Samodzielnosc razy 2

Dziewczyny, nie wiedziec czemu w niemalze tym samym momencie, staly sie niezwykle samodzielne. Emilka coraz czesciej chce sie sama ubierac i rozbierac. Dzielnie walczy z guzikami, a gdy obserwuje jej malutkie paluszki szukajace dziurki, a potem starajace sie przewlec w nia guzika, jestem pelna podziwu dla sprawnosci ludzkich rak. Niezly wynalazek 😉

Buty ma prawie wszystkie na rzepy, wiec z nakladaniem i zdejmowaniem rowniez nie ma problemu. Ostatnio z wielkim zapalem uczy sie wiazac (chcialoby sie napisac sznurowki, ale takich nie ma…) sznurki, kokardy, nitki. Wykazuje rowniez coraz wieksze zainteresowanie tym jak wyglada – naklada korale, spinki, opaski na wlosy, przebakuje cos o kolczykach. Ku mojemu skrywanemu niezadowoleniu wszystko musi byc rozowe. Staram sie jak moge omijac ten kolor, ale jak widac bezskutecznie:

Nina natomiast przechodzi bardzo intensywny rozwoj osobowosci – jej odmiana samodzielnosci polega na checi decydowania. Sama chce wybierac co nalozy (kujtka w kjopki), co ogladnie na dobranocke (kjecik!), czym sie pobawimy. Zdarzaja sie jej dni gorsze, gdy wszystko jest nie tak, gdy przezywa bardzo silne emocje, frustracje – najlepszym rozwiazaniem jest wyjscie na spacer, przewietrzenie, wybieganie, odwrocenie uwagi.
Bardzo duzo mowi, szczegolnie w godzinach porannych – nieprzegrzany mozg lepiej dziala 😉
Najczesciej nasze rozmowy wygladaja nastepujaco:
-Ninka ubieramy zielona kurtke.
-Zielona? Kurtke? Ubieramy zielona kurtke?
I w ten desen. Nina powtarza kazde slowo (ze znakiem zapytania na koncu…), by potem sprobowac bezblednie wypowiedziec cale zdanie. Rowniez w tonacji pytajacej. Zabawne to niesamowicie.
Zaczela tez przezywac rozne leki i strachy. Boi sie duzych grup nieznajomych dzieci (w zamknietych pomieszczeniach). Boi sie trzmieli i pszczol, ktorych ostatnio bylo u nas cale mnostwo z racji kwitnacej wisni w ogrodzie.
No i nasladuje Emilke we wszystkim, a mnie udaje sie czasem to uwiecznic:

Wakacyjne plany

Gdybym miala jakies ladne zdjecie z wlasnym usmiechem od ucha do ucha, to by sie tutaj znalazlo. A ze nie mam, to zrobie tak:

:-))))))))))))))))))))))))))

Bardzom wesola, bo kupilismy dzis bilety wakacyjne. W tym roku na sierpien. Lecimy do Wloch!!!
Dziewczynki juz poinformowane, ze odwiedzimy kraj, gdzie wymyslono pizze i spagetti. Emilka uczy sie wymawiac buon giorno!

Weekendowa definicja pracowitosci

Pogoda angielska rozpieszcza nas od jakiegos czasu – slonce swieci przez prawie caly dzien, cieplo w miare (okolo 15 stopni na plusie), wiec mnostwo czasu spedzamy na swiezym powietrzu. Rozrywkom sluzy ogrod, ktory powoli, ku mojej ogromnej radosci, staje sie miejscem sluzacym zabawie, odpoczynkowi, ale tez pelni funkcje jadalni. Coraz czesciej udaje sie nam zjesc obiad lub kolacje sluchajac spiewu ptakow. Kojarzy mi sie to z najlepszymi czasami dziecinstwa – rodzinnym domem lub, w wersji wakacyjnej, babcinym ogrodem – gdy sie siedzialo cala gromada kilkulatkow nad talerzami pierogow z truskawkami 🙂

W ten weekend rozlozylismy dziewczynom namiot na ogrodku. Ninka i Emilka mialy wielka frajde, a nas utwierdzilo to jedynie w przekonaniu, ze tegoroczna wakacyjna przygoda musi miec miejsce rowniez pod namiotami. Emi poszla nawet dalej w snuciu planow i zaproponowala, ze bedzie nocowac w namiocie juz od dzis!

Do ulubionych zabaw nalezy gonienie siostry przy rownoczesnym pchaniu wozka:

Albo wozenie siostry w tymze wozku (na ktorym notabene widnieje ostrzezenie producenta, by tego nie robic…):

Rodzice natomiast wzieli sie ostro do pracy. Dziewczyny przygladaly sie z zaciekawieniem, a potem ochoczo pomagaly: kazda ma przeciez swoja lopatke i grabki.

Grzes zajal sie naprawianiem trawnika – wyrownywal gorki i dolki. Ja natomiast sadzilam krzaczki wdluz ogrodzenia ustalajac tym samym nowy rekord w sadownictwie! Tak mi dobrze szlo, ze z rozpedu posadzilam 30 sztuk nowych krzewow!
Dobrze, ze pogoda sie dzis nieco pogorszyla…

Poswiatecznie

Dlugo sie zbieram, by slow kilka o minionym czasie wrzucic. Wielkanoc minela nam w smutnej i refleksyjnej atmosferze. Tuz przed swietami zmarla prababcia Janina. Ze wzgledu na okres okoloswiateczny nie udalo sie dostac biletow lotniczych, by pozegnac babcie. Teraz powoli oswajamy sie z rzeczywistoscia, w ktorej brakuje Jej.

Cudowny rodzinny weekend /photostory/

Skad sie biora dzieci?

Spadaja z nieba, wprost w utesknione ramiona rodzicow.

Weekend, pierwszy prawdziwie wiosenny, sloneczny, cieply spedzilismy bardzo rodzinnie. W sobote wybralismy sie do muzeum na wystawe „o robakach” – temat bardzo sie nam spodobal i trafil w nasze aktualne potrzeby edukacyjne: Nina panicznie, wrecz chorobliwie boi sie owadow, wiec byla to dobra okazja do oswojenia jej z rozmaitymi pajakami, motylami, skorpionami, pszczolami.

Uwiezione w gablotce, przyklute szpilka, wiec nieruchome wydaly sie jej mniej grozne niz swobodnie latajace na lace.

Aczkolwie przyznam, ze w takim powiekszeniu nie wygladaly przyjaznie i lagodnie…

Wystawa przeznaczona jest dla najmlodszych: wszystkiego mozna podotykac, mozna pobawic sie, przebrac za biedronke na przyklad, potanczyc lub porysowac:
Trafilismy rowniez na tego nosorozca:
W Sheffield produkuje sie lukrecje:
A na koniec (z pelnymi brzuchami) zaliczylismy plac zabaw:
W niedziele natomiast rozpoczelismy sezon na grilla, takim oto pozarem 😉

I szaszlyczkami:

Ninka po raz pierwszy prezentuje dwa kucyki.

Kwiaty

Wiosna postanowila sie zdemaskowac: zonkili pod dostatkiem, a drzewa owocowe pokryja sie kwieciem za kilka chwil. Dom udekorowany na zolto przypomina o zblizajacych sie swietach. Swiat zaczyna wygladac pieknie. I to slonce: nic tylko wskoczyc w sandaly.