Muzeum

Siedzimy w ogrodzie, popijamy herbate, jemy domowe drozdzowki serowe. Dziewczynki bawia sie „w muzeum”. Ninka jest kustoszem. Podchodzi do nas, wskazuje palcem i mowi do Emilki:
-A tak dawno temu wygladali ludzie.

Reinkarnacja?

Ninka daje mi swoj pierscionek:
-Masz, mozesz go nosic.
-Ale zobacz, on jest na mnie za maly…
-To mozesz go nosic, jak bedziesz mala.
-Ninko, ja juz nie bede mala. Ja juz bylam mala.
-Bedziesz! Jak bedziesz NASTEPNYM razem, to bedziesz najpierw mala.

A Emi dodala grobowym glosem:
-Nina, nie bedzie nastepnego razu!

Szklo

Mielismy dzis dzien pod tytulem „dobrze, ze nic sie nie stalo”. A moglo byc bardzo zle…

To taki dzien, gdy czlowiek sie cieszy, ze oko dziecka nie bylo w danej chwili o centymetr w prawo, lub o centymetr w lewo… bo by tego oka juz nie bylo. No, ale jest, wiec „dobrze, ze nic sie nie stalo”. Roman zrzucil dzis na siebie wielkie lustro scienne, ktore mu sie zatrzymalo (i rozbilo) na glowie. Jedyna pamiatka po tym zdarzeniu jest zdarty naskorek na nosie, pomiedzy oczami. Wszystko trwalo ulamek sekundy. A niepokoj i nerwy sa wlasciwie do teraz. Lustro nie odpadlo ze sciany, on je po prostu sciagnal – lekko podniosl, a potem uposcil na siebie. Kaskader maly juz do konca dnia wygladal mniej wiecej tak:

U najstarszej naszej tez raczej zle. Od kilku dni wiadomo, ze jej najblizsza przyjaciolka szkolna (Sulafah Alsulami)) wyjezdza na stale do Londynu. Emisia nie moze sie z tym pogodzic… rozpacza, placze i jest zupelnie przybita ta sytuacja. Bardzo jest mi jej zal i wspolczuje jej z calego serca; tak niedawno pisalam, ze nareszcie uwielbia szkole, ze ma pierwsza prawdziwa przyjaciolke, taka osobe, z ktora „nadaje na tych samych falach”, a tu prosze, taka okropna niespodzianka… Znowu ktos bliski jej wyjezdza. Narazie jestesmy na etapie zegnania sie z przyjaciolka – dziewczynki daja sobie prezenty pozegnalne, pisza listy i rysuja laurki pelne serduszek i „I love you”. Smutno, zle, szkoda…

Nie tylko Roman ruszyl…

Nie tylko Romek ruszyl, inne rzeczy tez. Emilce ida nowe zeby! Juz od kilku dni narzeka, ze jej sie ruszaja i ze sie pokrzywily jedynki. Doczekac sie biedaczka nie mogla, bo jako ostatnie dziecko w klasie swieci usmiechem z mleczakow. Moje tlumaczenia, ze to dobrze, ze znaczy, ze ma mocne zeby i ze nowe tez beda mocne zdaly sie na niewiele. Maja byc duze zeby i juz. Tak wiec doczekala sie i ona i za kilka dni pokaze zdjecie Emilki ze szczerbatym usmiechem. Narazie jest wobbly tooth. A ja mam w domu nie jedno, a dwojke zabkujacych dzieciakow.

Grzes maly na zdjeciach


Duzy Grzes wzial dzieci do muzeum i gdzies na swieze powietrze. Jestem wiec sama. Robie inne rzeczy, ale chwilke tu zagoszcze, bo jak wroca, to czasu juz na pewno nie bede miec. Tak wiec kilka zdjec archiwalnych z Grzeskowego albumu na poczatek.
U najmlodszych duzo nowosci. Po pierwsze duuuzy skok w samodzielnosc i to u kazdego z dzieci. Emilka po raz pierwszy w zyciu uwielbia szkole. Jest to spowodowane relacja jaka nawiazala z nowa dziewczynka ze swojej klasy. Selafa (musze dopytac jak sie pisze to imie, ale na pewno nie tak jak ja to zrobilam…) to najserdeczniejsza przyjaciolka Emi. Samodzielnosc widac nie tylko w budowaniu wiezi z rowiesnikami, ale tez w tak prozaicznych czynnosciach jak… zapinanie pasow w aucie, albo nakladanie i zdejmowanie kolczykow, czesanie sobie samej kucykow, pomaganie przy nakrywaniu do stolu.
Nina bardzo lubi chodzic do przedszkola. Po feriach narzekala i marudzila, ze nie chce tam isc, ale juz po pierwszym dniu zmienila front o 180 stopni i teraz przedszkole jest super. Mysle, ze oprocz swietnych przedszkolanek i sympatycznych dzieciakow Nince jest tam calkiem fajnie, bo po prostu zaczyna rozmawiac po angielsku i rozumie juz bardzo duzo. Wiem to, bo czasem uda mi sie podsluchac jak dziewczynki bawia sie ze soba i gadaja po angielsku. Jestem mocno zakoczona zasobem slownictwa Ninkowego.
Romek wspina sie na krzesla i stoly. Uwielbia samodzienie wyrzucac smieci do kosza. W sklepie oprocz tego, ze mi bardzo przeszkadza (ale to tak bardzo, ze sobie nawet trudno wyobrazic jego mozliwosci i akcje; zapewniam: nie widzieliscie takiego „numeru” na zywo… no chyba, ze bylam to ja z Romkiem), wiec oprocz tego, ze daje tak bardzo w kosc, to potrafi tez wykazywac wielkie checi, by pomoc. Laduje ze mna na tasme towary, a potem wklada do reklamowek i rzuca nimi do wozka.
No i ogolnie rwie sie do samodzielnosci: je zupelnie sam lyzeczka albo widelcem! Pije z takich samych kubkow jak my. Myje sam zeby (ma ich raptem 6). Probuje tez samodzielnie chodzic, popisuje sie kilkoma kroczkami dziennie, ale raczej jest malo chetny i ciezko go namowic na cwiczenie.
Dziewczynki powoli wciagaja malego do wspolnych zabaw. Jest to najczesciej poranne raczkowanie i gonitwy, troche zabaw ogrodkowych (chociaz czerwiec mamy piekny: 13 stopni, wiatr i deszcze co godzine…), wspolne wyglupy, robienie min, jakies straszenie, klaskanie, klocki czasami.
Z wakacji nici. Zajelismy sie paszportami w polowie maja, dokumenty beda gotowe we wrzesniu. Zalamka. 4 miesiace oczekiwania. Nie lecimy wiec na slub Beaty i Artka. Szkoda wielka, bo sa to osoby nam najblizsze i jakos trudno jest mi sobie wyobrazic, ze nas na tej uroczystosci nie bedzie… Grzes i Emilka poleca sami, ja i reszta zostaniemy tutaj. Jakos brak letniego wyjazdu do Polski przebolalam juz, ale nadal mi przykro z powodu tego slubu. Bedziemy sie odwolywac w Manchesterze, moze potraktuja nasza sytuacje wyjatkowo, chociaz sadze, ze szanse sa niewiekie.

Starocie


Skanuje zdjecia sprzed… 30 lat. Gina na papierze, blekna. Najgorzej jest z tymi kolorowymi – juz ich prawie nie ma. Te u gory to ja do 3 roku zycia. Jedno zdjecie znad morza jest juz z Krzysiem, musze wiec miec lat 4. W sniegu – to Zakopane, z golebiami – krakowski rynek, przy rzeczce – nad Raba. A ten odlotowy woz to nie porsche… to skoda!
Dodam kiedys jeszcze Grzeska fotki. Sa w duzo lepszym stanie niz moje. Pewnie dlatego, ze te z mojego dziecinstwa wywolywal tata, w lazienkowej ciemni. Nie ma go na zdjeciach, bo stoi po drugiej stronie obiektywu 🙂