Jestem halloweenem!

Taaak! Zdecydowanie tak! Jest to jedno z naszych ulubionych swiat. Za kilka dni Halloween – dzieciaki sie ciesza, my rowniez. Juz w ten weekend odbyla sie impreza w miescie, wszyscy sie poprzebierali i tlumnie wylegli do centrum, by przejsc sie w tloku, dopchac do karuzeli, zjesc jakies slodkosci, ale chyba glownie po to, by SIE pokazac. Dzieciaki mialy mnostwo radosci, co chwila pojawial sie jakis kosciotrup, potwor, czy wrozka, wszystko swiecilo, migalo, bylo glosno, pachnialo francuskimi nalesnikami z czekolada.

Ale zanim trafilismy na impreze trzeba bylo wykombinowac przebranie. Zaczelismy juz w domu przegladajac zeszloroczne gadzety, ale niestety nic nie nadawalo sie do uzycia.

W ten to sposob trafilismy do sklepu, gdzie kazdy mogl wybrac cos dla siebie. A wybierac bylo w czym, Grzesiek na przyklad rozwazal takie opcje na halloweenowy wieczor:

Oraz:
Emilka natomiast przez chwile zastanawiala sie nad byciem wrozka, po czym zdecydowanie odrzucila ten zamiar…
…by przeksztalcic sie w dynie:
A Mama zostala spider-woman:
Gdy zrobilo sie ciemno ulice zapelnily sie przebierancami. Tylko niektorym udalo mi sie zrobic zdjecie, w miare ostre:

A bylo naprawde zimno (czego po przebraniach nie widac…)
Nina obserwowala zabawe z wozka i z wysokosci Taty. Byla wszystkim oszolomiona, tym bardziej, ze po raz pierwszy jechala na karuzeli:
Bardzo jej sie to spodobalo, bo zaraz po zakonczeniu wolala :”jecie jaz, jecie jaz!” (jeszcze raz)
Emilka trzymala siostre, by ta nie wypadla w trakcie jazdy:
I jeszcze jeden rzut oka na ulice:

Byli tez tacy, ktorym impreza nie przypadla do gustu i postanowili dobitnie to wyrazic:

A w piatek wybieramy sie z wielka siata na slodyczowe lowy.