscytowane calym wydarzeniem. Rodzicow nie wpuszczali za scene, wiec musialy wykazac sie nielada samodzielnoscia i odwaga. Starsze tancerki pomagaly im przy wkladaniu kostiumow, czesaniu sie i odnalezieniu w tym wszystkim.

Dzieciaki zebraly mnostwo oklaskow. Maluszki byly na scenie bardzo rozczulajace i rozbrajajace.

Do domu wrocily zmeczone, chociaz w aucie buzie im sie nie zamykaly i jedna przez druga opowiadaly mi szczegoly wieczoru.

2 akcenty mile

Ninka jest jedna z najstarszych dziewczynek w przedszkolu. Doszlo duzo nowych maluchow. Od kilku dni mloda wspomina o nowej kolezance, ktora jest co prawda fajna, ale nic nie rozumie, gdy Ninka do niej mowi. Tlumacze wiec, ze dziewczynka nauczy sie niedlugo mowic po angielsku i beda mogly sobie porozmawiac. Jakiez bylo nasze zdziwienie dzisiaj rano, gdy okazalo sie, ze owa kolezanka rozmawia ze swoim tata po polsku! Usmialismy sie z tej calej kuriozalnej sytuacji, wyobrazajac sobie nasza Ninke, ktora probuje nawiazac kontakt z innym polskim dzieckiem po angielsku 🙂

A przy okazji, jeszcze jeden mocny i jakze optymistyczny akcent polski. Otoz, tuz pod naszym domem, moze 5 minut spacerkiem, wybudowano wielki sklep. Bedac tam dzis na zakupach przypadkiem natrafilam na wielka lodowke pelna polskich produktow: bialych serow 2 rodzaje, polska maslanka, kefir, maslo, smietana, poledwiczki, parowki i chyba z 6 rodzajow kielbas, kiszone ogorki i kapusta, jogurty, boczek no slowem wszystko lacznie z pierogami z miesem. No raj po prostu! Do polskiego sklepu zawsze mi bylo nie po drodze i bardzo zadko cos w nim kupowalam zadowalajac sie angielskimi zastepnikami w kuchni – jak pierogi ruskie, to z… feta, jak sernik, to z… philadelphi, jak smietana, to creme fraiche itp. Koniec z tym juz. Teraz na kazde zawolanie mam pod nosem polskie smakolyki, ktorych tak bardzo brak na emigracji. Jeszcze tylko niech mi tu sobotnia Wyborcza dostarcza, to bedzie full wypas.

A night at the movies

Jutro i pojutrze dziewczynki maja swoj pierwszy wystep na scenie, w City Hall. Pisalam juz, ze chodza na lekcje tanca „street dance” i przygotowuja sie do wystepu. Byly proby, mierzenie kostiumow i proba generalna w teatrze. Jutro prawdziwy wystep. Sa w najmlodszej grupie, po nich jest jeszcze kilka grup starszych wiekowo. Bylam kilka razy na probach i bardzo zaluje, ze wlasciciel szkoly nie pozwala robic zdjec, ani filmikow, bo z checia utrwalilabym te tance. Na wystepie tez nie wolno robic fot, ale mam taka chec miec to jednak w albumie rodzinnym, ze chyba pokusze sie o zlamanie zakazu – moze gdzies spod kurtki zrobie chociazby komorka pamiatkowa klatke, dwie…
Jak sie uda, to sie to tu pojawi.

A dzis leje i leje. Podstawowa zasada dla wszystkich emigrantow w UK powinna brzmiec: „sprawdzaj codziennie rano pogode na bbc”. A pochodna od tej zasady powinna byc taka: „nie sprawdzaj nigdy pogody na jutro, bo male sa szanse, ze sie spelni”.
Dzis rano (przekonana o tym, ze przez caly tydzien lalo nie bedzie – taka byla prognoza tygodniowa na bbc) wyekwipowalam sie na zdjecia. Dwa aparaty, dwa obiektywy, wozek dla Romka, jedzenie, picie, pieluchy. Wyszlam z domu… i jak sie mozna domyslic… zaczelo lac. Nie pozostalo mi nic innego jak nadzieja, ze to tylko przelotne (plonna nadzieja) i wybranie sie na playgrupe z mlodym, a potem na zakupy. Z ciezka torba na ramieniu, bo moze jednak ustapi? (nic nie ustepuje)

No nic, zdjecia z wczoraj, tata i dzieciaki w trakcie rysowania:


Zdjecia z kliszy

Na sobote czekalam z kalendarzem w reku. Z dwoch powodow. Wizyty u fryzjera oraz terminu w punkcie fotograficznym. Miesiac temu kupilam sobie 40 letni aparat mamiya. Zapragnelam (wiedziona przykladem innych) poeksperymentowac z fotografia analogowa. Mam jeszcze analogowa (swoja pierwsza w zyciu) lustrzanke, ale chcialam aparat duzo prostszy, duzo starszy i nie dajacy tak wspanialych, perfekcyjnych, doskonale ostrych i kolorowych zdjec. Przy okazji przegladnelam stare pudlo z kliszami i znalazlam jeden film – niespodzianke. Niewywolany i zupelnie zapomniany. Wyobrazacie sobie jaka byla moja ciekawosc zdjec z tego wlasnie filmu! Troszke sie zawiodlam, bo fotki byly sprzed 6 lat, z Polski jeszcze i przedstawialy malenka Emilke (2 miesieczna chyba). Nuuuuda nie z tej ziemi. Jest moze z 5 przyzwoitych fotek.
Dalam tez do wywolania pierwszy film z mamiyi… i och jak strasznie mi sie podoba! Ponizej moje ulubione fotki, w duzo gorszej jakosci niz w rzeczywistosci, bo skaner mam podly, ale to nie szkodzi, zdjecia (w tej jakosci tez) podobaja mi sie szalenie. W dobie doskonalosci i cyfrowosci jest to dla mnie fascynujaca przygoda. I to czekanie na efekt – niesamowite. Mimo oczywistej najwiekszej wady tego typu fotografi (cena!) bede raz na jakis czas robic zdjecia na analogu.
A i jeszcze jedno mi sie podoba – wszystko trzeba nastawiac recznie.

Ostatni dzien lata

Dzis pogodowo bylo jak w lecie. Slonce i niebo bez ani jednej chmurki. Swietowalismy wiec ostatni dzien lata. Na drzewach jeszcze zielone liscie, ale lada chwila zaczna sie zolcic i spadac. Wtedy trzeba robic zdjecia, bo pieknie jest. Ninka nie byla dzis w przedszkolu, wiec wrocilismy po playgrupie do domu i juz do wieczora w ogrodzie sie bawilismy. Dziewczyny sa takie radosne i szczesliwe. Powrot do rutyny przyjely ze spokojem.

A to portret Zlomka autorstwa Ninki: