Z Polski

Pierwszy raz pisze bloga siedzac w Krakowie! Tesciowie maja internet, Grzes wzial dziewczyny na spacer, wiec jest okazja.
Od dwoch dni cieszymy sie Polska – wczoraj jeszcze troche zmeczeni, po 2 godzinach snu, po dlugiej (choc w rzeczywistosci przeciez krotkiej…) podrozy spedzilismy caly dzien w domu. Prawdziwy luz, odpoczynek i blogi spokoj. Grzesia mama byla w swoim zywiole podtykajac nam pod nos wysmienite rosolki, cielecinki, szarloteczki, salateczki, wedzone szyneczki, pomidorki, wisienki, kompociki, chlebki i niezliczona ilosc innych, przepysznych potraw. My dowiedzielismy sie czym jest posiadanie kogos do pomocy przy dzieciach – i wniosek nasuwa sie jeden: babcie i dziadkowie to jednak absolutnie niezastapione towarzystwo dla dzieciakow i OGROMNA pomoc dla rodzicow. Szczesciarze, ktorzy moga mieszkac w Pl i korzystac z tak nieocenionego wsparcia. I chocby mialo to byc raz na miesiac, to i tak jest w moich oczach nieprawdopodobnym luksusem.
Wiec wczoraj mielismy ten luksus, ze moglismy sie W CIAGU DNIA polozyc spac na 2 godzinki. W tym czasie dziewczyny bawily sie z babcia i dziadkiem oraz nasza nowa nianika – Falusiem. Pies jest kolejnym hitem wyjazdu – dziewczyny sie w nim zakochaly, a ze nasz (a raczej babciny) jamniczek nalezy do najlagodniejszych zwierzakow stapajacych obecnie po ziemi, wiec Emi i Nina moga swobodnie i bezpiecznie wymyslac najdziksze harce. Harcuje, aczkolwiek w innym miejscu, rowniez nasze najmlodsze dziecko. Ninka wymyslila przeslodkie okreslenie „dzidzis”, ktore przyjelo sie z marszu i dopoki nie poznamy plci tak bedziemy o nim/o niej mowic. A wiec dzidzis rowniez rozrabia i daje powolutku i bardzo niesmailo znac, ze jest z nami. Poczulam niedawno pierwsze pukanie od wewnatrz! Wydaje sie, ze jeszcze po mnie nie widac ciazy (15 tydzien), bo gdyby Emilka nie zdradzila sekretu babci nikt by nawet nie zauwazyl lekkiego przyokraglenia tu i owdzie… Radosci bylo wczoraj mnostwo, wysciskano nas i gratulowano, chociaz lekkiego zszokowania nowina nie dalo sie ukryc 🙂
My natomiast (ja i Grzes) chodzimy wniebowzieci i zachwyceni wszystkim dookola i po raz kolejny dociera do nas prawda i gdzies gleboko skrywane uczucie, ze jest to najpiekniejsze miejsce na ziemi i ze jest ono nasze. Niezaleznie od tego, ile jeszcze bedziemy mieszkac na emigracji, niezaleznie od tego, gdzie nas jeszcze los rzuci, wiemy, ze wlasnie w Krakowie lezy cel naszej wedrowki.

O wszystkim po trochu

Tydzien ma sie ku koncowi, zostalo najlepsze – weekend. Dziewczyny relaksuja sie w wannie, Emilka po 5 dniach w szkole, wyraznie zmeczona wieczorami, dzis szaleje z siostra i tata. Ogolny nastroj optymizmu i mila perspektywa wyjazdu do Polski udzielaja sie kazdemu. Nina w rozmowie telefonicznej z babcia Marysia poinformowala ja o szczegolach: „Lecimy lalolotem do Kjakowa. Do baci, Felka i dziadka”. Emilka chwalila sie w szkole, ze juz za 3 dni wakacje. Dodatkowo uzupelnilam dzis dziewczynom zapasy pisakow, plastelin i innych przyborow plastycznych – radosci nie bylo konca.
Emilka codzinnie pozycza ze szkolnej biblioteki 2, 3 ksiazeczki, ktore potem czytaja z tata na dobranoc. Uczniowie w jej podstawowce maja superlatwy dostep do ksiazek – „biblioteka” miesci sie na korytarzu, wzdluz ktorego ustawione sa polki z ksiazkami. Wystarczy podejsc i pozyczyc wybrana lekture. Bez kart, zapisow, pieczatek, kolejek itp atrakcji, ktore moga zniechecac. Nie ma zadnych limitow na czytanie, mozna pozyczac ile sie chce i oddawac gdy ma sie na to ochote. Doskonale rozwiazanie!
Ponadto raz w tygodniu dzieci moga sobie kupic w szkole ksiazeczki za symbolicznego funta, poltorej. A te biedniejsze, maja zalozone cos w rodzaju „kont oszczednosciowych”, na ktorych zbieraja po 20, 50 pensow na ksiazke.
Emilce szczegolnie przypadlo do gustu kupowanie ksiazeczki – mama rano wplacila funta, a potem ona mogla SAMA wybrac i SAMA kupic to, co jej sie podobalo najbardziej. Nauka stad jedna dla matki plynie- wiecej swobody i mozliwosci decyzyjnych dla naszej uczennicy.
Emi zarobila tez pierwsza nagrode (Mansel Monster Mark) – za odwage! Obronila swoja nowa kolezanke (Lily) przed chlopcami, ktorzy ponoc chcieli ja uderzyc. Wiecej szczegolow nie znam, bo Ema przezywa ostatnio okres sporego fantazjowania… Zapytac ja o dokladny przebieg wydarzen jest rownoznaczne z porazka – mozna z duzym prawdopodobienstwem zalozyc, ze bedzie zmyslac.
Byl tez w szkole fotograf. Emi ma zdjecie z Ninka, ktora tak sie zawstydzila, ze siedziala ze spuszczona glowa i ani razu nie spojrzala w obiektyw 🙂
Sklepy przepelnione sa gadzetami halloweenowymi – dzis przy okazji malych zakupow spedzilysmy z Ninka spory kwadrans przy polkach z maskami, sztucznymi, poodrywanymi konczynami, styropianowymi nagrobkami (z przykladowymi napisami: I’ll be back) i wszelkim innym badziewiem. Ninka troche sie bala (gadajace wampiry ludzkich rozmiarow robia jednak wrazenie na dwulatkach), ja natomiast smialam sie do lez. I nie wiem, czy to wynik postepujacej (aczkolwiek wolno) asymilacji, czy po prostu ogolny nastroj radosci zwiazny z ciaza i oczekiwaniem na kolejnego malucha (roboczo zwanego Ahmedem, ewentualnie Nikolka). Mdlosci minely prawie w 100 procentach, jestem coraz mniej senna i znow mam mnostwo energii na zycie. Co cieszy.

Po weekendzie

Emilka dostala na weekend pierwsze zadanie domowe. Miala pocwiczyc pisanie cyferek 0 i 1 oraz stworzyc swoje drzewo rodzinne wpisujac imiona rodzicow i dziadkow w odpowiednie rubryczki. Oprocz tego nauczyla sie w pierwszym tygodniu szkoly liczyc po angielsku do 100 (!)
Na zdjeciu u gory tata pomaga Emilce przy odrabianiu lekcji.

Ninka coraz czesciej siega po kredki i pisaki. Bardzo sumiennie cwiczy rysowanie postaci. U gory jej rysunek przedstawiajacy nasza rodzine (juz w skladzie powiekszonym!).

A wczoraj tak sie zmeczyla grillowaniem i placem zabaw, ze zasnela u mnie na rekach tuz po 18tej.

:-)

Piekne zdjecie, prawda? Niestety nie mojego autorstwa. Nie jest to rowniez sentymentalne spojrzenie w archiwa. Fotka sprzed kilku dni.
Przedstawiamy Wam nowego czlonka naszej rodziny. Maluch ma ponad 13 tygodni i okolo 8cm. Po tej stronie brzucha spodziewamy sie go pod koniec marca. Jak narazie rozrabia, rodzice wymyslaja imiona, a siostry dopytuja o kazdy szczegol. Reszta rodziny (niczego nie swiadoma) zostanie zaskoczona informacja w czasie naszej wizyty w Krakowie.

Ninula

Dzis o poranku Nina weszla do naszego pokoju z bardzo waznym pytaniem:

-Czesc! Tato, ktora godzina?
Po uzyskaniu informacji, ze jest nieziemsko wczesna pora (tuz przed 7) Ninka zadala kolejne, latwe do przewidzenia pytanie. Niestety, nie wiedzielismy DLACZEGO jest godzina siodma, a tym bardziej nie wiedzielismy dlaczego sie nas tak wczesnie z lozka zwleka.
Zycie nabralo zupelnie innego rytmu, wakacyjne lenistwo przegonila szkolna rutyna, w ktora Emilka wpasowala sie bezproblemowo. Dla Niny nieobecnosc siostry oznacza wiecej mamy na wylacznosc. Mozemy w spokoju i w tempie dwulatki poczytac ksiazeczki, poopowiadac sobie historyjki, Ninka lubi powtarzac po kilka razy pelne zdania (prawdopodobnie uczac sie w ten sposob prawidlowej skladni), z wielkim przejeciem pyta o uczucia bohaterow (dlaczego ta pani zla? dlaczego dziewczynka placze? dlaczego piesek smutny?), co zreszta zbiega sie w czasie z komunikowaniem wlasnych uczuc – gdy sie na cos zezlosci, to od razu nas o tym zawiadamia: jestem zly! Nie odgadlismy dlaczego zlosc wyraza sie w formie meskiej, ale niech i tak bedzie skoro panna Nina tak woli. Podobne zabawy jezykowe wymyslala przed kilkoma tygodniami – gdy robila sie senna, mowila, ze jest glodna. Gdy byla na gorze, twierdzila, ze jest na dole. Gdy chciala pisak czarny, uparcie prosila o bialy. Itp. Zabawa ta juz sie skonczyla ustepujac miejsca nowej: wcielaniu sie w postaci z bajek i ksiazek. Ninka jest swinka Peppa, Mc Queenem, Myszka Miki, Kopciuszkiem. Gdy nie ma siostry w poblizu niesmialo wciela sie rowniez w postac, ktora po wsze czasy zarezerwowala sobie Emilka, a mianowicie w ksiezniczke Belle (Ninka z lekkim znakiem zapytania w oczach twierdzi: „Jestem troche ksiezniczka Bella”). Pod nieobecnosc siostry sa tez inne proby bycia taka sama jak starsza Emi: Ninula uwielbia jezdzic w foteliku samochodowym Emci.

Od tego tygodnia chodzimy z Ninka na angielska playgroup… przy kosciele anglikanskim (!). Bardzo nam sie tam spodobalo – dzieci maja bardzo duza sale, a w niej cale mnostwo zabawek, poczawszy od plastikowych zjezdzalni, poprzed domki i kuchnie (Ninka fascynowala sie ostatnio pieczeniem pizzy i prasowaniem!), sa rowniez przerozne jezdziki, rowerki, hulajnogi i chyba ze 20 wozkow, a do tego skrzynia lalek. Sa tez 2 duze stoly, gdzie dzieci moga rysowac, kleic i tworzyc do woli. Tak wiec wyposazenie rzeczywiscie imponujace i dajace wiele mozliwosci. Ale chyba wazniejsze niz te wszystkie przedmioty sa ludzie, ktorzy to prowadza. Czas jest zorganizowany: jest teatrzyk kukielkowy, jest czytanie ksiazeczki, jest pora na tanczenie i spiewanie oraz na poczestunek dla dzieci, a potem na kawe i ciasto dla mam. Organizatorki sa bardzo zaangazowane i widac, ze im sie po prostu CHCE…

Sukces

Moge oglosic sukces weekendowej akcji. Nina odsmoczkowana! Wczoraj rano tata wyrzucil smoczki do kosza i tym samym oficjalnie zakonczylismy etap „smoczkowy”. Ciagnal sie od bardzo dawna, okazji dobrej do zerwania z nalogiem (jak to zreszta z kazdym nalogiem bywa…) nie bylo.

Wytlumaczylismy Nince, ze ma zeby i nie potrzebuje smoczka (hmm, argumentacja moze nie zbyt trafiona, ale jej wystarczyla). Spodziewanej tragedii i placzow nie bylo. Nina ze spokojem przyjela do wiadomosci fakt, ze smoczki sa wyrzucone – kilka razy dopytywala sie gdzie jest smoczek, ale wystarczylo konsekwentnie powtarzac, ze w koszu. Noc rowniez minela bezproblemowo, co oznacza, ze naszemu przerosnietemu niemowleciu pozostal juz tylko jeden z atrybutow: pampersy.

Mielismy wczoraj piekna pogode i – jak widac na zdjeciach – grillowalismy na obiad. Calkiem mozliwe, ze po raz ostatni w tym roku.

Po poludniu przeprowadzilismy kolejny eksperyment. Rodzice wyszli na spacer BEZ DZIECI. Dzieki uprzejmosci Hani i Macka, ktorzy zajeli sie naszymi corkami (wieeelkie dzieki kochani) moglismy spedzic kilka godzin w blogiej ciszy. Dzis bedziemy mogli sie zrewanzowac – Emi i Ninka od rana czekaja na swoich gosci.

A tutaj zdjecie (autorstwa Hani) z wczorajszego spotkania. Dzieci po kapieli w baseniku ogrodowym.

Bukiet

Dostalam dzis najpiekniejszy bukiet na swiecie! Tuz przed szkola Emilka i Nina zebraly kwiaty i powstalo takie oto cudo.
Emilka po pierwszych dwoch dniach w szkole ma sie wysmienicie. Dzis nim zadzwonil dzwonek na lekcje powiedziala do mnie: „Mamo, ty juz idz do domu.”
Ma dwie kolezanki, co wyraznie nastawia ja optymistycznie. Nauczycielke maja bardzo sympatyczna i ciepla.
Dodatkowo od 3 dni nie lalo, nie spadla ani jedna kropla deszczu, wiec obled blisko… 😉
Tak sie nam powodzi!

SZKOLA!

Emilka juz w szkole.
Odprowadzilismy ja wszyscy – chcemy, zeby pamietala ten dzien, jako cos wyjatkowego. Ubrana w mundurek, z ulubionym plecaczkiem, pamietajacym jeszcze czasy przedszkolne ruszyla do szkoly.

Przed szkola wypatrzyla piekna lake z mnostwem kolorowych kwiatow – pozbierala bukiet dla nauczycielki i zaprowadzilismy ja do klasy. Mine miala poczatkowo nietega, dopiero gdy jej pokazalismy sztalugi i kacik do rysowania poprawil sie jej humor i… zabrala sie za pierwsze szkolne malunki. Dostala buziaka na pozegnanie, a my musielismy sie szybko ewakuowac, by sie Nina lub Mama ze wzruszenia nie poplakaly… Dobrze, ze jedyny Tata zachowal niewzruszone oblicze i trzezwosc umyslu 😉
Tutaj sa zdjecia: