Obrazek z kjecikiem

Zagadka: co przedstawia zdjecie powyzej? Ano, odpowiedzi prawidlowe sa dwie i zaleza od wieku odpowiadajacego. Dorosly zauwazy tu z pewnoscia blotnik jakiegos auta (ja widze tu moje auto). Dziecko (np taka rozgarnieta trzylatka jak nasza Ninka) zauwazy tutaj obrazek przedstawiajacy krecika. Nikt nie jest w bledzie. Dzis w trakcie naszej wycieczki do lasu mial miejsce maly akt – wandalizmu, badz tworczy (jak kto woli) – i moja, juz i tak styrana mikra zostala ozdobiona rycina przedstawiajaca „kjecika”. Dzielo – technika kamien na lakier – wykonala Nina, wykorzystujac moje zaaferowanie przy wkladaniu Romka do chusty…

A spacerowalismy dzis, mimo braku slonca, w pieknej scenerii.

Nineczka, musze uczciwie przyznac, troche byla znudzona lasem i miala radoche z przechadzki dopoki udawala, ze jedzie na hulajnodze i motorem. Potem musialam dac jej (majac w pamieci incydent z autem!) swoj aparat i oto zadowolona cora porobila mi i braciszkowi kilka pieknych zdjec ze spaceru, a sama nie nudzila sie juz wcale.

A tu huba, zwana przez moje dziewczynki kuba.

Nina, po wczorajszej nocy byla wyraznie niewyspana, marudliwa i cala na „nie”. Bo noc w spiworach zakonczyla sie o 21:30, gdy to obie dziewczyny wykonczone pozna godzina i probami zasniecia na podlodze stwierdzily, ze spac chca jednak w lozkach… Ciezko sie im dzis wstawalo…

A wszystko to mialo miejsce tu:

Zdjecia + krotki opis

Na szybko notuje, bo zmeczenie juz wielkie, w zasadzie powinnam dzis jeszcze:
-rozladowac i zaladowac zmywarke
-pranie zebrac w obrodku i wywiesic nowe oraz nastawic kolejna ture
-pozbierac zabawki ogrodkowe i rowery
-zetrzec kurze w salonie (a przynajmniej stolik komputerowy, bo oddychac sie nie da)
Nie zrobie tego, bo chce sie wykapac w wannie z piana. Na jutro odkladam obowiazki.

Romek, jak wiadac, robi sie coraz okraglejszy na buzi. Udaje mi sie go czasem „zlapac” obiektywem w czasie aktwnosci, ktora wynosi (w porywach!) okolo 2 godzin na dobe. Poza „aktywnoscia” nadal ciagle spi i spi.

I chyba nie wspominalam o tym jeszcze, ale sam zasypia. I na noc i w ciagu dnia. Caps Lockiem napisze: CUDOWNIE!

Autoportret matki z dzieckiem (pierwsza polowa XXI wieku).
Odkrylam fajne, wygodne wiazanie chusty (tzw. kieszonka). Mam juz taka wprawe, ze wiaze ja z Romkiem na reku… Nie korzystam z niej jednak jeszcze za duzo, bo maly nie za bardzo lubi, gdy sie go nosi pionowo. Woli lezec narazie.

Pierwszy tydzien szkoly trwa. Emi wracala z wielkim entuzjazmem po feriach. Wczoraj bylo juz zle, a dzis znow jest najszczesliwsza na swiecie i ma mnostwo kolezanek w klasie. Czyli normalka. Wzloty i upadki.

Ninka wybawiona z mama na maksa. Romek spi non stop, wiec calymi dniami lepimy z plasteliny, ukladamy puzzle, jezdzimy Thomasami i robimy babki w piachu.

Ja powoli wracam do starego trybu zycia. Troche jeszcze jestem leniwa i wole w domu posiedziec, Nine na ogrod wyslac niz do parku na spacer isc, ale mysle, ze gdy zrobi sie cieplej, to bedziemy sie czesciej z domu ruszac. Poki co mamy piekne slonce i zimno. Przynajmniej jak na moj gust jest stanowczo za zimno.
Dobra, to tyle narazie, ide do tej wanny 🙂

Strachy na lachy

To co wczoraj wydawalo sie byc wyzwaniem, dzis juz ujarzmione.

Bylismy w polskim klubie. Moja pierwsza wycieczka samochodowa z trojka dzieci. Jeszcze wczoraj planowalam jak to zrobic, by wszystko „sie udalo” – miedzy cyckiem a kupa trafic w odpowiedni moment, by Romek spal i wsadzic cala czerede do auta, poprzypinac w fotelikach, zabrac torbe pelna „tylko niezbednych” rzeczy, wozek zaladowac do bagaznika (nie do konca jeszcze wiem, jak sie to obsluguje, sklada i czy zmiesci sie do mikry…) i dotrzec na miejsce na czas.
A bylo tak:
Romeczek cala droge przespal, potem w klubie spal jeszcze bez przerwy godzine z hakiem, obudzil sie, pojadl i znow spal, nastepna pobudke mial juz w domu (pielucha i cyc – co latwo przewidziec) i znow spal. On jest po prostu niesamowity z tym spaniem…

Dziewczynki natomiast pomagaly mi we wszystkim, same sie ubraly, zapiely buciki itp.
Tak wiec pierwsze koty za ploty, wycieczka samochodowa za nami, od poniedzialku ruszamy z rutyna: Emi wraca do szkoly, a my bedziemy ja odbierac tuz po 15tej.

I jeszcze na koniec 2 cytaty. Pierwszy z porannej rozmowy dziewczynek. Emilka do Niny:
-Wynocha z mojego pokoju.
Nina:
-Nie chce sie wynochac!

A drugi, to zlota mysl Grzesia (o poranku rowniez):
-Zazdroszcze mu. Chcialbym byc w wieku Romka i robic to, co on robi w tej chwili.
(mlody wlasnie slodko spal nie swiadom dzwoniacego wlasnie budzika, ni godziny).

Koniec tacierzynskiego

Jutro Grzes wraca do pracy, a ja po raz pierwszy zostaje sama na caly dzien z trojka dzieci. Nie powiem, zeby mnie lekki strach nie ogarnal – jak do tej pory Grzes gotowal nam obiady lub przynajmniej pomagal mi przy ich przygotowywaniu. Herbate podal, pranie wywiesil, zajal dziewczynki czyms, wzial na rower, na basen, przywiozl zakupy. No i moglam sie czasem zdrzemnac w ciagu dnia… Brakowac bedzie mi jego pomocy, wiec tym bardziej zaluje, ze z przyslugujacych 10 dni tacierzynskiego az 5 spedzilam („zmarnowalam”) w szpitalu.

Jutro Romek bedzie mial 2 tygodnie. W tym czasie glownie zajmowal sie spaniem, jedzeniem i tyciem. Na buzce zrobil sie przyjemnie okraglutki, skora nabrala zdrowego koloru i lekko pogniecione po porodzie rysy twarzy wyprostowaly sie. Nadal jest noworodkiem, ale takim bardziej dorodnym. Czesciej otwiera oczka, przyglada sie nam – wlascicielom dobrze znanych (jeszcze w zycia plodowego) glosow. Bardzo intensywnie studiuje rowniez wzory na poscieli oraz motylki na firance. Rytm dnia chyba tez sie nam powoli klaruje – kapiel jest oczywiscie najmocniejszym akcentem dobowym i maly czesto jest po niej rozbudzony. Odkad wpadlam na pomysl dogrzewania lazienki przed kapiela chwile w wodzie sa prawdziwa przyjemnoscia dla Romeczka i kapiacego (w tej roli wystepuje Grzes).
Rowniez spacer w poludnie wszedl nam juz w rutyne. Byc moze slowo „spacer” jest tu pewnym naduzyciem, bo po prostu wystawiam wozek z malym na ogrodek i Romus spi na swiezym powietrzu, a ja nie musze nigdzie lazic, a moge zajac sie innymi sprawami. Wygodne to bardzo.
Emisia nadal ma ferie. Intensywnie uczy sie wspinania na drzewa i zywoploty (!), bawi z Ninka w piaskownicy, jezdzi na rowerze i oczywiscie zuzywa tony papieru, kredek i pisakow, farb, pedzli, klejow, tasm samoprzylepnych i roznych domowych szpargolow do wykonywania prac plastycznych.
Ninka zafascynowana rowerem jezdzi nim nawet po domu – wiem, trudno to sobie wyobrazic, ale jakos tak sie dzieje, ze ten maly domek robi sie rozciagliwy jak z gumy, gdy trzeba sie w nim bawic, tanczyc lub po prostu biegac. Az cud, ze glowy jeszcze cale!
Poza tym obserwuje moje dziewczyny i nadziwic sie nie moge jakie one sa juz duze, jak samodzielne i jak wiele ucza sie dzieci przez tych kilka pierwszych lat zycia!

Prezenty

Popatrzcie tylko na to. Romek dostal te recznie wyszywane cudenka od cioci Hani. Bardzo dziekujemy w imieniu malego. Sliniaczki (w hurtowej ilosci 7 sztuk) oraz poszewka na podusie przydadza sie z pewnoscia bardzo.

Mama pozostaje pod wrazeniem ilosci pracy oraz cierpliwosci Hani.

Romek dostal rowniez pierwszy w swym zyciu list zaadresowany osobiscie do niego. Kartka (powitalna!) przyszla od naszych znajomych z Londynu: Marty, Artura, Michalka i Maciusia. W imieniu adresata bardzo dziekujemy!
Dziekujemy rowniez za wszystkie maile, telefony i smsy z gratulacjami i zyczeniami dla nowego czlonka rodziny!

Chusta, hurrra chusta!

Sprawilam sobie prezent urodzinowy – chuste do noszenia Romka. Marzylam o takim cudenku juz od dawna: na Emilce testowalismy nosidla, Ninka nie lubiala noszenia wcale, a jak juz polubila, to byla stanowczo za ciezka, wiec dopiero teraz moglam kupic sobie wymarzona chuste. Zwykly kawalek „szmaty” o dlugosci 5 metrow. Jestem, tym starym jak swiat „wynalazkiem”, oczarowana: nie dosc, ze -majac chuste na sobie – nie czuje sie ciezaru dziecka wcale, to jeszcze jest to rozwiazanie o tyle przyjemne, ze zapewnia ciagly kontakt z maluchem. A ja raczej do mam kangurzyc naleze – lubie dziecie nosic i tulic. Okazji ku temu mam narazie niewiele, o Romus glownie spi, a jak nie spi, to wlasnie zasypia i potem znow spi, ale mysle, ze jak juz zacznie robic sie coraz aktywniejszym niemowleciem bedziemy w chuscie przemierzac swiat. Poki co zaliczylismy 2 krotkie spacerki chustowe.