Noga i inne potwory

Emi rysuje psa. Nagle stwierdza:
-O nie! Piesek ma 5 nog!
Po chwili znajduje rozwiazanie:
-Nie, to nie jest noga. To sisior.

————————————–

Nina oglada teledysk Nirvany „Smells like teen spirit”. Na widok Kurta pyta:
-Co robi ten potwor?

(generation gap?)

Kupa

Wczoraj przynioslam do lazienki nocnik Nince. Zakomunikowalam, ze tam sie sika i robi kupe. Siadla i… nic.
Dzis rano Nina mowi do mnie: Mamo, chce kupe.
Posadzilam na nocniku i zrobila, co zrobic miala!
Owacjom i zachwytom nie bylo konca 😉
Kupilam jej zatem paczke majtek i odpieluszamy! Czekamy na pierwsze siku…

Ech to zycie rodzica, taka zwykla kupa, a jak cieszy.
Sami rozumiecie, ze zdjec do dzisiejszego posta nie bedzie 😉

Wloska uczta

Wrocilismy z wakacji. Ja z zapaleniem ucha (bardzo bolesnym) oraz z leniem nieprawdopodobnym. Mam okolo 500 pieknych zdjec i 50 fajnych filmikow, ale nawet mi sie nimi zajac nie chce…
Pisanie tez mi jak po grudzie idzie.
Po krotce wiec o wyjezdzie.
Bylo tak, jak na Emilkowym obrazku – jezioro, namiot, las, laka, mnostwo przepysznego jedzenia, kapiele codzienne w jeziorze i ogolnie uczta dla wszystkich zmyslow. Wlochy sa piekne, kolorowe bajecznie, a w Lombardii ciepelko tylko ciut wieksze niz w Polsce, wiec klimat do zycia wprost idealny. W trakcie naszego pobytu przydarzyla sie nam niesamowita przygoda. Poznalismy 2 Wlochow mowiacych… PO POLSKU. Rzecz absolutnie niesamowita zwazywszy na 2 fakty:
1) bylismy w prawdziwej dziurze, w miejscu, gdzie turysci pojawiaja sie z rzadka i sa to wylacznie Wlosi
2) z trudem ogromnym udalo sie nam namierzyc w czasie calego naszego wyjazdu Wlocha wladajacego jakimkolwiek jezykiem obcym. Na wszystkich „zaczepianych” przez nas mieszkancow Italii tylko dwojka dukala po angielsko – wlosku. Reszta ani me, ani be…
Tak wiec nasze spotkanie i nawiazana znajomosc wydaja sie byc tym bardziej unikatowe…
A bylo to tak: pierwszy dzien spedzilismy na zwiedzaniu Bergamo. Potem pojechalismy do Spinone al Lago, wsi polozonej nad malowniczym jeziorem (Lago di Endine) otoczonym gorami i lasami. Najbardziej trafny opis pochodzi od Grzeska, ktory zobaczywszy miejsce naszego wypoczynku stwierdzil, ze jest tak pieknie, ze az kiczowato (!)
Rozbilismy sie „na dziko”, ale nie do konca na dziko, bo byl dostep do wody, wszedzie bylo blisko (restauracje, piekarnia, kawiarnia) i ludzi tez calkiem sporo przewijalo sie wokolo. Po kilku dniach tuz obok naszego namiotu pojawil sie kolejny. Okazalo sie, ze sa to Michele i Lorentzo wraz z synami. Od razu znalezlismy wspolny jezyk – i doslownie i w przenosni… Michele oraz jego syn Fabrizio zaprzyjaznili sie z nami, codziennie nas odwiedzali, pomogli zalatwic wiele, wydawaloby sie beznadziejnych, spraw i dwukrotnie zaprosili nas do siebie do domu na prawdziwie wloska uczte. Niesamowite przezycie: poznac kogos na samym koncu swiata i zostac zaproszonym do domu na obiad. Michele jest czlowiekiem absolutnie bezinteresownym, o wilekim sercu i… prawdziwej pasji do gotowania. Jego syn (pol Wloch, pol Polak) z checia bawil sie z naszymi dziewczynami, mimo ze roznica wieku nie wrozyla nic dobrego (Fabri ma 11 lat). Wspolne rysowanie, gry w pilke, plywanie w jeziorze, gonitwy, palenie ogniska i mnostwo innych zabaw, ktorych my dorosli nawet nie zarejestrowalismy zajeci rozmowami.
We Wloszech najedlismy sie do syta wspanialej kuchni: pasty, pizze, lody i niezrownanie slodkie i soczyte owoce snia sie nam do dzis po nocach. Michele dal mi mnostwo przepisow na wloskie przysmaki, ktore sa o tyle doskonale, ze przyrzadzenie ich jest banalne, skladnikow jest bardzo malo, a smak potraw wysmienity. Zgadnijcie co jemy od trzech dni na obiad? 😉
Tak, makarony!
I po krotce to tyle. Nie wiem kiedy wrzuce zdjecia, bo z tym moim biednym uchem czuje sie fatalnie – pol glowy nie moje…

A na koniec pochwale sie mega dealem, jaki dzis zrobilam! Za miesiac jedziemy do Polski. Kupilam dzis bilety dla calej naszej czworki, w dwie strony za cale 32 funty :-)))
Czyli bilet za 4 funty…
Za darmo, zwazywszy, ze cena paczki fajek w UK wynosi cos ponad 5 funtow…
Ech, uwielbiam robic takie dobre interesy!

Ruszamy do Wloch

Jedziemy na wakacje. Poprosilam dziewczyny, zeby narysowaly jak wyobrazaja sobie wyjazd. I oto prosze, u gory rysunek Emilki, a na nim my, z 4 talerzami spaghetti, obok piecze sie rybka na ognisku, sa tez i lody wloskie, winnica, oraz dmuchane zabawki: kolo, pilka, materacyk. No i oczywiscie ruchoma noclegownia: namiot. Obok sloneczka samolot linii Ryan air 🙂
A nizej rysunek Nineczki, ktory przedstawia kogos (kogo?) w centrum. Te z wieloma kolkami, to prawdopodobnie pociagi.