Wigilia

Wigilie rozpoczelismy tradycyjnie, dzielac sie oplatkiem. Emilce szalenie spodobal sie zwyczaj skladanie sobie zyczen. Poczatkowo zawstydzona i troche zmieszana, z czasem rozkrecila sie na dobre – kazdemu z nas zlozyla zyczenia kilkakrotnie.

Wigilijne uszka okazaly sie byc hitem samym w sobie i zniknely zanim zdazyl pojawic sie na talerzu barszcz 🙂


Nastepnie przyszedl czas na prezenty. Troche z tata dalismy plame, bo nie uzgodnilismy zawczasu oficjalnej wersji: kto wlasciwie przynosi te prezenty – Mikolaj, Gwiazdor, Aniolek, my sami? Efekt zamieszania byl taki, ze prezent dla taty kupila mama, a prezenty dla dzieci przyniosl Aniol (tacie raz wyrwal sie Gwiazdor, co wprawilo nasza dociekliwa Emilke w dluzsze zastanowienie. Cale szczescie nie drazyla tematu).

Minus jeden

Anglia nas rozpiescila i rozpuscila do granic mozliwosci. Bylismy dzis na spacerze „przedswiatecznym” w parku. Ledwie minus jeden stopien, a my sie trzesiemy z zimna, przebieramy nogami i dygoczac pedem wracamy do domu. Nawet slonce nie przekonalo nas, by zostac dluzej niz to konieczne. Emilka zaliczyla w tempie ekspresowym hustawke, porzucala kawalkami lodu do zamarznietego stawu i ze dwa razy zjechala na brudozjezdzalni.
Zeby bylo jasne: Emilce wcale sie do domu nie spieszylo! Wrecz odwrotnie.

Powyzej: z(a)marznieta Nina.

A tutaj maly prezent, jakim zostal dzis obdarowany tata (Emi obdarowywala).

Menu

Wlasnie wrocilam z kuchni.

Jestem pod wrazeniem. Na dwa dni przed Wigilia mamy juz gotowe:
1. uszka
2. piergi z miesem
3. pierogi z kapusta i grzybami
4. bigos
5. keks z bakaliami

Tju, tju. Niezle zorganizowani jestesmy. I to w dwojka dzieci. I jeszcze dzis rano na zakupach bylismy (ma sie rozumiec ze z dwojka dzieci, co czyni zakupy podwojnie trudnymi).
I zeby nie bylo watpliwosci: wszystko przygotowywane ze skladnikow, a nie z polproduktow. Zreszta, dokumentacja zdjeciowa nie pozostawia watpliwosci: glowny lepiacz pierogow, maka, farsz. A w tle, pierworodna lepiacza, testuje pierwsza porcje z miesem (ps. farsz robila matka).

Ponizej: w diecie niemowlecia nie ma miejsca na ciezkostrawne kapusty, grzyby, makowce i inne dobroci bozonarodzeniowe, tak wiec Nineczka radzi sobie jak moze i… zjada ozdoby choinkowe:

Smoki

Emilka ma od jakiegos czasu wielka pasje. Sa nia smoki. A ze jednoczesnie przechodzi wlasnie okres fantazjowania na jawie i miesza rzeczywistosc z marzeniami, wiec w domu, kazdy po troche, jest smokiem.

Najbardziej ogolny podzial smokow przebiega w oparciu o kolorstyke skory: sa zielone (polskie) i czerwone (angielskie). Jak mozna zauwazyc, podzial ze wzgledu na kolor jest rowniez podzialem geograficznym – to taka uwaga na marginesie.

Wracajac do glownego watku: smoki dziela sie rowniez na zle i dobre, na jednoglowe i wieloglowe, na wszystkozerne i zerne-niektore-rzeczy (zeby wymienic tylko najbardziej charakterystyczne z nich: lizakozerne, gumozerne, cukrozerne itp). Smocza tematyka kroluje, dominuje, hmm… no dobra, jest jedyna obecnie tematyka prac plastycznych Emilki. Co oznacza rowniez, ze i tata, a najczesciej mama, sa zaangazowani w rysowanie, malowanie i lepienie z ciastoliny smokow. Poznizej obrazek, na predce w photoshopie sklecony, wydrukowany, w ramke oprawiony i w pokoju Emci zawieszony. Smok jest wawelski, a corka krakowska (co po stroju chyba widac?)

Poza tym swieta, swieta, swieta. Gotujemy, pieczemy i cieszymy sie z wolnego. Dwa tygodnie razem – piekna perspektywa. Wszyscy juz zdrowi, Nineczka jedynie cierpi z powodu zabkow, ale pomaga jej Nurofen i mysle, ze juz niedlugo kolejne zebiszcza sie pojawia. Co ciekawe, beda to kolejne zabki na dole. Gora nadal szczerbata 🙂
Po swietach urodziny Emi – TRZECIE! Przyjecie przygotowane, dzieciaki zaproszone, wszystko nakupione. Pozostaje jeszcze zwlec do domu tort, nadmuchac setke balonow i zabawy dla dzieci wymyslic.
A propos prezentow: co Emilka dostanie na urodziny?

Smoka i zbroje rycerska 🙂

:-)

Dziewczyny, dlaczego Wy tak szybko rosniecie? Jeszcze niedawno Ninka nie umiala sie przewrocic sama z boku na bok… Teraz zabawa w stanie i chodzenie przy meblach, to najwieksza frajda dla malej. Emi ma na ten temat nieco odmienne zdanie. Jej krolestwo plastyczne mieszczace sie na stoliku w kuchni jest w powaznym zagrozeniu: Nina siega po wszystkie kredki, pisaki i kartki.
Z dziwactw: Emileczka zjadla dzis sama cale opakowanie krewetek!

Wdrazanie systemu samodzielnego usypiania mozna uznac za zakonczone. Pelnym sukcesem! Po kapieli jest bajka opowiadana przez tate, troche rozmowy o dniu minionym (ostatnio na topie sa dialogi o smokach, zwanych Belfegor, Baltazar i Bonifacy) i Emi kladzie sie sama spac. Co Rodzicow cieszy niezmiernie, zwlaszcza w sobotni wieczor.

Nowy zabek, upadki, przymrozek i inne…

Od kilku dni przymrozki! W koncu zima jest, prawda?

Weekend Nineczka przywitala bolem dziasel. Jeszcze rano bylo wszystko w miare dobrze (choc to zajadle obgryzanie lyzeczki w czasie sniadania nie wrozylo dobrze), dopiero pod wieczor zaczely sie placze, slinienie, goraczka. Bidulka mala, ciagle tylko chciala wstawac, podnosila sie przy meblach, wspinala ciagnac moje nogawki od spodni i… upadala. Z bolem dziaselek znacznie gorzej jej szlo wstawanie, wiec i upadkow bylo dzis sporo.

Emilka prezentuje swoj obrazek.

Wieczorne kotlowaniny Niny

Dziewczyny coraz lepiej sie dogaduja. Wieczorne usypianie, dzis wyjatkowo bez taty, odbylo sie w radosnej atmosferze kotlowaniny poscielowej: Nina nie mogla usnac. Wiedziona instynktem, ktory kaze jej CALY CZAS STAC, przewracala sie w poscieli, chichrala i piszczala na caly glos. Emilka przywedrowala do nas i rozpoczela sie impreza na calego. Ja tylko obserwowalam z boku i staralam sie im nie przeszkadzac.