Bialo

Jak ten czas bez internetu sie dluzy… Siec to jednak ogromne okno na swiat. Gdy go zabraknie musza wystarczyc takie okna:

Ale poza internetem zycie biegnie swoim tempem, czasem tak zawrotnym jak w ciagu ostatniego tygodnia, gdy to nasz najmlodszy maluch dokonal kilku waznych rzeczy. Przede wszystkim zaczal sam siadac. Potrafi z lezenia na brzuchu podniesc sie do pozycji „do raczkowania”, a potem cofajac do tylu usiasc. Pieeekna sprawa! Uwielbiam na to patrzec. Zaczal tez pelzac do tylu i co chwila musze go ratowac z opresji wyjmujc go spod komody, spod szafy, spod lozka. Leki separacyjne znacznie mu oslably (co nie znaczy, ze zniknely calkowicie, ale to juz chyba nigdy nie zanika…). No i sprawa wazna: jedzenie. Romek sam je. Uwielbia gdy cos ma przerzuc i gdy moze sam to sobie z talerza wziac do reki i wsadzic do buzi. Wiec tak wlasnie jada obiady: ma pokrojone miesko, pokrojone ugotowane warzywa, rozdrobniony makaron itp rzeczy polozone przed soba na tacce i je SAM. Widze, ze najbardziej mu sie to podoba i ze on chce w ten sposob jesc, wiec mu na sile nie wmuszam lyzki i karmienia papkami. Skoro woli jesc takie kawaleczki i skoro woli jesc sam, to tylko moge sie z tej samodzielnosci cieszyc i jej dopingowac. Zauwazylam tez, ze coraz lepiej radzi sobie z jedzeniem banana, chleba, jablka – nie krztusi sie i nie dlawi, bo „nauczyl” sie ile moze pchac do buzi i wie, ze nie mozna chomikowac jedzenia w policzkach, bo potem nie da sie tego przelknac. Jednym slowem: zuch!

A propos chleba: w naszym domy pojawil sie chleb polski. Taki wspanialy, pszenno-zytni, na zakwasie, taki jak sie je w Polsce. Kupilam maszyne do chleba, ktora wyrabia mi ciasto, a ja je potem jedynie przekladam do piekarnika i mam takie wspaniale, pachnace, chrupkie bochenki:

Poza tym, u nas zima. Piekna, wspaniala, biala. Grzes zartuje, ze spacjalnie dla nas Anglia zaczyna sie zmieniac i nawet pogoda upodabnia sie do tej idealnej, z czterema porami roku.

Co u dziewczyn?

Emilka nie moze sie doczekac swietego mikolaja, choinki (prezentow pod nia) i swoich urodzin. W oknie czeka list do swietego mikolaja. Najpierw mialy byc sukienki ksiezniczek (konsumeryzm na piatke, bo chciala az 3 kreacje!), ale potem zmienila zdanie i jednak chce laptopa z ksiezniczkami. Ninka chciala kotka, ktory mialczy, ale teraz chce rakiete. Mama tez ma marzenia, ale sa nierealne, wiec nic do nikogo nie pisze. Mama chcialaby przespac choc jedna noc bez pobudki, ale to raczej nie mozliwe, co najwyzej moze pospac (w opcji wypasionej) 3 godziny z rzedu.

O REM pomarze wiec jeszcze troche… na jawie.

Ninka jest juz gotowa na przedszkole. Zrobila sie fantastycznie odwazna, towarzyska, otwarta i asertywna. Nie boi sie innych dzieci, nie pesza jej wrzaski, krzyki i inne tego typu zachowania jej rowiesnikow. Fajnie bawi sie w grupach, nawet calkiem duzych i nawet proboje lapac kontakt z dziecmi angielskimi… udajac, ze mowi po angielsku. Wymysla swoje slowa, ktore brzmia z angielska. Smieszne to. No i jest bardzo zabawna na co dzien. Nie mam talentu ani pamieci do spisywania tych jej powiedzonek, a szkoda, bo mogla by powstac z tego fajna kronika. Na przyklad ostatnio przyszla do mnie do lazienki, cala oblepiona na buzi cukrem i mowi „mamo, ja wcale nie jadlam cukru”, na co ja podaje jej lusterko i pytam sie „co to jest?”, a ona do mnie, ze „zapomnieliscie schowac cukier!”. Wiec prosze, by umyla zeby, a ona calkiem powaznie: „czy cukier jest brudny?”. No i tego typu historyjki. Bo chyba o windzie juz wspominalam? Jesli nie, to krotko: prosze Ninke w sklepie, by zawolala winde, a ona na to staje przy drzwiach od windy i wola:”windo! windo!”


A na see-saw mowi si-sior. Tez fajnie 😉

Asertywna Nina, kolczyki i leki separacyjne

Emi zadala mi dzis mase trudnych pytan na temat wojny. Do tej pory zyla w blogiej nieswiadomosci i myslala, ze ludzie sa dobrzy. Mam wrazenie, ze dzisiejsze informacje o drugiej naturze czlowieka troche te wiare zachwialy.
Ponad to, ze spraw przyziemnych: Emilka zazyczyla sobie przebic uszy! Przyniosla cala garsc kolczykow (dostala je od babci Danusi) i poprosila o dziurki w uszach. Moze w sobote uda sie zakolczykowac corke?
Ninka natomiast wykazala sie dzis nielada asertywnoscia. Mielismy goscia, bardzo zywo zainteresowanego ulubiona zabawka Ninki. Kolezanka zrobila scene rozpaczy nie z tej ziemi (aczkolwiek z rzucaniem sie na ziemie) – wyjac i placzac zadajac zabawki Ninki. Ciekawa bylam reakcji naszej corki: czy da sie zaszantazowac, czy tez bedzie (sama) potrafila bronic wlasnosci. I prosze, wykazala sie piekna asertywnoscia. Powiedziala kolezance, ze to jest jej ulubiona zabawka i ze jej nie odda, ale ze kolezanka moze pozyczyc inna, taka sama i ze moga sie wspolnie pobawic. A ze kolezance nie spodobala sie pokojowa propozycja wspolpracy, to juz inna sprawa… W kazdym razie, cieszy mnie bardzo postawa Ninki i jest to dla mnie jeden z wielu znakow, ze jest ona gotowa na pojscie do przedszkola. Nie bedzie taka sierotka w kaciku, ktorej inne dzieci wyrywaja zabawki i ustawiaja „po katach”. A ze z natury jest dzieckiem szalenie spokojnym, wrazliwym oraz niesmialym latwo byloby ja w taka role wtracic.
Romek przezywa bardzo mocne leki separacyjne. Zdaje sie, ze kolega R. zdal sobie w pelni sprawe z faktu, ze jednak on i mama, to dwie osobne, niezalezne istoty. A ze mama czasem musi opuscic (wc!) i posadzic Romcia SAMEGO na podlodze, to dzieje sie mu wielkie nieszczescie i jest wycie, lzy, szlochy, placze (w zaleznosci od pory dnia i od ogolnej kondycji malego). Nie podobaja mu sie rowniez jakies ciocie ciumkajacego i usmiechajace sie do niego (odwraca glowe), a juz nie daj panie boze biorace go na rece.
Poza tym ma juz wlasne miejsce przy stole, kapie sie z dziewczynami w duzej wannie i ma obnizone lozeczko do pozycji najblizszej podlogi. Gardzi grzechotkami i smoczkiem. Zmiane samochodu bardzo mocno przezyl: przez kilka dni straszliwie plakal w aucie. Zmienilam mu fotelik na rozmiar wiekszy i jezdzi juz z tylu. Wydaje sie, ze to „zalatwilo” problem z jazda samochodem, aczkolwiek na wakacje „kamperem dookola swiata” bym sie z nim jeszcze nie wybrala 😉
Przypomnialo mi sie rowniez, ze Ninka bardzo sie smucila zezlomowaniem renowki. Przezywala to conajmniej tak silnie jak smierc zwierzatka. Plakala i burmuszyla sie, ze „jeno” poszlo na zlom i nawet akcja pod tytulem „Ninka kupuje z tata auto” nie byla w stanie rozwiac smutkow. Po zakupie stwierdzila, ze dla niej ten nowy samochod tez bedzie „jeno megan”.