Poczatek ferii… bardzo dobry poczatek!

Wczoraj w prawdziwie letnim nastroju i temperaturze rozpoczely sie tygodniowe ferie. Najpierw byly nowe letnie sukienki, kapelusiki i okulary przeciwsloneczne dla dziewczynek, potem wycieczka do klubu polskiego, lody, happy meal (zabawka najwazniejsza, mniejsza z jedzeniem – oto dewiza naszych dzieci, calkiem zreszta nieglupia…), a wreszcie zabawy w ogrodzie uwiecznione na zdjeciach.


Pozyczylismy wczoraj mate dla Romka. Bardzo mu sie spodobala -wesolo pokrzykiwal do zabawek wiszacych nad jego glowa, smial sie i ciekawie spogladal dookola. Emilka i Ninka tez przytulaly sie do brata i staraly wspolnie bawic:
A rodzicom udalo sie wczoraj wyszukac i kupic bilety lotnicze na wakacje! Nawet w pochmurny i zimny dzien, jak ten dzisiejszy, wstaje sie o wiele latwiej z mysla, ze juz niedlugo lecimy na Korsyke! Teraz pozostaje nam jeszcze wyszukac noclegi w domkach w poblizu plazy, spakowac stroje kapielowe, okulary przeciwsloneczne i poczekac kilka tygodni :-)))

Wypadek

Ninka sama opowiada co i jak sie zdarzylo:

Krew sie polala strumieniem, placz wszystkich trzech pociech naraz uspokajalam.

A tak przy okazji: wszystkiego najlepszego z okazji dnia matki wszystkim matkom zyczy matka.

Polski dzien w szkole

U Emilki w szkole trwa „tydzien jezykow obcych”, w ramach ktorego poniedzialek nalezal do Polski. Przygotowalismy dla dzieci cala mase ciekawostek o Polsce: Grzes spedzil w szkole 3 godziny dajac „wyklady” na temat smoka wawelskiego, Emisia zaprezentowala stroj krakowski, byly ksiazeczki polskie, nauka liczenia do pieciu, powtarzanie „w szczebrzeszynie chrzaszcz brzmi w trzcinie”, zajadanie sie polskimi krowkami, flipsami, makowcem, sluchanie piosenek polskich oraz… malowanie pisanek (!)

Prawdziwe upaly

Jest pieknie, cieplo, slonecznie, bezchmurnie, sucho. Zyc sie chce: wstawac o 6 rano i w ogrodzie przy porannej kawce, w ciszy (dzieci spia!) delektowac rozpoczynajacym sie dniem i gazeta. Jest wakacyjnie i tak jak lubie najbardziej.
Jak mnie sie marzy, by bylo tak zawsze…

Maj jak maj

Do konca tygodnia ma byc nawet 25 stopni. I slonce piekne swieci. Korzystamy wiec z pogody – Nina, Romek i ja od rana, a po szkole rowniez Emilka, ktora zabieram na plac zabaw. Po drodze udaje sie czasem spotkac auto z lodami.

A na placu zabaw – zupelnie przypadkowo – najblizsza kolezanke Ninki – Gosie (siedzi po lewej stronie na karuzeli).

Roman – jak zwykle – spi…

Pierwszy usmiech Romana jest dla…

Tata oglosil konkurs na pierwszy usmiech Romka. Ten, do kogo sie Roman pierwszy usmiechnie (badz tez kto pierwszy rozsmieszy Romana) wygrywa. Pogloski o pierwszym usmiechu Romka chodzily juz po naszym domu od pewnego czasu. Grzes widzial najprawdziwszy usmiech najmlodszego w dniu swoich urodzin (25 kwietnia), Emi i Nina informuja co chwila, ze wlasnie Romus sie smieje, mama widuje usmiechnieta twarz syna od pierwszych jego dni – gdy po posilku slodko usypia przy piersi otwiera leniwie jedno oko i szczerzy bezzebne dziasla w kierunku karmicielki. I niech sobie wszyscy pisza i mowia, ze to odruch nieswiadomy i spowodowany „ruchem jelit” – nie wierze i intuicja matczyna mowi mi, ze usmiech jest jak najbardziej zamierzony!

Ale dzis dzien jest zupelnie wyjatkowy, bo oto po raz pierwszy udalo mi sie zlapac w obiektywie niesmiale usmiechy Romka:

A bedzie ich coraz wiecej. Obiecuje.