Gdzie jest Nemo?

Albo lepiej: ktory z tych kolesi to Nemo? Zagadke ta probowalismy rozwiklac w pierwszy dzien dlugiego weekendu odwiedzajac w Chester ogromne akwarium. Istnieje okreslenie „delfinarium”, ale zupelnie nie pasuje do tego miejsca, bo zamiast delfinow ogladnac mozna bylo rekiny. Ktore to zreszta sa ulubiencami Emilki. Zarazona przez Tate bakcylem nurkowania i miloscia do swiata podwodnego od wielu miesiecy opowiada, ze bedzie nurkowac (koniecznie w rozowym skafandrze!) i ze pozna rekiny. W jej mniemaniu sa to ryby calkiem sympatyczne i mozna sie z nimi zaprzyjaznic.


A wiec, prosze bardzo: oto cudny, tlusty zarlacz. Okazal sie byc zupelnie niegrozny, nie zjadl pletwonurka, nie rzucal sie na inne ryby, a jedynie spokojnie patrolowal swoj teren szczerzac zebiska na prawo i lewo.

Tych rekinow nie dotykalimy, ale bylo udostepnione mniejsze akwarium, w ktorym plywaly sztuki malutkie i lagodniutkie, ktore mozna bylo glaskac. Obok rekinow plywaly rowniez bardzo wesole i towarzyskie plaszczki, ktore same podplywaly do krawedzi basenu, wystawialy (chcialoby sie rzec „glowy”, gdyby je mialy) przednia czesc ciala i nadstawialy sie do glaskania. Widok bombowy!
A tutaj jestesmy pod dnem akwarium i wlasnie nad nami przeplywala wielgachna plaszczka:

A tutaj mniejsza, wystawia sie, by ja dotknac:

Takie widoki nastrajaja Mame marzycielsko: Karaiby, ach, Karaiby marza mi sie…

A tu juz rozanielona Emilka obserwuje piekno swiata podwodnego: