Jak bylam mala…

Jesli sie Panstwu wydaje, ze czterolatka jest malutka dziewczynka, to sa Panstwo w glebokim bledzie. Czterolatka jest juz duza dziewczynka, co daje jej prawo zaczynania kazdego zdania formulka: „Jak bylam mala, to…”

Tak wiec: jak Emi byla mala, to bala sie fajerwerkow, ktore to rozbrzmiewaja nad Wyspami co roku 5 listopada z okazji Bonfire Night. Tegoroczne okazaly sie byc jednym wielkim (nomen omen) niewypalem. Niebo bylo tak zamglone, ze z trudem rozpoznawalismy miejsce na niebie, w ktorym poleciala nasza rakieta. Same ognie sztuczne tez nie byly rewelacyjne… Huku robily mnostwo, a efekty swietlne zadne. Podobnie bylo w sobote, gdy wybralismy sie na pokaz ogni sztucznych w parku. Najpierw zaplonelo wielkie ognisko – do tego momentu wytrwalismy dzielnie. Ale potem zrobilo sie bardzo zimno, wialo i padalo, wiec zwinelismy manatki i wrocilismy do domu.

Wyjasnieniem dla naglego „wydoroslenia” Emi jest (najprawdopodobniej) jej nowa przyjaciolka z przedszkola. Kilka dni temu miala miejsce scena zazdrosci rodem z brazylijskiej telenoweli – dwie dziewczynki w przedszkolu pobily sie o wzgledy Emi. Wygrala Leila, ktora (jak na moje oko) jest mlodsza od Emci. Nie musze chyba dodawac, ze jest zapatrzona w nasza pierworodna jak w obraz.


Emi jak byla mala uwielbiala rowniez myc z tata auto – zostalo jej to do dzis i zawsze przylacza sie, by pomoc.