Rainbow ice-cream

Emi bedzie miec lodziarnie. Gdy dorosnie zamierza w ten sposob zarabiac na zycie. W weekendy chce byc piosenkarka, a nie w sezonie (zima) chce rysowac domy i baseny (jak tata). Interesem jej zycia ma byc lodziarnia Rainbow Ice Cream – jest juz caly biznesplan i strategia marketingowa, ba, sa nawet juz uszyte (narazie z papieru) kostiumy dla pracownikow! Narazie trwa badanie rynku i konkurencji: dzis bylismy na lodach w maku.

Pogoda mglista, ciepla i „ciemna”: Ninka co chwile pyta, czy to juz noc? Wybralam sie dzis z dziewczynami na basen, a tata zostal sam z Romkiem; panowie pojechali do lasu na spacer. Fajnie bylo z corkami, Emi tryska energia, odwaga, zyciem! Plywa, nurkuje, szaleje. Ninka z dystansem podchodzi do wody (troche jak kot…) Trzesie sie z zimna, oczy ja pieka i dopiero okularki do nurkowania pomogly i smialo skakala w falach. Woda to narazie nie jej zywiol. Moze za malo chodzilam z nia na basen, gdy byla malutka?

6 lat temu…

…zostalam matka.

Urodziny Emilki sa wiec dla mnie wyjatkowe podwojnie; ze wzgledu na nia i ze wzgledu na siebie. Ogladalismy wczoraj z Grzesiem zdjecia z porodu i filmik z pierwszego dnia zycia Emi. Wydaje sie, ze bylo to wieki temu, ze bylo to w jakims innym zyciu, jakas Dorota, jakis Grzesiek, jakis noworodek. Od tamtych wydarzen dziela nas miliony lat swietlnych. I tylko naszla mnie dzis taka refleksje, ze odkad mam dzieci nie potrafie zdefiniowac pojec „tylko” i „az” w odniesieniu do czasu. Czy minelo tylko 6 lat, czy az 6 lat?

A wracajac do dnia dzisiejszego. Emilce nie spodobal sie prezent od nas. Kupilismy jej przesliczna sukienke balowa i bylam pewna, ze sie ucieszy, bo lubi sie stroic, przebierac, malowac, podkradac mi kosmetyki i wszelkie swiecidelka. A jednak, gdy odpakowala pudelko zauwazylam rozczarowanie w jej oczach. Chyba wolalaby jakas zabawke.
Zeby spedzic ten dzien inaczej niz poprzednie wybralismy sie na kregle. Zabawa byla swietna, aczkolwiek Emi wyszla troche nie w sosie, bo 2 tury gry wygrala Nina.

Swieta, swieta…

… a wcale ich nie poczulam 🙁
Moze troche dzis dluzej pospalam, troche odmiennych smakow bylo (makowiec, kapusta), ale wlasciwie swieta tutaj, na obczyznie, to zawsze wydaja mi sie takie troche „na sile”. Boze Narodzenie to taki okres, ze chce sie spotkac z rodzina (jaka by ona nie byla…). Wiec za rok lecimy do Polski.

Wigilia

Tegoroczna Wigilia uplynela zdecydowanie pod znakiem prezentow. Dziewczyny zlekcewazyly wigilijny stol, zjadly po lyzce barszczu i gardzac cala reszta popedzily do prezentow. Poddaje to w watpliwosc przyszloroczna Wigilie z prezentami – powaznie rozwazam swieta bez podarunkow (albo z podarunkami rano 24 lub rano 25 grudnia). Dlaczego? Bo Swieta, cala atmosfera bycia razem, cieszenia sie SOBA, cieszenia sie wspolnym posilkiem, degustowaniem potraw, spiewaniem kolend sprowadza sie do szybkiego zjedzenia swojej porcji i pognania do choinki. Nie podoba mi sie to. Nie chce, zeby swieta tak u nas wygladaly…

Oczywiscie, zeby nie bylo, ze sie starzeje i narzekam: fajnie bylo, dzieciaki cieszyly sie bardzo, bo dostaly od nas i od babci paczki i wszystko super, ale… prezenty staly sie kwintesencja swiat. A chyba nie o to chodzi. Nawet w rodzinie ateistycznej nie o to chodzi…

Na dzien przed swietami…

…Romek zaczal wstawac. Od rana do nocy cwiczy pompki, a gdy trafi na cokolwiek, na czym mozna sie do gory podciagnac wykorzystuje okazje i staje.

Pachnie u nas kapusta z grzybami, pierniczkami (nie zlicze, ktora to juz tura przed swietami; wszystkie poprzednie znikaly w okamgnieniu, ta – mam nadzieje – zachowac do Wigilii), pachnie tez makowcem! Pierwszy raz w zyciu pieklam to cudo i normalnie pekam z dumy, bo jest piekny i… smaczny (probowalam tylko kawaleczek… no moze dwa kawaleczki). Prezenty kupione, jutro pakujemy. Dzieci troche zagubione w tym wszystkim. Mam dla nich mniej czasu, choc staram sie i dwoje i troje, by im cos zorganizowac, zabawic je jakos, ale to wszystko jest „przy okazji” pieczenia, gotowania, kupowania, sprzatania. I taka refleksja mnie nachodzi, ze te wszystkie wigilie firmowe, lunche i party, to troche nie na miejscu i nie w odpowiednim czasie. Gdy przydalaby sie pomoc meska (no chocby okna pomyc, dziecmi sie zajac, cokolwiek), to firma organizuje calodniowe spotkania. Wiec zostaje ja jedna z calym obowiazkiem organizacji swiat i z mnostwem pracy. Nie jest to sprawiedliwe. No nic, jutro juz Grzes ma wolne do konca roku 🙂
Wykorzystamy to!

Watpliwosci

Pojawily sie pewne watpliwosci dotyczace Mikolaja. Wrozy to – byc moze – ostatnie swieta pelne wiary w Mikolaja. Zglaszane przez Emilke niejasnosci pojawiaja sie w kilku punktach.
Po pierwsze: dlaczego Mikolaj przychodzi do angielskich dzieci 25 grudnia, a do nas 6?
Po drugie: dlaczego Mikolaj, ktorego Emi spotkala nie mowil po polsku? Jak wiec zrozumial list napisany do niego po polsku?
I po trzecie: skoro wchodzi kominem (a wszedzie pokazuja, ze wlasnie tak sie dostaje do domow), to ktoredy wszedl do nas, skoro mamy komin(ek) zamurowany?
…i ja sie mam z tego tlumaczyc i wymyslac pokretne odpowiedzi…

Co by tu kupic Romkowi pod choinke? Glowimy sie juz jakis czas, bo syn nasz najbardziej kocha zabawki nietypowe: kable, gniazdka elektryczne, odkurzacz i pralke (hipnotyzuje sie na kilka minut wpatrujac w wirujace ubrania).
Coraz sprawniej i szybciej raczkuje po calym domu i tylko bramki zamontowane przed schodami hamuja przed wspinaczka w gore lub zjazdem w dol.
Jest nieprawdopodobnie zarloczny, czego zreszta zupelnie po nim nie widac. Ostatnio bardzo go smieszy karmienie swym jedzeniem karmiacego, czyli najczesciej mnie.
Zaczely sie ferie; ostatni tydzien szkoly, to codzienne imprezy: kiermasz, lunch swiateczny, jaselka. Emi przyniosla kartki swiateczne od wszystkich kolegow i kolezanek z klasy. Bardzo mi sie ten zwyczaj podoba.
Babcia Marysia przyslala dziewczynkom paczke swiateczna – byly w niej lalki do wycinania wraz z ubrankami papierowymi. Emi i Ninka calymi dniami bawia sie w przebieranie papierowych laleczek. Inna, ukochana zabawa (ale tylko Ninki) jest udawanie „kotka komandosa”. Od rana do wieczora Nina przemienia sie w walecznego kota i chce by tak sie do niej zwracac (per kotku komandosie). Poza tym non stop gada. Przebic sie nam przez ten slowotok ciezko. Emi sie denerwuje, ze Nina jej przerywa, wchodzi w slowo, przekrzykuje. My czekamy godzin wieczornych, by posluchac ciszy. Oprocz ciaglego gadania (i pytania o wszystko) Ninka intensywnie „uczy sie” angielskiego. Pyta sie nas o slowka i udaje, ze mowi po angielsku. Musze przyznac, ze calkiem fajnie jej to wychodzi i ze potrafi zapamietac sporo zwrotow, nazw, tekstow piosenek. Wzmozone zainteresowanie skuteczna komunikacja, to pewnie jej reakcja na zblizajacy sie styczen i przedszkolny start. Bedzie chodzila w poniedzialki i srody na przedpoludniowe sesje. Widac, ze troche sie tym faktem stresuje, ale staramy sie ja raczej nastawiac pozytywnie, niz utwierdzac w watpliwosciach i obawach. Naswietlamy jej mile strony chodzenia do przedszkola („wlasne” kolezanki, panie przedszkolanki, zabawy…) i jestesmy obydwoje z Grzesiem przekonani, ze to jest ten wlasciwy moment na odrobine niezaleznosci, na samodzielnosc i oddzielenie od mamy na tych kilka godzin tygodniowo. Ninka zaczela sie w domu po prostu nudzic i nawet wyjscia na playgrupy nie zastapia jej kontaktu z rowiesnikami i odpowiedniego rozwoju socjalnego. Tak wiec czas by wyjsc w swiat malutkimi kroczkami nastapil 🙂

Cukierki i ewolucja

Romek dokonal wczoraj odkrycia. Miedzy sciana a podloga jest mala szczelina. A w szczelinie tej cukierki! Wysypala sie Nince cala paczka mini smarties i sprzatajac nie zauwazylam, ze zawieruszylo sie kilka sztuk w kacie. Romek za to zauwazyl i swymi maluskimi jak szczypeczki paluszkami wygrzebal sobie cukierka. Spryciarz! Dzis rano polozony na podlodze w salonie pierwsze swe „kroki” („raczki?”) skierowal w strone kata z cukierkami!

Od kilku dni ogladamy bajke z mojego dziecinstwa pod tytulem: „Bylo sobie zycie” i „Byla sobie ziemia”. Emilka jest nia po prostu zachwycona! Czerwone krwinki, leukocyty, neurony – to jest to. Jest tez odcinek w skrocie informujacy jak powstalo zycie na ziemi. Pod wplywem tego serialu, dzis rano Emi narysowala taki oto rysunek pokazujacy, ze najpierw byly bakterie, potem stworzenia wodne, potem dinozaury, ktore chodzily po ladzie, nastepnie takie, ktore wstaly na 2 lapy i wtedy… byl wielki wybuch. Pozostaly po nich tylko kosci. A pozniej to juz ewolucyjne wiadomosci z pierwszej klasy: malpa, a z niej czlowiek.

Ciekawosc dotyczaca nie tylko czubka wlasnego nosa, ale swiata jako takiego i ludzi coraz czesciej budzi sie w naszej najstarszej corce. Padaja pytania (bardzo powazne) o smierc, o przemijanie, o to „skad jestesmy i dokad zmierzamy” i chyba najbardziej ogolne z nich „dlaczego?”. Odpowiadac na nie nie jest latwo, bo czesto odpowiedzi nie znajduje sie przeciez samemu nigdy.