O przedszkolu cicho szaaa…

Przedszkole okazalo sie byc strzalem w dziesiatke. Emi – moge to powiedziec z reka na sercu – czuje sie w nim bardzo dobrze. Ledwo sciagnie kurke, juz biegnie do sali bawic sie z dziecmi. Przedszkolanki chwala ja, ze jest bardzo otwarta, ciekawa, pewna siebie. Gdy wraca do domu opowiada mi co robila, w co i z kim sie bawila, co czula. Jest usmiechnieta, zadowolona, rozluzniona. Bardzo to dla mnie wazne i wiem, ze dla niej nie jest ta zmiana latwa: otaczaja ja nie tylko nowe osoby, ale rowniez obcojezyczne srodowisko, ktorego nie rozumie i ktorego musi sie nauczyc. Co zreszta bardzo chetnie robi: wypytuje nas o slowka po angielsku, sama uzywa tych kilkunastu slow, ktore juz zna. Ostatnio zaskoczyla mnie pytaniem: „Mamo, a ‚drzwi’ sie pisze przez dwa ‚o’ …” Jakkolwiek by na to nie spojrzec, racje miala madrala mala!

Kilka dowodow

W trakcie, gdy kopiowalam zdjecia do bloga te dwa cudne aniolki zdazyly
– pilnowane przez siebie nawzajem – dobrac sie do paczki cukierkow szalwiowych. Nina, jako ze nadal posiada skromne uzebienie, zostala przylapana na ssaniu cukierka przez papierek, Emi rozgryzala jednego po drugim swoimi mleczakami.

Poniewaz dotarly do nas glosy niedowierzania, ze Emilka potrafi samodzielnie napisac kilka najprostszych slow, tak wiec zamieszczam 2 dowody w tej sprawie. Ponizej, jesli sie ktos doczyta, widac napis „Nina”, pod nim „Emi”, a pomiedzy nimi piekna i dostojna literke „M”.

A tu, wielce tajemnicze „Mo”, nizej miodzio dla rodzicow: „Mama”, a nizej „Tata”. Jak widac litera „A” z lekka przypomina piramidy egipskie, ale czytelna chyba jest?

A tutaj kolejny dowod, na inna jednak teze. Jesli ktos nie wierzy, ze ludzie pochodza od malp, niech przypatrzy sie trzylatkom na placu zabaw… Oto jeden znich, w trakcie malpich ewolucji – grunt, by gruntu pod nogami nie bylo!

Na trojke rodzenstwa wozkow sklepowych nie przewidziano:

Cierpliwosc Mamy…

Emilia odreagowuje stres przedszkolny labuzujac na calego. Oto lista dzisiejszych wybrykow:
1. Rozsypala kilogram maki na stole i jadla ja garsciami.
2. Wysypala na podloge w kuchni wszystkie ziemniaki i inne warzywa.
3. Rozwalila ciastka kruche, pokruszyla je na podlodze, po czym okruchy wsypala do pojemnika plastikowego i wlozyla do szafki w kuchni.
4. Rozwalila wszystkie pieluchy Niny (pampersy i tetrowki) w naszej sypialni.
5. Odmawia jedzenie wszelkich posilkow – jedyna rzecza jaka zjadla na obiad byla marchewka z puszki.
6. Ukradla mi golarke elektryczna i wykonczyla cale baterie (dobrze, ze nie zgolila Ninie glowy).
7. Rozebrala sie do naga i stwierdzila, ze bedzie chodzic gola, bo lubi.

Na moje wszelkie: Emisiu… odpowiada „nie chce mi sie”.

Tak wiec, aby nie tracic autorytetu i aby nie musiec stosowac grozb, ani kar tym bardziej, postanowilam olewac jej zachowanie i wykazac sie wielka cierpliwoscia.

A co do przedszkola: Emilka zostala dzis na godzinke sama, radzila sobie bardzo dobrze, bawila sie z dziecmi, starala sie wlaczyc w aktywnosc, a niekiedy sama inicjowala zabawy z rowiesnikami.
Przy okazji nadmienie, ze Nina czuje sie w przedszkolu Emilki jak ryba w wodzie: lapie inne dzieci za nosy, podaje im zabawki, pokrzykuje wesolo do nich i zaczepia wszystkich usmiechami. Nawet jedna z przedszkolanek stwierdzila, ze jest ona szalenie wesolym i wiecznie usmiechnietym niemowleciem 🙂

Od siebie dodam: bardzo ambitnym rowniez – od wczoraj rzuca sie (doslownie!) i probuje chodzic bez podpierania. Ciagle laduje na podlodze, czasem tak nieszczesliwie jak dzis – rozcieta warga – a potem znow wstaje i chodzi, chodzi, chodzi… Zasypia rowniez na stojaco – POWAZNIE MOWIE!

Jestem sobie przedszkolaczek…

Pierwszy dzien w PRAWDZIWYM przedszkolu za nami. Emilka juz od roku chadzala do przedszkola mieszczacego sie u nas, w Narfolk Parku. Wlasciwie bylo to miniprzedszkole – chodzilo tam gora 12 dzieci, a opiekunek bylo chyba z 6!
Obecne przedszkole jest na 90 dzieci w sumie! Oczywiscie sa podzialy na grupy i kazda opiekunka nie ma wiecej niz 3 dzieci, ale jednak jest to juz zupelnie cos innego. Emilka wydawala sie byc zadowolona, aczkolwiek troche zagubiona – raz biegala wesolo po ogrodku, innym razem samotnie rysowala, potem znow udzielala sie aktywnie w grupie spiewajac, klaszczac i sluchajac bajek.
Teraz slodko spi!!! Co w jej przypadku jest zupelnie nietypowa rzecza, stad sadze, ze musiala sie jednak nieco denerwowac nowa sytuacja.
Nastal jednak taki czas, ze Misia zaczela sama domagac sie towarzystwa innych dzieci, widzialam, ze bardzo jej brakuje rownolatkow i kontaktow z nimi (mlodsza siostra to nie to samo!), wiec dwie i pol godziny dziennie przedszkola powinno zaspokoic jej potrzebe przebywania wsrod dzieci.
Ciekawe, jak ona zapamieta ten pierwszy dzien w przedszkolu?

Weekend – fotoblog

Weekend spedzilismy pod znakiem aktywnosci. W sobote odstresowywalismy brzydote miejska podziwiajac piekne widoki poza granicami Sheffield. Wszystko to zza okien samochodu – wyszlismy tylko na chwile, ale bylo tak przerazajaco zimno, ze wrocilismy do auta i juz w ciepelku kontynuowalismy wycieczke nie myslac nawet o kolejnych przystankach.

No wlasnie, tu jest uwieczniona ta chwilka poza samochodem – wszyscy szczekaja zebami, a Emilka dodatkowo wyje na cale gardlo.

W niedzielny poranek tuz po sniadaniu Nina odkrywala mnogosc, barwe oraz smak woskowych kredek. Emilka preferuje ostatnio techniki inne, glownie „pisakowe” tak wiec ofiarowala siostrze wszystkie swoje kredki swiecowe i pastelowe. Co Nincie bardzo ucieczylo:


Ale jeszcze wieksza frajde sprawila jej jazda na barana (w tej zaszczytnej roli wystapil tata) i glaskanie szczeciny, potocznie zwanej „szczotka”. W ogole, warto nadmienic, ze Ninka uwielbia zabawy wlosami i przy kazdej okazji szarpie nas wszystkich za kudly…


Tata uczyl rowniez najmlodsza chodzenia. Na obrazku ponizej widac, jak to dzieci ucza sie od siebie nawzajem i „wspaniale” sie razem chowaja: Nina nasladuje Emilke i zaczyna chodzic, Emilka nasladuje Nine i raczkuje 🙂


Za raczke maly spacerek sobie ucieli!

Emilka puszczala rowniez latawca. Dla niego ten weekend skonczyl sie jednak troche pechowo – polamal sie biedaczysko na kawalki i wlasnie sie zastanawiam, czy go wyrzucic, czy naprawic?


Nasza dzielna dziewczyna cwiczyla zjazdy ze zjezdzalni i wchodzenie po niej.


A wieczor uplynal dziewczynom pod znakiem przygody kulinarnej. Najpierw Nina wygrzebala z szafki ciasteczka, rozpakowala je, rozrzucial po podlodze, kilka okruchow nawet sprobowala i bardzo ja to ucieszylo:

Nastepnie Mama, pozostajac rowniez w temacie kuchennym, zrobila pierogi ruskie, ktore to rownoczesnie wprowadzily nieco akcentow polskich (mimo mylacej nazwy), ale co najwazniejsze bardzo smakowaly wszystkim domownikom – Emilka zjadla az 10 sztuk!
(Grzes, bede litosciwa i nie napisze ile zjadles Ty…)

A na koniec, tuz przed kapiela, corki nasze wygrzebaly z szafy wiekszosc garnkow, pokrywek i innych atrybutow kucharskich, by w skupieniu (patrz: mina Niny) odkrywac ich przeznaczenie, testujac smak, ciezkosc, rozmiar, ladownosc, wywrotnosc oraz wiele, wiele innych cech, na ktore my, dorosli, dawno przestalismy zwracac uwage. Duch odkrywcy zdaje sie zanikac z biegiem lat…

Laurka dla babci

Babcia obchodzi w walentynki urodziny. Wczoraj Emilka zrobila pierwsza w zyciu laurke. Potem poszlysmy na poczte i Emi wyslala pierwszy w zyciu list! Na pierwszym zdjeciu widac zyczenia dla babci oraz wlasnoreczny podpis Emilki. Nad nim narysowany jest czerwony prezent – paczuszka.

A na tym zdjeciu widac jak Emilka narysowala babcie (w pieknej sukience w kropki), ktora zdmuchuje swieczki z urodzinowego tortu (stad taka nadeta mina!)

Wiosenny weekend w lutym

Weekendowa pogoda byla wysmienita – slonecznie i cieplo. Porzucilismy kurtki, czapki i szaliki i wybralismy sie a dlugi spacer do Norfolk Parku. Tata, zachecony wiosenna aura, uczyl Emilke tego, czego sam do konca nie umie: gry w pilke nozna! Najwazniejsze jednak, ze glowna zasada footballu zostala pojeta. Emcia dzielnie na bramce stala – co ilustruje ponizszy obrazek – a tata radowal sie z gooooola!!!!!!!!!

Probowalismy rowniez zrobic sobie wspolne, czateroosobowe zdjecie, co jak widac, do latwych nie nalezy. Najwazniejsze, ze wszyscy sie jako tako w kadrze pomiescilismy, a wyglada to tak:

Glupi, glupia, glupie, glupio…

Kariere przezywa slowo glupi. Emilka odkryla radosc ublizania wszystkim, wszystkiemu i kazdemu z osobna. A ze jedyne brzydkie slowo jakie zna jest „glupi”, tak wiec w domu ostatnio WSZYSTKO glupie jest. Sa oczywscie pewne wyjatki, bo na przyklad tata, ktory to ostatnio znajduje sie w centrum zainteresowania mojej najstarszej („tato, jestes moim rycerzem”) uslyszal lzejsza wersje ublizajaca. Niektorzy nawet twierdza, ze byl to komplement: „Tato, jestes piekny, ale glupi!”
Jesli chodzi o moja opinie w tej kwestii: ani jedno, ani drugie sie nie zgadza…
Poza tym:
1. jest mi lzej, bo Nina w nocy obslugiwana jest przez rodzica bez cyca. Radzi sobie on butelka z modyfikowanym. Slabo, jak narazie, ale kto powiedzial, ze pocztaki musza byc latwe?
2. dziewczyny wstaja rano jak ptaszki i od razu przechodza do meritum: bawia sie, biegaja, piszcza, kloca o zabawki, smieja i chichraja, a my w tym czasie SPIMY SLODKO. Patrzac na ich samowystarczalnosc poranna az mam ochote na trzecie, ale cicho szszaaaaa…
3. Nina mowi. Mama, tata, nieee. Przy tym ostatnim potrzasa przeczaco glowka.
4. caly dom obramkowany – zlapalam ja wczoraj na schodach, wiec chyba w ostatniej chwili zalatwilismy kraty.
5. Cieplo jest. Bardzo nawet.
6. Zosi urodzil sie braciszek nr2. Podnosimy przyrost naturalny Wielkiej Brytanii! God, save the Queen!
7. Emi ma przedszkole zalatwione i do szkoly ja zapisujemy wkrotce.